The Car Is On Fire – Lake & Flames

Tego jeszcze tutaj nie było. Nie było recenzji płyty pop. Pop. Bo do popu trzeba zaliczyć The Car Is On Fire. Nie taki pop w stylu Ewelina Flinta albo Papa Dance. Indie-Pop. To jest znacząca różnica!

The Car Is On Fire ma to do siebie, że jako jedni z nielicznych w Polsce potrafią po angielsku. Nie wielu polskich artystów cieszy się jakimś szacunem na zachodzie a TCIOF jak najbardziej. Warto wspomnieć, że wystąpią na Glastonbury w tym roku. Ilu polskich wykonawców występuje na tego typu festiwalach? A oni tam będą…

To, że zespół z Warszawy potrafi grać fajnego, melodyjnego indie-popa w języku angielskim świadczy ich drugi album zatytułowany Lake & Flames. Na samym początku stwierdzę, że lubię ten album. Teraz napiszę dlaczego.

Przede wszystkim, że znajdujemy tutaj fajne kawałki, które wpadają w ucho. Na płycie znajdziemy spokojniejsze utwory popowe takie jak JW Construction czy też Such A Lovely bądź żwawsze rockowe kompozycje jak Ex Sex Is (Not) The Best (Title). Muzycy z zespołu dobrze trafili z wyborami singli. Can’t Cook (Who cares?), Neyorkewr oraz Oh, Joe to kawałki, których można słuchać i słuchać. Najbardziej przypadł mi do gustu utwór It’s Finally Over. Fajny wokal, fajny tekst, fajny bicik w tle. Ogólnie mocno na plus. Poza tym wyróżniają się utwory: What Life’s All About oraz When The Sun Goes Down. Nie będę porównywał utworów do poszczególnych epok muzycznych, wykonawców, gatunków jak inni. Wiadomo przecież, że Borys Dejnarowicz doznaje przy wielu wykonawcach pop.

No właśnie, w 2007 roku zespół jak to napisał na swojej stronie „przewietrzył skład”. Z ekipy odszedł Dejnarowicz. To była wiadomość, która martwiła. Bo znika jeden z głosów w wokalu. Wiadomo, że na najnowszej płycie w zasadzie każdy śpiewał i nawet fajnie to wyszło. Jednak jak widać nie przeszkadza im to w koncertowaniu, bo już mają zaklepany występ w Anglii. Zastanawia mnie decyzja Dejnarowicza. Poszło o pieniądze czy może o niezgodność z doznaniami muzycznymi muzyków? Borys obecnie pracuje nad solowym czymś, co może okazać się nawet ciekawe. W ten sposób mamy kolejnego solowego artystę muzyki pop.

Dobra to przejdę teraz do ciemnego momentu recenzji. Co mi się nie podoba na płycie Lake & Flames? 23 utwory to stanowczo za dużo. Za dużo jest tu utworów przeciętnych w zasadzie służących tak jakby przejściom, albo innym celom. Chodzi mi o takie utworki jak Iran\China, Stockholm czy też tytułowe Lake & Flames. Za dużo. Przekombinowane. Przepych. No a tak poza tym to chyba nie mogę nic złego powiedzieć. Fajna płytka. Na polskie realia to może być nawet klasyka. Ocena: 8\10. Polecam.

Heineken Open’er Festival ’07

Już jest za nami kolejna edycja najlepszego obecnie Polskiego festiwalu muzycznego jakim jest Heineken Open’er Festival. W tym roku byłem naocznym świadkiem całego tego muzycznego zamieszania. Oto sprawozdanie z najważniejszego muzycznego wydarzenia w tym roku w Polsce.

28 lipca o godzinie 12:00 zostało otwarte pole namiotowe dla ludzi, którzy wcześniej sobie zarezerwowali miejsce na polu. Na początku zakupiony bilety trzeba było zamienić na dwie opaski. Jedna zielona – dająca prawo wejść na koncert, druga żółta umożliwiająca wejście na pole namiotowe. Należy przyznać, że wszystko było dosyć dobrze przygotowane. Duża liczba ochroniarzy pomagała utrzymać porządek. Można się tylko przyczepić do odprawy na pole namiotowe bo kolejka przez dwa dni ciągnęła się w nieskończoność. Ludzie napływali z całego kraju oraz Europy. Czasami się wydawało, że się nie jest w Polsce słysząc wszędzie obce języki. A można było spotkać: Anglików, Niemców, Francuzów, Czechów, Norwegów, Ukraińców, Białorusinów, Rosjan oraz Czechów.

Na miejscu można było zamienić pieniądze na specjalne bony, które stanowiły środki płatnościowe na terenie festiwalu. Na polu znajdował się sklep z artykułami spożywczymi oraz namiot Tele Pizzy, jednak cenny były mocno wysokie toteż większość zapatrywała się w pobliskich sklepach spożywczych. Obszar festiwalowy to: Scena główna, scena mała, namiot oraz miasteczko festiwalowe. W miasteczku można było kupić coś ciepłego do jedzenia i przede wszystkim wypić lanego Heinekena. Był tam także tak zwany Chillout, dla nie wtajemniczonych to takie miejsce gdzie leci na około psychodeliczna techniawka.

29 czerwca miały już odbywać się pierwsze koncerty. Jako pierwsi zagrali: Bruno Schulz na małej scenie oraz Afro kolektyw w namiocie. Jednak pierwszy koncert, który zobaczyłem osobiście to występ zespołu The Car is On Fire na scenie głównej o godzinie 19:00. Występ ciekawy, muzycy zagrali w ciągu 90 minut największe swoje przeboje takie jak: Neyorkewr czy też Oh Joe. Warto dodać, że wraz z zespołem wystąpił… Kaczor Donald! Jeden z anonimowych muzyków wystąpił ze zespołem w masce znanej postaci Walta Disneya. Następnie na scenie pojawili sie muzycy z Sonic Youth. Zespół istniejący grubo pond 20 lat zagrał swoje największe hity dzięki czemu oczarował publikę. W jednym z utworów została wykorzystana audycja Polskiego radia. O godzinie 23:00 wystąpił zespół The Roots, jedna z legend Hip-Hopu. Także ciekawy występ. Natomiast o 1:00 na scenie głównej pojawił się Larurent Garnier, którego występu nie obejrzałem z powodu dość prostego. Nie interesował mnie ten koncert. Największe rozczarowanie tego dnia to występ Dizzee’go Rascala, który wcale się nie odbył o godzinie podanej w przewodniku!

30 czerwiec to dzień w którym zobaczyłem tylko dwa koncerty, ale jakże wspaniałe. Przez połowę dnia padał deszcz, nawet w jednym momencie grad. Pole namiotowe zamieniło się w bagno i trzeba było ratować co poniektóre namioty. Obszar koncertu także został zalany tworząc jedną wielka kupę błota w której o dziwo ludzie dobrze sie bawili. O 19:00 wystąpił O.S.T.R. a dwie godzony później Groove Armada, jednak nie obejrzałem tych występów z powodu upiornego deszczu. Gdy w końcu przestało padać, rozpoczął się długo wyczekiwany występ grupy Beastie Boys. Grupa zachwyciła publiczność żywiołową muzyką (połączenie rapu, punku oraz rocka) oraz dowcipnymi hasłami typu: „Freshhhh Finger”. Występ trochę się przedłużył co spowodowało, że największa gwiazda festiwalu zespół Muse zagrał 20 minut później. I co tu powiedzieć o tym występie? Genialny! Dopracowany w każdym szczególe. Zespół zagrał największe hity porywając tłum do skakania. Większość piosenek tłum razem śpiewał z wokalistą Mattem Bellamym. Najlepszy moment koncertu to piosenka Time is Running Out, kiedy każdy skakał i krzyczał słowa refrenu. Koncert miał wspaniałą oprawę techniczną. Mnóstwo świateł, wizualizacje, wjeżdżający na scenę szklany fortepian, balony wypełnione konfetti. Po występie odczuwałem niedosyt. Dlaczego? Półtora godziny to zdecydowanie za krótko jak na taki zespól jakim jest Muse! To był mój pierwszy koncert tej grupy i na pewno długo będę go wspominał. To samo mogą chyba powiedzieć muzycy Muse, którzy co jakiś czas wrzucali łamane „dziękuje” a perkusista Dom Howard na samym początku powiedział: „czeszcz, finally in Poland!” Rozczarowanie tego dnia? Były dwa. Po pierwsze okropna pogoda po drugie występ Kombajna do zbierania Kur po Wioskach, który nałożył sie na występ Muse! Bardzo chciałem zobaczyć także KDZKPW na żywo, myślę, że jeszcze uda mi się obejrzeć ich występ.

No i ostatni dzień Festiwalu. W tym dniu mogliśmy zobaczyć trzy wspaniałe występy na scenie głównej. O 19:00 wystąpił zespół Indios Bravos. Myślę, że to tyle co można powiedzieć na temat występu tego zespołu na scenie głównej. O 21:00 na scenę weszli młodzi muzycy z Bloc Party i zaczarowali publikę. Ich występ był jednym z najlepszych na całym festiwalu. Zespół zagrał swoje największe hity. Wokalista Kele Okereke zaprosił do jednej piosenki polskiego rapera O.S.T.R.’a i podczas kiedy ten rapował, Kele zszedł na dół i mało co nie został rozszarpany przez tłum. Po występie Bloc Party nastąpił najbardziej oczekiwany przez wszystkich występ Bjork. Przyznam, że wokalistka ta nie przemawia do mnie, ale występ był ciekawy pod względem technicznym a sama wokalistka cudownie śpiewała na żywo. I ostatni koncert na scenie głównej to występ grupy LCD Soundsystem, który zagrzał całą widownię do tańca. W ten dzień pod namiotem można było kolejny raz obejrzeć grupę Beastie Boys, która grała koncert instrumentalny. Ciekawy był także występ grupy Gentleman!. Rozczarowanie? Występ Smolika dopiero o 2:00. Nie dość, że było zimno to doszło zmęczenie co zaowocowało, że nie obejrzałem występu polskiego producenta muzycznego.

W poniedziałek nastąpił zamknięcie pola namiotowego i każdy poszedł w swoją stronę. Pozostała tylko sterta śmieci, kupa błota, mnóstwo jedzenia oraz nawet jeden namiot, którego pewien anglik postanowił nie zabierać już z powrotem do domu.

Ogólnie Festiwal stał na wysokim poziomie pod względem muzycznym oraz organizacyjnym. Wystąpiły na prawdę wielkie gwiazd i ciekawe polskie zespoły. Nie dopisała tylko pogoda.Miejmy nadzieje, że za rok będzie świeciło słońce i będzie jeszcze lepiej!