Jak się powinno robić remake klasycznego horroru? – radzi Luca Guadagnino – recenzja Suspirii

Dzisiejsze kino hollywoodzkie, zwłaszcza gatunkowe jest zdominowane przez wszelakie sequele, preguele i remake’i. Współcześni producenci i twórcy często obierają drogę na skróty by końcowy rachunek był na plusie. Wiele klasycznych horrorów zostało zdruzgotanych przez nieudolne kontynuacje. Wystarczy wspomnieć Ridleya Scotta, który dorabia niepotrzebną filozofię historii o Obcym w „Prometeuszu” oraz „Obcym: Przymierze” czy też niezbyt udane remake’i „Halloween„, „Martwego Zła„, „Coś” i wielu, wielu innych. Ktoś może powiedzieć, że trudno dziś o dobrą historię bo wydaje się, że kino przez ponad 100 lat zdążyło wyczerpać wiele tematów. Nie jest to prawdą, gdyż takie perełki z ostatnich lat jak „Uciekaj„, „Ciche Miejsce„, „Hereditary: Dziecictwo„, „Coś Za Mną Chodzi” czy też „Czarownica: Bajka Ludowa z Nowej Anglii” udowadniają, że w tym mainstreamowym kinie grozy wciąż jest wiele do powiedzenia. Dlaczego zatem tak wiele dzisiejszych remake’ów to filmowe klapy?

Odpowiedź jest prosta. Twórcy idą na skróty bo wiedzą, że ludzie i tak pójdą do kina. W końcu lubimy oglądać i słuchać rzeczy, które znamy. Tą drogą, na szczęście nie poszedł włoski filmowiec Paolo Guadagnino, który postanowił wziąć na warsztat klasyka Dario Argento – „Suspirię„. W zasadzie ciężko nazwać ten film remake’iem. Guadagnino zastosował wiele zmian, od fabularnych po miejsce akcji (Ta klasyczna miała miejsce we Wiedniu, nowa we Berlinie). Nie mniej odnajdziemy w tym obrazie wiele wspólnych cech i ukłonów dla włoskiego twórcy giallo.

Akcja toczy się w Berlinie z lat 70. Podzielone miasto nie jest przyjaznym miejscem ze względu na liczne ataki terrorystyczne oraz strajki. Wstawki wiadomości radiowych i telewizyjnych cały czas nam przypominają o tym czarnym rozdziale w historii miasta. Dodatkowo w miejscowej słynnej szkole tańca prowadzonej przez Madame Blanc (W tej roli genialna Tilda Swinton) w niewyjaśnionych okolicznościach znikają młode tancerki. Sprawą interesuje się wyłącznie Dr. Josef Klemperer (W tej roli również Tilda Swinton!). W tym samym czasie do grupy tanecznej dołącza amerykanka Susie Bannion (Dakota Johnson), która przejmuje główną rolę w sztuce „Volk”.

Największą zaletą nowej „Suspirii” jest jej niepowtarzalny i unikatowy klimat. Dzięki efektownemu montażowi, doborowi kolorów, przepięknym zdjęciom oraz klimatycznej muzyce mamy do czynienia z czymś niezwykłym a wręcz niepowtarzalnym. Co prawda Gudagnino nie trzyma nas w niepewności długo, gdyż już od początkowych sekwencji wiemy, że oglądamy film o czarownicach prowadzących szkołę tańca. Jednak jaki byłby sens robienia z tego tajemnicy, tak jak w pierwowzorze, skoro większość ludzi widzących film Argento i tak się tego spodziewała? Jednakże spokojna głowa, ten film wciąż intryguje i wiele ważnych odpowiedzi uzyskamy dopiero w końcowym epilogu.

Drugą ważną zaletą jest fakt, że nowa „Suspiria” nie próbuje nas straszyć zwykłymi jump scare’ami czy też wylewanymi hektolitrami krwi. Robi to w zupełnie inny sposób stosując taktykę niedopowiedzeń, dziwnych scen, domysłów, niepokojącej muzyki i momentami ciężkiego klimatu. Oczywiście pojawiają się tutaj sceny gore, a nawet jest ich całkiem sporo w czerwonej sekwencji filmu. Jednak dla fana „Piły” czy też „Hostelu” nowa „Suspiria” będzie filmem za długim, nudnym i niezrozumiałym.

Trzecia zaleta filmu to, że jest on wielowymiarowy. To nie wyłącznie straszna historia o wiedźmach i zaginięciach młodych dziewczyn. To film o sztuce i trudnym akcie tworzenia. Sporo w nim scen tańca co jest sporą zaletą, gdyż solowy taniec Susie a także finalny występ „Volk” robi na prawdę spore wrażenie. Poza tym pojawia się tutaj sporo polityki – zimna wojna, terroryzm a także rozliczenie z holocaustem i II Wojną Światową. Nowa „Suspiria” to także film o relacji matka-córka, w który wmieszane jest sporo nawiązań religijnych i filozoficznych.

Świetną robotę robi tutaj genialna gra aktorska. Tilda Swinton przyzwyczaiła już nas, że filmy z jej udziałem zawsze robią duże wrażenie. Niespodzianką dla mnie była Dakota Johnson, która mnie jak i pewnie większości widzów kojarzy się głównie z niezbyt ambitną serią „50 Twarzy Greya„. W „Suspirii” z długimi, rdzawymi włosami wygląda kapitalnie i idealnie wkomponowuje się w nową wersje Susie Bannion. Co ciekawe odtwórczyni tej roli z oryginału – Jessica Harper też znalazła się w obsadzie. Na osobne zdanie zasługuje muzyka filmowa. Pochwały w tym miejscu dla twórcy – Thoma Yorke’a, ale to już wiecie bo jakiś czas recenzowałem soundtrack do tego filmu. Nie mniej jednak myślę, że lider Radiohead pokazał klasę. Może nie przeskoczył wysoko postawionej poprzeczki przez grupę Goblin, która zrobiła muzykę do pierwowzoru, ale jego ścieżka dźwiękowa świetnie współgra z tym co widzimy i ma niepowtarzalny, mroczny klimat.

Podsumowując nowa „Suspiria” to pozycja obowiązkowa dla każdego fana kina grozy, który nie boi się trudnych rozwiązań. Film Guadagnino to obraz mroczny, ciekawy, ambitny, który co prawda ma swoje mankamenty jednak stanowi żywy dowód, że można zrobić remake z klasą. Ocena: 8/10.

Reklamy

Jak muzyka do filmu, to tylko u Thoma Yorke’a – recenzja soundtracku Suspirii

To nie pierwsza przygoda z muzyką filmową dla Thoma Yorke’a. 18 Lat temu wokalista Radiohead wraz z Bjork nagrał utwór „I’ve Seen It All” specjalnie na potrzeby filmu „Tańcząc w ciemnościach„. Druga próba miała miejsce w 2015 roku przy okazji wydania piosenki „Spectre„, która ostatecznie nie znalazła się w filmie z Jamesem Bondem. Pomimo tego anglik nigdy nie miał okazji stworzyć całego soundtracku filmowego, dlatego propozycja by stworzył ścieżkę filmową do remake’a klasycznego już horroru Dario Argento była dla niego zaskoczeniem.

Przyznam szczerze, że wyczekiwałem tego albumu z niecierpliwością. Zaprezentowany wcześniej utwór „Suspirium” przykuł moją uwagę do tego muzycznego wydarzenia. A wydane później „Has Ended” zaostrzyło tylko mój apetyt. Teraz gdy przesłuchałem całość, mogę śmiało powiedzieć, że jestem usatysfakcjonowany tym co otrzymałem. Nie byłem na początku pewien w którą stronę pójdzie muzyk i czy przypadkiem nie zaserwuje nam zbyt eksperymentalnej muzyki. Jednak Thom Yorke zachował pełną równowagę i co najważniejsze ten niepowtarzalny klimat.

Soundtrack stworzony przez lidera Radiohead składa się z 25 utworów podzielonych na dwie płyty. Materiału do zapoznania było zatem sporo. Yorke całkiem sprawnie miesza tutaj muzyczne gatunki od muzyki orientalnej po mroczny ambient. Nie brakuje tutaj również typowej, instrumentalnej muzyki filmowej, która idealnie oddaje charakter filmu. Mianowicie wprowadza uczucie niepewności i zagubienia, a o tym właśnie jest ten film. Przynajmniej wersja Dario Argento z 1977 roku. W soundtrack są także wplecione typowe piosenki jak wspomniane wcześniej „Suspirium„, „Has Ended” czy też „Unmade„, gdzie usłyszymy jak zwykle wspaniały głos Pana Yorke’a.

Nie jestem fanem remake’ów, jednak po przesłuchaniu tego soundtracku jestem strasznie ciekaw nowego filmu w reżyserii Luki Guadagnino. Poza tym czy film w którym gra Tilda Swinton może nie być ciekawy? Soundtrack do „Suspirii” to wyjątkowa podróż przez mroczne korytarze cenionej szkoły baletowej. Jest na tej płycie klimat tej historii, jest mrocznie (jak to w horrorze) i wciągająco (jak to u Yorke’a). Mam nadzieję, że usłyszę jeszcze w jakimś filmie (Najlepiej horrorze) muzykę Yorke’a, wychodzi mu ona kapitalnie. Ocena: 8/10.

Propozycje filmowe na Halloween

Dziś halloween, amerykańskie święto nie mające specjalnej tradycji w naszym kraju. Niemniej jednak przygotowałem z tej okazji coś dla was specjalnego. Dwie filmowe propozycje na dzisiejszy wieczór grozy i strachu.

Suspiria (1977). To jeden z  z najbardziej reprezentatywnych obrazów dla gatunku giallo. Giallo czyli włoski, krwawy i tajemniczy thiller w którym zagadka kto jest mordercą wyjaśnia się na samym końcu filmu. Oczywiście to tylko uproszczenie tego wspaniałego gatunku. O giallo można by pisać prace doktoranckie. Za mistrza w tej materii uważa się reżysera Dario Argento. „Suspiria” to klasyczny film Argento, gdzie zagadka morderstw jest iście tajemnicza. Dodatkowo jest on zabarwiony elementami świata nadprzyrodzonego. Pojawiają się opętane zwierzęta, czarna magia oraz prastara legenda o wiedźmie. Film opowiada historię młodej studentki tańca Susy, która przyjeżdża z Nowego Jorku do najbardziej prestiżowej szkoły tańca w Freiburga. Od samego przyjazdu jest świadkiem dziwnych wydarzeń. Dziewczyna, która w podejrzanych okolicznościach opuszcza szkołę tego samego wieczoru ginie. To nie koniec niewyjaśnionych zgonów, gdyż ponury żniwiarz zabiera ze sobą także niewidomego szkolnego pianistę oraz współlokatorkę Susy. Dziewczyna postanawia rozwikłać zagadkę. Niestety nie jest świadoma jak blisko ociera się o piekielne moce. Głównym plusem tego filmu jest to, że trzyma on widza w napięciu od  początku do samego końca. Zagadka morderstw z czasem staje się coraz bardziej jasna, jednak zanim wszystko sobie poukładamy będziemy świadkami wielu niezapomnianych i mrocznych scen. Warto zwrócić uwagę na kolorystkę scen, którą serwuje nam Argento. Jest to istna zabawa z kolorem. Nie zabraknie także typowych scen gore, gdzie krew będzie płynąć strumieniami. Jednak co najważniejsze „Suspiria” nie epatuje zbyt mocno scenami morderstw. Historia jest ciekawa, bohaterowie filmu zróżnicowani i charakterystyczni. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów kina grozy.

Zombieland (2009). To zdecydowanie jeden z najlepszych komedio-horrorów ostatnich lat. Film opowiada kolejną oklepaną historię plagi zombie, która zalewa Świat. Główny bohater, którego imienia nie znamy (został określony Columbus od miejsca do którego zmierza) napotyka na swojej drodze nieznajomego kowboja, który tak jak on walczy o przetrwanie. Postanawiają razem zmierzać na zachodnie wybrzeże. Jednak w realizacji planu przeszkodzi  im duet cwanych sióstr, których pozbawia ich samochodu i broni. Siostry jednak daleko nie uciekły, gdyż zepsuł im się pojazd. Przy następnej konfrontacji bohaterowie postanawiają zachować większą czujność. Po wielu zawirowaniach postanawiają jednak połączyć swoje siłę i zmierzać do Hollywood. Film ten nie wnosi niczego nowego do tematu zombie, jednak serwuje nam ogromną porcję rozrywki. 1-osobwa narracja Columbusa ciekawi i bawi, natomiast mistrzostwem kreacji okazuje się postać Tallahassee zagrana przez Woody’ego Harrelsona. Cały film ogląda się lekko i przyjemnie, nie ma tutaj typowej grozy, która jest zastąpiona gagami. Nie traktujemy poważnie problemu zombie, gdyż sami bohaterowie tego nie robią. Zajmują się swoimi problemami, Columbus martwi się o to, że wciąż jest prawiczkiem natomiast Tallahassee poszukuje swoich ulubionych słodyczy. Mimo to film ten jest idealną propozycją dla tych co chcą w zabawnej atmosferze spędzić halloween.