LIZ – Just Like You (EP)

lizJust Like You” to krótki, składający się z raptem siedmiu utworów mini album, który zachwycił polskich i zagranicznych recenzentów. Wszyscy przyznają zgodnie – jest to materiał kapitalny. W czym tkwi sekret Ep-ki „Just Like You” i kim jest autorka krążka Liz? O tym poniżej.

W internecie nie wiele można znaleźć informacji na temat młodej artystki. Wiadomo tylko tyle, że pochodzi z Kalifornii i nagrywa od 2013 roku. W poprzednim roku pojawiły się jej pierwsze nagranie takie jak „Hush„, „Every Memory” oraz „All theme Boys„. Wspomniane tracki zapowiadały, że święci się coś dobrego. Liz potwierdziła swój talent w pełni dopiero przy okazji wydania „Just Like You„. Debiutancka Ep-ka przede wszystkich zachwyca niebanalnym podejściem do tematu nowoczesnego popu i nie niezależnego r’n’b. W ostatnim czasie sporo młodych artystów bierze się za tego typu muzykę, wystarczyć wskazać ostatnie płyty Jamesa Blake, Purity Ring, Miguela, Tinashe itd. itp. Jednakże w tym krótkim materiale od Liz widać „coś” jeszcze.

liz-just-like-uPod „Just Like You” nie podpisały się żadne znane nazwiska. Wszystko zostało stworzone przez całkowitych debiutantów. Dlatego też podkłady, które momentami nawiązują do ostatnich produkcji brytyjskich pachną świeżością. Dla mnie osobiście najbardziej do gustu przypadły te z „All Theme Boys„, „Do I Like You” oraz „Turn Around„. Znajdziemy tutaj sporo fajnych hooków, zwolnień oraz elektronicznych wstawek. Jeżeli chodzi o samą Liz to dziewczyna ma wyjątkowo miły dla ucha głos a jej wokal można porównywać do takich artystek jak Ciara czy też Cassie. Piosenki są przebojowe, melodyjne i pomimo tego, że gatunkowo jest to mieszanina popu z r’n’b to znajdziemy tutaj mnóstwo elektroniki (podkłady) oraz elementy hip-hopu (gościnny występ rapera Tyga). Całość jest zwarta, kompozycyjnie różnorodna i co najważniejsze wywołuje w nas chęć ponownego odsłuchu.

Materiał jest co prawda krótki, ale nie ma tutaj ani jednego momentu słabego, zbędnego czy też nudnego. Czysta rozrywka na wysokim poziomie. LIZ już zbiera plony swego talentu, gdyż na brak zgłoszeń o współprace nie narzeka. Wypada chyba teraz czekać na pełne LP, gdyż wszelkie znaki wskazują, że będzie dobrze. Póki co daje 8 i jedyne punkty odejmuje za to, że to jedynie EP-ka. Ocena: 8/10.

Reklamy

Spring is Here Playlist

spring is hereWiosna zawsze była moim faworytem. Po męczącej, dołującej, ciemnej, mroźnej zimie można w końcu ściągnąć ciężkie ciuchy i poczuć luz. Co prawda w tym roku prawdziwej zimy nie było toteż niedawno przybyła primavera nie cieszy tak jak zwykle. Mimo to postanowiłem stworzyć okolicznościową playlistę, którą publikuje w nowej (nowoczesnej) formule. Nie będę się rozpisywał na temat poszczególnych tracków, postaram się odpowiednio scharakteryzować całość by zachęcić do odsłuchu. Na „Spring is Here” znajdziemy 20 tracków. Ilość odpowiednia by odpalić całość na cd i słuchać w samochodzie itd. Znajdziemy na niej tegoroczne nowości jak i kawałki starsze. Ciepłe, energetyczne gitary reprezentują Cloud Nothings i Wavves. Co ciekawe obie grupy nagrały wspólny album, który ma się pojawić w tym roku. Dylan Baldi mówił, że to będzie brakujące ogniwo w relacji obu zespołów – brzmi fajnie, nie?

Dalej znajdziemy sporo modnego w ostatnim czasie r’nb w wykonaniu LIZ, Tinashe czy też Jhene Aiko. Nie zabraknie oczywiście hip-hop, którym jaram się od dłuższego czasu. Poza wszędobylskim Kendrickiem Lamarem, hype’owanym SchoolBoyem i YG będzie też Drake, A$AP Rocky i Juicy J. Fani szeroko pojętej alternatywy nie powinni być zawiedzeni, gdyż na wiosennej playliście usłyszymy Niemców z Moderat, Banks, Le Youth, MØ oraz Metronomy. Z Popu też wydusiłem to co najlepsze. „Superlove” Charli XCX dla zakochanych oraz Sama Smitha. Jedyny polski akcent to uczestnik tegorocznego X Factora – grupa Crab Invasion. Miłego słuchania i cieszenia się wiosną!