Z pustyni na stadiony – recenzja „Wonderful Wonderful” The Killers

Niegdyś zespół Brandona Flowersa wpisywał się w nurt tak zwane New Rock Revolution i był jednym z ciekawszych pozycji indie rockowych moich licealnych czasów. Pamiętny album „Hot Fuss” słucham do tej pory, a i też często wracam do singli z „Sam’s Town„. Nie była to muzyka najwyższych lotów, ale miało to w sobie coś fajnego. Żadna osiemnastka nie mogła się obejść bez „Somebody Told Me„, na swoim pierwszym Sonym Ericssonie puszczałem na głos „Bones„, „On Top” jak sama wskazuje była czymś szczytowym, a na moim weselu tańczyliśmy do „Mr. Brightside„. Sentyment do zespołu z Las Vegas pozostał.

Obecnie Killersi przechodzą metamorfozę i stają się bardziej popowi. Czy to dobrze? – zapyta ktoś. Nie wiem. Już w 2008 roku podbijali nieudolnie listy przebojów koszmarnym „Human„. „Battle Born” z 2012 roku było całkiem OK, jednak na dłuższą miarę album ten nie przetrwał próby czasu. A jak ma się sprawa z „Wonderful Wonderful„?

Jest dobrze, acz nie rewelacyjne. Płyta ma całkiem sympatyczne momenty. Jeżeli takie rzeczy miały być puszczane na komercyjnych stacjach, to o taki pop warto walczyć. Płytę rozpoczyna nieco niepozorny „Wonderful Wonderful„, który sili się na bycie kolejnym rockowym hymnem dekady. Co oczywiście niezbyt się udaje. „The Man” to już całkiem fajny, taneczny kawałek, który mógłby zaśpiewać David Bowie w latach 80. Trzeci w zestawie „Rut” brzmi jak skradziony utwór obecnemu Coldplayowi (stary był najlepszy). „Life To Come” to kolejna inspiracja zespołu, który kiedyś był dobry a potem stał się popularny i nudny. Mowa o U2 oczywiście. Spoko jest nawet „Tyson vs Douglas„. „Run For Cover” zaczyna się jak jedna z piosenek Placebo, jednak dalej brzmi już zupełniej inaczej. „Some Kinde Of Love” zwalnia na chwilę tempo, by później dać miejsca „Out Of Mind„, które ładnie eksploruje lata 80. Całość kończy melodyjne „Have All The Songs Been Written?„.

Podsumowując, najnowszy album The Killers jako krążek popowy należy ocenić pozytywnie. Nowe, bardziej mainstremowe oblicze pasuje od Flowersa i spółki. „Wonderful Wonderful” to całkiem zgrabny i przyjemny w odbiorze album. Jest tylko jeden szkopuł. Płyta raczej na jeden sezon, nic więcej. Ocena: 6/10.

Reklamy

Playlist: 10 piosenek na urodzinową imprezę

larry-fillmer-birthday-1955W dniu dzisiejszym Paweuu Alternativ Blog obchodzi swoje 8 urodziny! Gdyby blog ten był dzieckiem to za parę tygodni szedłby do Pierwszej Komunii. Przez te 8 lat wiele się wydarzyło. Zarówno na blogu, jak i moim życiu. Zapraszałem artystów do tworzenia podsumowań całorocznych, brałem udział w konkursie Blog Roku organizowanym przez Onet, relacjonowałem najważniejsze polskie festiwale a także współpracowałem z Canal Plus Film. Gdy zaczynałem tworzyć ten blog byłem licealistą, dziś już jestem po studiach i pracuję. Czuć tą zmianę w tworzonych przeze mnie tekstach. Wydaje mi się, że z każdym rokiem tworzenie tego miejsca szło mi coraz sprawniej. Przyznaję, że w ostatnim czasie trochę zaniedbałem blog. Mam jednak nadzieję, że jeszcze będziecie odwiedzać Paweuu Alternativ a ja będę tworzył ciekawe teksty. A na dziś mam specjalną playlistę urodzinową. Posłuchajcie i świętujcie 8 gyburstag Paweuu.

 

Piosenki na sylwestrową noc

Sylwester już tuż, tuż. Szampan, chipsy, fajerwerki, taniec i śpiew. To wszystko będzie już niebawem, ale jaka muzyka powinna polecieć w tle? Chyba nie chcecie polegać na sylwestrowych propozycjach TVP? Która co roku serwuje zapomniane, kiczowate przeboje z lat 80 i 90? Spokojna głowa, Dj Paweuu wam pomoże. Wyselekcjonowałem 10 tanecznych, imprezowych i dobrych piosenek, przy których każdy  świetnie spędzi czas w tę kolorową noc.

Na początek imprezy, kiedy będzie się toczyć miła rozmowa i wszyscy będą jeszcze trzeźwi powinno polecieć coś co każdego wprawi w dobre samopoczucie. Myślę, że w tym momencie wszyscy powinni usłyszeć Calvina Harrisa i jego akceptowalne dźwięki w latach 80.

Kiedy już wszyscy zajęli wygodnie miejscówki, każdy wie kto jest kto i generalnie zostały obgadane wszystkie sprawy to należało by przejść do inicjacji alkoholowej. W tym momencie może coś w czarnych klimatach? Zeszłoroczny Kanye najbardziej będzie tutaj pasował.

Pierwsze koty za płoty, jest miło i uroczo. Część gości z pewnością udała się na papierosa. A co z resztą, która nie pali? Dla nich przygotowałem Hot Chip.

Wracający ludzie z cygarety są na pewno zziębnięci. My, jako dobry gospodarz musimy ich rozgrzać. Najlepiej podziała tutaj przepis wujka Barneya i jego opener z sylwestrowej playlisty.

Goście siedzą, zajadają chipsy, popijają je drinkami z parasolkami. Powoli tupią nóżkami. Może należałoby się już coś pogibać? Załatwione przy !!!.

!!! było na rozgrzewkę, teraz wchodzimy z czymś bardziej energicznym. To będzie morderczy taniec.

Uff, zmęczeni? Chwila odpoczynku i przerwy na uzupełnienie płynów. Ciężko by w tym momencie zabrakło Cut Copy.

No, ale chyba nie chcecie siedzieć do końca? Zabawa powinna trwać do rana. Troszkę klasyki nie zaszkodzi.

W dobrej zabawie, śmiechach, hihach i tańcu zapomnieliśmy, że dobiła już 12. Odliczanie, wypala szampan, toast, życzenia i fajerwerki. Do oglądania kolorowego nieba idealnie nada się Animal Collective.

Jednak na tym nie kończymy, bawimy się dalej przy dźwiękach Justice.

Przy takiej muzie nikt nie powinien się nudzić. Udanej imprezy i szczęśliwego nowego roku od ekipy Paweuu.

Paweuu Playlist Grudzień

Yo. Było tu trochę nudno ostatnio, chcę wpuścić trochę świeżego powietrza, wypuścić ten nieprzyjemny zapach rutyny recenzja, recenzja, recenzja. Po ostatniej notce usłyszałem miłe słówko także pomyślałem, że trzeba trochę pomyśleć też nad innymi rozwiązaniami. Wiadomo, kto stoi w miejscu ten się cofa. Także zapraszam do lektury o kilku nutkach, które niekoniecznie są z grudnia, ale chce coś o nich napisać.

Cool Kids Of Death & Hellow Dog, „Got 2 Kill This Dog”

Gdyby ktoś mi puścił ten kawałek i zapytał, który polski band go nagrał odpowiedziałbym śmiało, że The Car is on Fire i nawet nie pomyślał bym o ekipie z Łodzi. A tu taki suprise. Przyznam, że nie spodziewałem się tego po „kulkach”, że uda im się nagrać coś melodyjnego, przyjemnego do puszczenia przy kolacji. W sumie to dobry znak, bo oni maja potencjał, który trzeba po prostu wykorzystać. I fakt, że śpiewa Wandachowicz tez wiele daje bo nie musimy słuchać jak męczy się Krzyś Ostrowski. Dają rade i widać, że chcą się rozwijać i nie chcą wiecznie być kojarzeni z zespołem dla trudnej młodzieży. Posłuchaj.

Sobota – 100 procent 2 (feat. Kool Savas, Gural, Walle, Rytmus, Bigz prod. Matheo)

Yo, Yo. No słucha się wszystkiego, ale to akurat zapuścił brat na YouTubie. I tak posłuchałem i chciałem wyrazić swoje zdanie na temat kondycji obecnego hiphopu. Wiadomo, że obecne czasy muzyki popularnej to okres kolaboracji. W hiphopie nawet tym bardziej to widoczne. Polska ekipa chciała stworzyć coś w rodzaju portretu polaka rolnika w filcach z flaszką w łapie. Ja ogarniam, że jest to przerysowane, ale nie rozumiem po co brano do udziału raperów nie pasujących w ten klimat zupełnie i psujących wszystko bo pomysł był raczej fajny. Bo różnica pomiędzy polską ekipa a zagraniczna jest strasznie widoczna, na korzyść biało-czerwonych. Taki Koool Savas to w zasadzie nic nie znaczy na niemieckim rynku hiphopowym gdzie dominuje ekipa z Aggro Berlin. ego śmiesznego Słowaka to już całkiem pominę bo już lepiej rymują dzieci pod hasiokiem u mnie na osiedlu. No i na koniec ten śmieszny murzynek na ciągniku, on chyba nie wiedział o co chodzi. Teraz polska ekipa, Sobota i Walle dają radę a Gural, który uchodzi za białego murzyna i chyba udaje, to wychodzi w tym przekonywająco. Dobrze, ze wycieli Tede. Ogólnie trzeba to potraktować na luzie, bez żadnej napinki. No i oni jako jedyni mają prawdziwe świnie w klipie. Posłuchaj.

The Killers – Mr. Brightside.

No i nutka znana już od dłuższego czasu wszystkim, ale leci u mnie ostatnio dość często. W ogóle nie rozumiem tego zespołu. Bo oni cały czas coś, kogoś naśladują i raz z lepszym a raz z gorszym skutkiem. Udało im się osiągnąć sukces komercyjny, na RMF FM ich puszczają, ale nie idzie to w parze z poziomem ich muzy. Nie ogarniam jak można nagrać tak świetne kawałki jak Mr Brightside, Somebody Told Me czy  On Top a potem nagrać żenujący It’s indie rock n roll for me albo inne badziewia typu Human. A Mr. Brightside to jakaś masakryczna fala dźwięków, melodii. Wszystko jest tam świetne. Perkusja, klawisz, ta gitarka, te zakończenie „I never, I never…” Posłuchaj.

Świąteczna lista przebojów

Jeżeli chodzicie czasami do hipermarketów to wiecie już pewnie od końca listopada, że zbliżają się święta! Dziś Mikołaj pewnie wam coś dał jak byliście grzeczni. Byliście? OK Redakcja Paweuu Alternativ Blog, czyli Ja wam wierzy. Chciałbym wam przedstawić listę świątecznych piosenek. Niektóre mimo, że puszczane co 5 minut w radiu nie brzydną inne wciąż się nie starzeją to wszystkie oddają klimat świąt.  Enjoy!

Na początek klasyk w wykonaniu WHAM! czyli duetu, który chyba głównie słynie właśnie z tej piosenki. W sumie pamiętacie święta podczas których nie słyszeliście tej piosenki chociaż RAZ? Ja nie. Słyszę ją za to przynajmniej raz na godzinę i nie brzydnie, chce się ją śpiewać razem z Georgiem. I mimo, że w rytmie niczym wyjętym z disco to czuć TO. W sumie wiecie o co chodzi, znacie ją dobrze.

Teraz mamy natomiast do czynienia z bardzo starym klasykiem. Nie puszczają go w radiu natomiast jeżeli w święta oglądacie telewizje to wiecie dobrze, że co roku można obejrzeć Kevina. A Święta bez Kevina to dla mnie nie święta. Mój mały rytuał, obejrzeć tego smarka w wigilie. I tam właśnie pojawia się ta nutka! I ta gitarka na początku mmmm.

Teraz coś nowszego dla indje dzieci, mam i coś dla was. Tak, tak The Killers. It’s indie rock n roll. Tak więc mimo, że uwielbiam Brandona za Mr. Brightside i nie cierpię za Human to mogę powiedzieć, że tej piosenki można posłuchać raz do roku, zapomnieć o niej i potem znowu wrócić. Fajne poczucie humoru, zabawny teledysk w sumie fajna ironia z ich strony. Mimo, że nie ma jakiegoś wyjątkowego blasku w tej piosence to daje radę, zwłaszcza dialog Flowers – Santa. Life is Hard.

Ok, nie będę ukrywał, że Mariaha Carey niemiłosiernie działa mi na nerwy swoim samym byciem to ta piosenka jej się udała. I jeżeli mam jej nie oglądać to piosenkę chętnie wysłucham w ten magiczny okres dla wszystkich.

No i na koniec zostawiłem sobie Johna, który napisał ogrom świetnych piosenek. I mimo, że ten utwór jest z tego dziwnego okresu z Yoko Ono, dziwnych rzeczy, zagadkowej już nawet samej śmierci Lennona to miło, że pokusił się na napisane czegoś świątecznego. Podziwiam kolesia za jego talent liryczny. I chociaż trochę za bardzo się rozmarzył po rozpadzie The Beatles to jego marzenie o szczęściu jest takie pozytywne. W sumie w święta marzenia się spełniają. I nie chodzi tutaj o prezenty pod choinką. Tak więc i ja wam życzę spełnienia waszych marzeń, żyjcie w szczęściu, tak trzeba. Pozdrawiam 🙂

Muzyczne podsumowanie roku 2008

3

Rok 2008 dobiega końca. Czas najwyższy by podsumować muzyczne dokonania artystów w tym roku. Czy był to dobry rok pod względem wydanej muzyki? Ciężko odpowiedzieć. Pojawiły się bardzo dobre płyty, te mniej dobre i te całkiem do niczego. Zatem zupełnie naturalnie. Kategorie nie uległy zmianie. Tak jak w poprzednim roku napiszę i o płytach, singlach i teledyskach. Jest to moja subiektywna ocena. Zatem nie musicie się z tym zgadzać co napiszę. Wszystko z lajtem bo zdaje sobie sprawę, że nie przesłuchałem wielu płyt. To tyle tytułem wstępu. Pora zacząć długo wyczekiwane podsumowanie!!!

Zagraniczna płyta 2008 – czyli zagraniczne produkcje, które najbardziej mnie zachwyciły i najczęściej ich słuchałem:

1. Cut Copy – In Ghost Colours. Najlepszy electro-indie-pop w tym roku jaki słyszałem. Melodyjnie, tanecznie i ogólnie zarąbiście. Świetna robota w wykonaniu Australijczyków. Dla mnie bomba.

2. Fleet Foxes – Fleet Foxes. Tym razem coś amerykańskiego. Ta płyta mnie tak zachwyciła, że słucham jej tylko w zaciszu domowym. Kto nie słuchał ten trąba.

3. MGMT – Oracular Spectacular. Do tej płyty początkowo nie byłem zbytnio przekonany, jednak później się okazało, że towarzyszyła mi i na zakupach i w drodze do pracy bądź uczelnie. Natomiast Time to Pretend to dla niektórych Wonderwall tego dziesięciolecia.

Poza listą: Albert Hammond, Jr. – ¿Como Te Llama?, British Sea Power – Do You Like Rock Music?, Cold War Kids – Loyalty to Loyalty, TV on The Radio – Dear Science, Vampire Weekend – Vampire Weekend.

Polska płyta 2008 – podobnie jak powyżej tylko chodzi o płyty z rodzimego rynku:

1. Materac – Andersen Dobranoc. Pisałem nie dawno recenzję także wiadomo dlaczego. Maciek Cieślak w formie plus wokal Zagańskiego plus kreatywność muzyczna Koprowskiego = płyta roku.

2. Iowa Super Soccer – Lullabies To Keep Your Eyes Closed. Szkoda, że po angielsku bo być może byłaby wyżej w moim notowaniu.

3. Waglewski Fisz Emade – Męska Muzyka. Jeżeli chodzi o dwójkę synów Waglewskiego to wolę ich twórczość razem z ojcem. Ta płyta jest naprawdę dobra.

Poza listą:Afro Kolektyw – Połącz Kropki,  Cool Kids of Death – Afterparty, Renton – Take-Off.

Najgorsza zagraniczna płyta 2008 – tutaj bardziej chodzi o to, które płyty najbardziej zawiodły moje oczekiwania, które najbardziej mnie wkurwiały i te które zbierały dobre oceny pomimo tego, że są gówniane.

1. Glasvegas – Glasvegas. Nie rozumiem jak można się zachwycać takim gównem. Patetyczne jodłowanie, nieudolne granie, perkusja na poziomie uderzania ołówkiem w szklankę, stwarzanie pozorów. Im się tylko wydaje. Im się wszystkim kurtka wydaje!

2. The Kooks – Konk. Mocno mnie zawiedli, stracili mój kredyt zaufania, który im dałem po nagranym debiucie.

3. One Night Only – Started a Fire. Nie ogarniam.

Poza listą: CSS – Donkey, Kaiser Chiefs – Off with Their Heads, The Killers – Day & Age,The Ting Tings – We Started Nothing, We Are Scientists – Brain Thrust Mastery.

Najgorsza polska płyta 2008 – nasze produkcje, które mnie najbardziej drażniły. Pomijam dokonania grup typu Feel, Doda itd.

1. Out of Tune – Out of Tune – Boże co za gówno na nas zesłałeś! Dlaczego nam to robisz?

2. Czesław Śpiewa – Debiut – miły koleś, ale muzę ma żałosną.

3. Dick4Dick – Grey Album – niby oryginalni, ale wtórni.

Poza listą: sporo tego.

Zagraniczny singiel 2008:

1. Black Kids – I’m Not Gonna Teach Your Boyfriend How to Dance With You. Zajebista piosenka. szkoda, że cała ich płyta nie jest tak miażdżąca.

2. MGMT – Kids – szaaaaaaaaaaaaałłłłłłłłłł

3. Will.I.AM – Heartbreaker – Komercyjny pop też jest spoko. Nie tylko samo indie.

Poza listą: British Sea Power – Waving Flags, Calvin Harris – Acceptable in the 80’s, Cold War Kids – Something Is Not Right WIth Me, Dizzee Rascal & Calvin Harris ft. Chrome – Dance Wiv Me, Estelle feat Kanye West – American Boy, Hot Chip – Ready For The Floor, MGMT – Time to Pretend, The Streets – The Escapist

Polski singiel 2008:

1. Sokół & Pono (feat. Franek Kimono) – W Aucie. Zero niespodzianki. To było pewne odkąd usłyszałem ten kawałek.

2. Afro Kolektyw – Przepraszam. Wszystkie wersje są spoko. Cały czas mam w głowie słowa refrenu… damn.

3. Video – Ide na Plaże. Teraz to już klasyk polskiej muzyki rozrywkowej! W porywach 10.0

Poza listą: Ania – Nigdy więcej nie tańcz ze mną, Cool Kids of Death – Bal Sobowtórów, Video feat. Wyszkoni – Soft.

Zagraniczny wykonawca Live 2008:

1. Of Montreal – Kto był na Offie ten wie, że ten gig najbardziej wymiótł. Prawdziwe show.Nawet marna pogoda nie zepsuła mi tego.

2. British Sea Power – Taki mały Muse z nich ^^. Chodzi o występ, który dali w Mysłowicach.

3. Mogwai – Ja tam doznawałem, nie wiem jak reszta. Mam to gdzieś.

Poza listą: Caribou, Clinic, Menomena

Polski wykonawca live 2008:

1. Muchy – Mimo tej dzieciarni pod sceną podobało mi się.

2. Cool Kids of Death – wiem, że to już nie te same emocje co niegdyś, ale nadal rządzą.

3. Afro Kolektyw – za stroje.

Poza listą: Czesław Śpiewa, Materac

Najlepszy teledysk 2008:

1. Radiohead – House of Cards – za innowację

2. Bloc Party – Mercury – za pomysł i stroje / The BPA feat David Byrne & Dizzee Rascal – Toe Jam – za okolice 2:30

3. Noah & The Whale – 5 Years Time – za te tańce synchroniczne.

Najgorszy teledysk 2008:

1. Linkin Park feat Busta Rhymes – We Made it – za akcję z krzesełkiem.

2. The Killers – Human – dobija mnie wszystko. Tekst, muzyka i te video… pliss

3. The Kooks – Always Where I Need To Be – Ta świńska skóra niszczy mój umysł, zniewala mnie, dobija. Widoczne inspiracje One Night Only!!

Zagraniczne odkrycie 2008:

Fleet Foxes. W tym roku panowali wszędzie. Na lądzie, wodzie, powietrzu i kosmosie!

Polskie odkrycie 2008:

Materac. Mimo, że nagrywali wcześniej to w tym roku pokusili się o własną płytę i to był dobry ruch z ich strony!

No i to w zasadzie wszystko. Powiem to co powiedziałem rok temu kończąć podumowanie:  „Jeżeli Paweuu Alternativ Blog będzie funkcjonował dalej to będzie można się spodziewać takiego podsumowania już w grudniu 2008!”. No tylko trzeba zamienić 2008 na 2009. Życzę wszystkim miażdżącego nowego roku! Do zobaczenia w 2009!

Muzyczne podsumowanie roku 2007

Dużymi krokami zbliżamy się do wstąpienia w nowy rok, roku 2008. Można w tym momencie już z dystansem zastanowić się jaki ten rok był. Dzisiaj podsumuję rok 2007 pod względem muzycznych wydarzeń.

Zagraniczna płyta roku 2007:

1. Radiohead – In Rainbows. Radiohead wrócił po długim czasie nie obecności i to w jakim stylu! Wspaniała płyta In Rainbows, która stoi na równym i wysokim poziomie. Wspaniałe piosenki, wspaniała muzyka i te emocje towarzyszące tej płycie!

2. Arcade Fire – Neon Bible. Druga płyta Arcade potwierdza, że zespół z Kanady jest genialny w tym co robi.

3. Bloc Party – A Weekend in the City. Zespół po wspaniałym debiucie po raz kolejny pokazał klasę wydając bardzo dobrą płytę.

Polska płyta roku 2007:

1. Muchy – Terroromans. Nie mogło być inaczej. Rok ubogi w nowe wydania. Jednak płyta Much na wysokim poziomie.

2. Nosowska – UniSexBlues. Jak już mówiłem bieda w tym roku i trzeba wyróżnić to co jest. Jednakże, jeżeli chodzi o polski pop to płyta na dobrym poziomie.

3. OSTR – HollyŁódź. Właśnie dzięki takim płytom raper z Łodzi uznawany jest za jednego z najlepszych w tym kraju.

Singiel roku 2007:

1. Cold War Kids – Hang Me Up To Dry. Nathan Willett i spółka potrafili stworzyć przebój, który podbił wyspy i Stany Zjednoczone. Powstały dwa teledyski, wspaniałe do tego. A piosenka jeszcze mi się nie znudziła.

2. Arctic Monkeys – Brianstorm. Razem z Teddym Picekrem najbardziej odznaczająca się piosenka z nowej płyty Arctic Monkeys.

3. Foo Fighters – The Pretender. Kurde, to był jeden z tych hitów tego lata, który podbił Świat.

Najgorsza zagraniczna płyta roku 2007:

1. Kaiser Chiefs – Your Truly, Angry Mob. Nie chce mi się słuchać tej płyty, tak jest beznadziejna. Po wspaniałym debiucie wspaniale beznadziejna druga płyta.

2. The Killers – Sawdust. Póki co to The Killers wyznaczają sobie droge na samo dno. Wydają płytę z słabymi b-side’ami ponadto na siłę chcą z siebie robić Queen.

3. Queens of The Stone Age – Era Vulgaris. Płyta ze 2-3 dobrymi utworami.

Najgorsza polska płyta roku 2007:

1. Doda – Diamond Bitch. Już sama nazwa wskazuje, że coś jest nie tak.

2. Mietall Waluś – Mietall Waluś Magazine. To, że solo nagrywa Thom Yorke i Artur Rojek nie oznacza, że Mietall może nagrywać solo.

3. Agnieszka Włodarczyk – Nie dla oka. Dla ucha też. Media by pomogły młodym i zdolnym artystom…

Najlepszy zagraniczny wykonawca live roku 2007:

1. Muse. Każdy koncert tej grupy to wielkie wydarzenie. Wspaniała oprawa graficzna i mnóstwo porywających piosenek. Warto zobaczyć koncert Muse.

2. Arcade Fire. Ich koncerty to ogromne show. I te rotacje między członkami zespołu.

3. Bloc Party. Potrafią porwać tłumy. Dobry kontakt z publiką.

Najlepszy polski wykonawca Live roku 2007:

1. Kombajn do zbierania kur po wioskach. Marcin Zagański potrafi rozgrzać publikę. Wspaniały kontakt z publicznością, wspaniała muzyka. Zawsze chcą jak najlepiej wypaść. Mnóstwo niespodzianek oraz nieoczekiwane covery.

2. Myslovitz. Dużo koncertów w tym roku było. Nie zawsze ilość przekłada się na jakość.

3. Mitch&Mitch. Na żywo można jeszcze ich posłuchać. Robią fajne show.

Najlepszy teledysk roku 2007:

1. Justice – D.A.N.C.E. Mogę oglądać ten teledysk w kólko i jeszcze mi się nie znudził. Bardzo dobry pomysł na videoclip. Brawo.

2. Arctic Monkeys – Brianstrom. Chyba najlepszy teledysk Arktycznych Małp jak dotąd. Podoba mi się sposób pokazania zespołu (od tyłu) i pomysł z tymi rożnymi czarno białymi ujęciami. Fajnie.

3. Klaxons – It’s Not Over Yet. Fajny teledysk. Taki New Rave.

Najgorszy teledysk roku 2007:

1. 30 seconds to Mars – From Yesterday. Kolesie z tej emo bandy głupów mają na prawdę posrane pomysły. Z każdego teledysku robią jakieś filmidła, że aż się robi przykro i nie chce się na to patrzeć. Na widok 30 seconds to Mars od razu przełączam kanał.

2. Maroon 5 – Wake Up Call. Najbardziej posrany teledysk jaki widziałem w tym roku i ten żal utknął mi w głowie na długo. Jakieś helikoptery, ktoś biegnie, padają strzały, psy szczekaj, sylikonowa panienka z flagą USA, wybuch samochodu… ała. Rozumiem jakby zrobiliby to dla żartu, ale ich każdy teledysk wygląda w ten sposób.

3. Grupa Operacyjna – Mordo ty moja. Kolo siedzi i ogląda TVN a potem robi na podstawie tego co zobaczy beznadziejny hałas zwany muzyką hiphopową. Kolejny idiota w tym kraju.

Polskie odkrycie roku 2007:

Muchy. Terroromans to potwierdzenie ich talentu, który można usłyszeć na Galanterii. Z pewnością na scenie muzycznej zostaną dłużej niż Feel.

Zagraniczne odkrycie roku 2007:

The Fratellis. Wcześniej widniał tutaj The Pigeon Detectives, ale doszedłem do wniosku, że nie warto ich wyrózniać za cztery single i lepiej podciągnąć Fratellis pod roku 2007 i im przyznać to wyróżnienie. Za co? Za Costello Music. Przebojowa płyta. Chelsea Dagger grane było chyba wszędzie nawet podczas dekoracji Pucharu UEFA.

W zasadzie to wszystkie wyróżnienia z mojej strony. Jeżeli Paweuu Alternativ Blog będzie funkcjonował dalej to będzie można się spodziewać takiego podsumowania już w grudniu 2008! Zdrowych i Wesołych Świąt oraz szczęśliwego nowego roku!