Niekulturalni Amigos

No nie wiem. Niekulturalnie, niegrzecznie i dość grubiańsko jest wpieprzać się z co najwyżej przyzwoitym albumem po miano BEST LONGPLAY AD 2017. A to właśnie robią chłopaki z Migos z ich tegorocznym „Culture”. Szczerze? Ten krążek spokojnie może walczyć o miano overhype’u dekady! Wierzcie mi, sprawdziłem to. Na tym krążku nie ma absolutnie niczego, co mogłoby sugerować, że będzie to TOP10.

Początkowo sądziłem, że wypowiem się o tym albumie pozytywnie. W końcu, tyle dobrego się o nim naczytałem. Jednak nie dało rady. Dałem „Culture” duuuużo czasu. Wałkowałem ten krążek do oporu. Nie przemówił do mnie wcale. Nie potrafię znaleźć żadnego argumentu by go zachwalać jak pozostali recenzenci. Zajebisty flow? Bitch please, każdy głos puszczony przez syntezator będzie dobrze brzmieć na tle trapowego beata. Różnorodność muzyczna? Inspiracje może i były inne, całość jednak zlewa się w jedną papkę. Teksty? Dziwki trzęsące dupą w basenie… Hmmm, tego chyba jeszcze nie było?

Problemem też nie jest gatunek. Jaram się rapsami od tego czarnego po rodzimego. Po prostu czuje w tym wszystkim przesyt totalnie WSZYSTKIEGO co mnie wkurwiało w hip-hopie nowej generacji.

Jednak nie mogę demonizować tego albumu w 100 procentach. Jak Kamil Glik po przejściu do Monaco zwiększył swój piłkarski poziom o 23 procent, tak i „Culture” W paru procentach jest OK. Po prostu dałem upust mojemu rozczarowaniu co do oceny tego krążka. Doceniam „Slippery” czy też „Bad And Boujee„. No i generalnie nie mogę powiedzieć, że to totalne gówno (w złego tego słowa znaczeniu).

Podsumowując „Culture” Migos nie porwało mnie. Jest to album dla mnie wtórny, przeciętny i przehajpowany. Jak ktoś chce, może sprawdzić. Czemu nie? Czasu raczej nie straci, ale czy aż tak bardzo warto? Dla mnie nie. Ocena: 5/10.

Run The Jewels po raz trzeci

run-the-jewelsRun The Jewels podwajają się i potrajają by zachwycić swoich fanów. Ich najnowszy, trzeci już krążek nazwany po prostu „RTJ3” został wrzucony do sieci w Wigilię bez wcześniejszej zapowiedzi. I to za friko! Niezły prezent od Killer Mike’a i El-P, co nie? Ponadto premierze towarzyszyły śmieszne filmiki w internecie w których raperzy ironizowali premierę krążka. Niby to już wszystko było, bo darmowe udostępnianie albumów zaczęło się od pamiętnego krążka Radiohead „In Rainbows” a niezapowiedzianych premier płyt też już mieliśmy ostatnio sporo – to jednak takie akcje zawsze mają pozytywny wydźwięk. Szkoda tylko, że zawartość „RTJ3” już takiego pozytywnego wydźwięku nie ma.

Na pozór wszystko wygląda dobrze. EL-P ponownie przyłożył się do stworzenia mocnych, ciekawych i elektronicznych beatów natomiast Killer Mike niczym karabin wyrzuca z siebie zwrotki jak pociski. Tematyka? Nie wiele się zmieniło. Górują tematy polityczno – społeczne o niedoli czarnoskórych obywateli. Krążek zaczyna się od tego, że Killer Mike wyraża nadzieje, że nie będzie musiał wracać do handlowania drugami. W następnym utworze „Talk To Me” Mike zamienia się w rapowego terrorystę i rzuca: „Born Black, That’s dead on arrival / My job is fight gor survival„.  W „2100” pojawiają się bardziej globalne przemyślenia typu: „How long before the hate that we hold /
Lead us to another Holocaust?” czy też „It’s too clear, nuclear’s too near„. Na całym krążku jest więcej takich perełek, ale to nie jedyna tematyka albumu. Pojawiają się kwestie „LEGENDARYZMU” ich muzyki w „Legend Has It„, hajsu w „Stay Gold” czy też śmierci ziomków w „Thursday in the Danger Room„.

rtj3Pod względem technicznym nie mam absolutnie nic do zarzucenia „RTJ3„. Historię opowiadane przez Killer Mike brzmią prawdziwie, a sposób w jaki je wygłasza wzbudza szacunek. Czarnoskóry raper z „lekką” nadwagą śmiało może walczyć o fotel prezydenta USA. EL-P ponownie zrobił dobry kawał muzyki, szczególnie do gustu przypadł mi mroczny „2100” z fajną gitarką w środku. Ponadto na wyróżnienie zasługują: „Everybody Stay Calm” oraz energiczne „Panther Like A Panther„. Skoro wymieniłem już tyle plusów, to co w tym albumie jest nie tak? Sprawa jest prosta. Pomału czuć wypalenie formuły. Ten album nie oddziałuje na mnie tak samo jak dwa poprzednie. Pierwsza wersja „RTJ” brzmiała surowo, trochę chaotycznie i wyglądała na brudnopis z zajebistymi pomysłami, które zostały w pełni rozwinięte na „RTJ2„. W tych albumach było to „coś”, co wywoływało wypieki na twarzy i szybsze bicie serca. Na trójce to „coś” pojawia się tylko momentami, i tego mi chyba najbardziej brakuje.

Podsumowując Killer Mike i El-P wydają dość dobry, przyzwoity album. Jednak formuła Run The Jewels pomału się wypala. Pytanie co zrobią z tym raperzy? Mam nadzieję, że przy następnym albumie znajdą rozwiązanie. Ocena: 6/10.

Chance The Rapper nagrywa album życia

chance_the_rapper-offical-tumblrTak, to prawda. Chcance The Rapper jest w życiowej formie. Co prawda już wydany cztery lata temu „Acid Rap” stał na przyzwoitym poziomie, jednak dopiero „Coloring Book” okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Najnowszy mixtape rapera z Chicago porywa świetnymi podkładami. Beaty są urozmaicone, taneczne i energiczne. Wystarczy wsłuchać się w „No Problem” czy też „Angels” by to odkryć. Znajdziemy tutaj miejsce na gospel w „D.R.A.M. Sings Special” oraz „How Great„, lekką nutkę jazzu w „Blessings” czy też klasyczne r’n’b w „Finish Line/Drown„.

Szerokie inspiracje też są wyczuwalne na tym albumie. Przykładowo początek „Summer Friends” brzmi jak brakujący kawałek na wspomnianej niedawno przeze mnie najnowszej płycie  Bon Iver „22, A Million„. Swoją drogą to chyba najbardziej klimatyczny utwór na „Coloring Book„. Co więcej? Gitara i smyczki w końcówce „Same Drugs” przywołują mi na myśl pomarańczową twórczość Franka Oceana, natomiast mroczność „Mixtape” porównałbym do rapsów od Future. Poza tym śmiało można dopatrywać się tutaj inspiracji twórczości Kendricka Lamara oraz Kanye Westa, czyli czołówki tabeli ligowej.

coloring-bookDruga kwestia to zestaw gościnnych występów jakimi uraczył słuchaczy Chancelor Johnathan Bennett. Na płycie znajdziemy między innymi pretensjonalnego jak zwykle Kanye Westa, jarającego skręta Lil Wayne’a, Pana 2 Chainz, Future oraz Justina Biebera. Natomiast sam Chance też daje radę i rzuca dobrymi zwrotkami w stylu: „Bunch of tank top, nappy headed bike-stealing Chatham boys„. Generalnie „Coloring Book” to mocna sentymentalna rzecz. Chancelor wraca wspomnieniami do swojej 79 ulicy na, której dorastał. Wspomina swoje stare znajomości, jabłecznik swojej mamy, dom babci i rzuca na koniec „Shut UP! Start Dancing!„. Ja to kupuję.

Coloring Book” to zdecydowanie najlepsza rzecz jaka wyszła spod ręki Chance The Rappera. Płyta jest bardzo przyjemna w odbiorze, dobrze jej się słucha i nie jest naszpikowana tym gangsterskim gównem, którego czasami jest za dużo. Ile można słuchać o tych wszystkich zjaranych blantach, zaliczonych dziwkach i kilogramach złotych łańcuchów? Chancelor dokonał małego podsumowania swojego dotychczasowego życia i wyszło mu to jak najbardziej w porządku. Jeżeli poszukujecie czegoś w czarnych klimatach, zróżnicowanego, łączącego piosenki „radio friendly” z ciekawymi przemyśleniami to powinniście sięgnąć po kolorowanego Chance The Rappera! Nie pożałujecie. Ocena: 9/10.

Schoolboy Q – Blank Face

school-boy-qqJak to mają w manierze czarnoskórzy raperzy, najlepsze rzucają na początek. Tak też jest w przypadku najnowszego albumu członka Black Hippy. „Blank Face” – jego najnowsze dziecko rusza z rozmachem, jednak im dłużej trwa tym więcej z siebie potu wylewa. Pilny uczeń Quincy po raz kolejny udowadnia, że dobre rymy ma w naturze. Oczywiście momentami odrzucają nachalne wulgaryzmy wrzucane w dziury wersowe związane z brakiem pomysłów. To przecież nie komedia z młodym Sthurem i Michałem Milowiczem w roli głównej, a poważny rap album. Schoolboy Q daje popis, dzięki czemu album ten słucha się dobrze. Co nie było dla mnie oczywiste po pierwszych odsłuchach. Spodobały mi się single „John Muir” oraz „That Part„. Reszty jednak nie chciało mi się słuchać. OK OK OK OK OK.

Poza tym zastanawiam się co będzie z panem Bertolaccim, gdy wyleczy kontuzje? Formacja pomocy Milanu w tym sezonie, o dziwo robi wrażenie. Niezastąpiony, wątpliwej klasy kapitan Montolivo musiał ustąpić miejsca młodemu wilkowi Locatelliemu, a walczący o każdy metr boiska Kuco rywalizuje o miejsce w wyjściowej jedenastce z młodziakiem Pasaliciem. A przecież jest też Sosa, Bonaventura oraz nieokiełznany Poli. Przypominający Joeya z Przyjaciół Pan Samolocik Montella ma trudny orzech do zgryzienia.

blank-faceO tak, zawsze chciałem to zrobić. Nie pisać o Milanie, bo już to kiedyś robiłem na blogu. Pamiętne wpisy z okazji dnia sportu, OMG. Czy ktoś jeszcze czyta moje recenzje? Mam nadzieje, że tak. Wracając jednak do „Blank Face„. Schoolboy Q robi tutaj na prawdę dobrą robotę. Szanuje to jak snuje tu te swoje gangsterskie historie, które zapewne zna wyłącznie z telewizji oraz zachwyty nad bogatymi kobiecymi wdziękami (Te już pewnie zna z reala). To po prostu kawał dobrego czarnego rapu, który być może nie jest czymś odkrywczym. Sorry, nie łudźmy się, że Quincy wymyśla proch tymi bitami. Są wybuchy, ale to jednak nie będzie nigdy album na jakiejkolwiek liście dekady. Pomimo to propsuje „Blank Face„, jeżeli podobały się wam ostatnie krążki Schoolboy’a, to ten też powinien przypaść wam do gustu. Mnie przypadł. Ocena: 7/10.

Posłuchaj

Smutny Drake, Nudny Drake

drakeNo i przyszła pora na recenzję najnowszego albumu Drake’a. Nie łatwo mi pisać o „Views„. Z prostego powodu – strasznie rozczarowała mnie ta płyta. Oczekiwania były ogromne, przecież na ten album fani czekali już od dawna. Zanim jednak to nastąpiło, Drake poczęstował nas kawałkiem tortu pod nazwą „If You Reading This ,It’s To Late„. Co prawda po pierwszym kęsie nie smakował wybornie. Wchodził w zęby i był zbyt rozmazany. Jednak po kilku przeżuciach okazało się, że to wyborne ciacho! Minął rok i Drake uraczył nas resztą swego wypieku. Jednak okazało się, że przez ten czas produkt stracił swoje właściwości i jest zwyczajnie przeterminowany!

Dość  tych kulinarnych skojarzeń. Co prawda jestem miłośnikiem spożywania dobrych posiłków i czasami oglądam Masterchefa, a ostatnio nawet trafiła w moje ręce książka Okrasy z Lidla – to jednak uważam, że co za dużo, to nie zdrowo. Bez zbędnych metafor mówię na głos – Na „Views” wieje nudą. I to straszną. Drake przyzwyczaił mnie do świetnych albumów i kapitalnych singli. Przecież „Take Care” to płyta przy której zarówno wyłem do księżyca jak i tańczyłem jak dzikus. „Nothing Was The Same” miał mocne momenty i podtrzymywał poziom a wspomniane wcześniej „If You Reading This, It’s To Late” po kilku odsłuchaniach okazuje się perełką.

views-drakePo cichu liczyłem, że to samo stanie się z „Views„. Nie stało się. A słuchałem dużo tej płyty, ciągle z tą samą nadzieją. Myłem dwa razy auto w rytmach „Views„, sprzątałem, gotowałem, jeździłem samochodem do pracy. I nic. Być może to album do słuchania podczas pełni, w fotelu z cygarem i szklaną najlepszego Whiskey. Albo przynajmniej takiego za 40 zł za 0,5 l. Ale to chyba nie chodzi by robić sobie nastrój?

Po prostu wszystko na tej płycie jest mdłe i nijakie. Już nudny wstęp „Keep The Family Close” zwiastuje śmierć od zaziewania się. Co prawda kolejny „9” daje nadzieje na coś dobrego, jednak kolejne kawałki skrupulatnie ją rozwiewają. Nie chce mi się tej płyty rozbijać na pojedyncze utwory, bo nie warto. Ogólna ocena i tak będzie słaba (Jak na Drake’a), i nawet kończący całość „Hotline Bling” nie ratuje sprawy. Trzeba przyjąć to na klatę i liczyć, że Aubrey Drake Graham ogarnie się i wróci do swojej dawnej formy. Ocena: 5/10.

Posłuchaj

Niezatytułowany Kendrick

kendrick-lamar-untitled-unmasteredEuro 2016 we Francji trwa w najlepsze, a ja wyskakuje z nową recenzją muzyczną. Marketingowo nie jest to dobry czas na promocję czegokolwiek nie związanego z piłką nożną. Trochę szkoda, bo płyta o której chce wspomnieć zdecydowanie zasługuje na uwagę. Na pocieszenie mogę jedynie dodać, że cały hype na „untitled unmastered” Kendricka Lamara miał miejsce kilka miesięcy temu. Jeżeli umknął wam ten krążek, to zdecydowanie powinniście nadrobić tą zaległość. Możecie już po finałowym gwizdku mistrzostw.

O co cały ten szum z najnowszym wydawnictwem Kendricka Lamara? Niektórzy twierdzą, że nowa płyta jest zdecydowanie lepsza od „To Pimp A Butterfly„. Ba, najlepsza w całej jego dyskografii. Ja oczywiście nie zgadzam się z tą teorią. „To Pimp A Butterfly” oceniłem na 10/10 i podtrzymuje dalej swoją ocenę. Ciężko nagrać trzeci z rzędu dobry, innowacyjny album. Raper z Compton to zrobił. Śmiało nawet mogę ten sukces porównać do udanego sequelu Ojca Chrzestnego Francisa Forda Coppoli. Jednym słowem klasyk.

kendrick lamarJednak nie mam zamiaru ujmować „untitled unmastered„, gdyż to wydawnictwo również stoi na wysokim poziomie. Najnowsza propozycja od Pana Lamara to kompilacja demówek nagranych w okresie nagrywania wspomnianego wcześniej „To Pimp A Butterfly„. To by w pewien sposób tłumaczyło wysoki poziom tych nagrań, gdyż artysta tworzył je będąc w kosmicznej formie. Co prawda to tylko odrzuty, ale za to JAKIE! K-Dota kolejny raz bawi się brzmieniem i miesza rytmy free jazzu, funku oraz awangardy. Tematy jakie porusza nie odbiegają od tego co usłyszeliśmy w zeszłym toku na TPAB, czyli kwestie polityczno-religijne w kontekście różnic rasowych.

Uwierzcie, że wielu raperów chciałoby reprezentować taki poziom jak Kendrick Lamar na swoich odrzutach. Nie będę rozbijał tej płyty na czynniki pierwsze, gdyż o piosenkach rapera można by pisać książki. Sprawdźcie ten album, na prawdę warto. Lamar robi tutaj historię. Ocena: 8/10.

Is it me you’re looking for Panie władzo?

1985rasmentalism-700x352Trzeci oficjalny longplay lubelskiej grupy Rasmentalism to zbiór opowieści i obserwacji współczesnego 30 latka mieszkającego w dużym mieście. Historie te są doskonalone znane ludziom z mojego rocznika (również lata 80, piątka!). Chyba każdy z nas ma znajomych, żyjących jak nastolatkowie. Imprezy, snapy, szpany, new balansy, brak własnej kasy i tego typu klimaty. Oczywiście wszystko odpowiednio zareklamowane w social media, przecież obecnie każdy jest fejsbukowym PR-owcem własnego życia.

Od dawna chciałem o tym wspomnieć. Przeglądanie fejsbukowego walla wzbudza we mnie wiele skrajnych emocji. Niestety nie prowadzę już na blogu kącika tematycznego „Paweuu o…”. Dlatego cieszę się niezmiernie, że pojawia się taka okazja przy recenzji albumu „1985„. Przybijam chłopakom piątkę w tym temacie, jednak nie dramatyzowałbym aż tak mocno. Gdyż po przesłuchaniu tego materiału można mieć wrażenie, że faktycznie jest bardzo źle. Przykład? Zwrotka z „Jak z nut„, gdzie Ras rzuca „Chłopaki mówią jest, co ruchać, ale nie ma z kim wyjść. To zabawne, bo dziewczyny mówią dokładnie to samo” lub fragment z „1985„, gdzie pada fatalistyczne stwierdzenie: „Ludzie na przystankach tacy smutni / Jadą sobie naciułać na trumny”.

rasmentalismOgólnie na albumie znajdziemy sporo krytycznych uwag na temat współczesnej internetowej młodzieży. Idealnie to oddaje ta zwrotka: „Tym dziewczynom imponują kurwy / Małolaci przy nich inicjują burdy / Ich rodzice wychowują durni„. Ten Typ Mes dolewa oliwy do ognia w utworze „Ale zdejmij buty” dorzucając – „Ty płaczesz, że mało lajków i coś nie gra? / Bitch, żegnam”. Pięknie problem ilustruje „Jeszcze jeden kieliszek”, gdzie Ras opisuje współczesną imprezę. „Tu blogger, model, raper – jeden chuj” – genialne! Dostaje się także współczesnym raperom – „Mam dość tego, jak muzyka jest pozbawiana treści / Wkurwiają mnie raperzy, którzy brzmią jak Brian Tracy”. Poza tym na płycie jest sporo innych problemów współczesnego 20-paru-latka

Przejdźmy jednak do muzyki. Za tą stronę jest odpowiedzialny producent Ment XXL, który wykonał swoją robotę doskonale. Płyty słucha się dobrze, przyjemnie i lekko. Pomimo, że teksty są dość poważne i mogą wprowadzać w negatywny nastrój to muzyka działa zupełnie odwrotnie. W ten oto sposób dostajemy album, który pomimo, że porusza ważne problemy to słucha się całkiem przyjemnie. Zdecydowanie polecam! Ocena: 7/10.