Muzyczne Podsumowanie Roku 2010: Single

Część trzecia naszego podsumowania zeszłorocznego to zestawienia 20 najlepszych singli, które bawiły moje ucho w ostatnich 12 miesiącach. Nie brakowało w tym roku fajnych produkcji, które teraz doceniam. Dawaj!

20. Microexpressions – Festival. Tegoroczne odkrycie prosto z Jeleniej Góry. Festival zachwyca nas przede wszystkim swoim urokiem indie fajnej piosenki, która przywraca wspomnienia lata 2007 nad morzem. Słonecznych dni, podróż zapełnionym pociągiem, spodnie w kratę a w słuchawkach Car is On Fire.

posłuchaj

19. Toro y Moi – Talamak. Chaz Bundick to skurczybyk jeden. Wydał w tym roku świetną płytę z takimi hiciorami chillwave’u, że nikt nie podskoczy, choć paru wciąż próbuje. Tą drogę wybiorą młode zespoliki, które będziemy zapewne oglądać na przyszłorocznym Offie. Słuszny kierunek.

posłuchaj

18. Kanye West – POWER. To nie jedyny utwór Kanye z pompą i odpowiednim rozmachem na My Beautiful Dark Twisted Fantasy, jednak wyróżnia się spoko nawijką pana Westa do odpowiedniego podkładu oklasków, tupania i innych okrzyków. Słuchając tego kawałka wydaje ci się, że palisz fajkę pokoju z wodzem. Jeden z mocniejszych momentów nowej, na serio dobrej płyty. Ogarnijcie moment 3:24, kiedy to fajnie wycisza się utwór do całkiem spoko syntezatora.

posłuchaj

17. Efterklang – Modern Drifts. Opener z Magic Chairs poraża spokojem i melodyjności wyrwaną niczym z debiutu Menomeny. Rekomendacja Rojasa w pełni zasłużona. Efterklang ogólnie charakteryzują fajne bębny i ciekawe, lecz proste melodie. Tego nie zabrakło w Modern Drifts. Dodatkowo uszy cieszą się zgrabnymi skrzypcami.

posłuchaj

16. Kamp! – Heats. Odkrycie ubiegłego roku, zwłaszcza za sprawą tego singla na kótrym czuć świeży powiew elektroniki i ciekawych brzmień. Kolesie hype’owani ostatnio przez Krzysia Ostrowskiego z kulek, ostatnio jeździli po Polsce z póki co sławniejszym zespołem z Łodzi Cool Kids of Death. Słyszalne inspiracje latami 80 i ostatnimi osiągnięciami w gatunku typu Cut Copy. A Pan Tomek daje się poznać jako ciekawy wokalista. Ciekawi mnie to co wydadzą w nowym roku, Łódzka scena muzyczna zmienia się z punk rockowej w fajną, interesującą scenę popowych, elektronicznych piosenek. Zdecydowanie jestem na TAK.

posłuchaj

15. The Count & Sinden feat. Mystery Jets – After Dark. Ten hicior rządził zeszłego lata na parkietach. Jeżeli nie to powinien bo kawałek ma wszystko by wymiatać. Jest energiczny i dobry, w sam raz by się przy nim bujać. After Dark to Kokomo 2010 roku, mamy luzacki syntezator na początku, fajną gitarkę, „We’ve never had a heart to heart, bu You still call me up after dark” i te okrzyki yeah yeah yeah na końcu. Tak się robi taneczne szlagiery, a Mystery Jets są w sumie znani z tego, że single potrafią robić świetne. Pamiętamy taki Two doors Down albo Youn Love z Panną Marling na featuringu, które zasłuchiwaliśmy jakiś czas temu.

posłuchaj

14. These New Puritans – White Chords. O These New Puritans już pisałem parę razy, lubię tych angielskich blokersików, oni nie przynudzają. Dużo fajnych bębnów mają poza tym. A White Chords dla mnie osobiście najmocniej wyróżnią się z całego nowego albumu Hidden. Z tym utworem będą mi się kojarzyć wczesno wiosenne dni zeszłego roku.

posłuchaj

13. Broken Bells – The High Road. Miałem w zamiarach pisać reckę, całej płyty, ale skończyło się tylko na zamiarach. Już raczej tego nie zrobię, więc napiszę coś tutaj. Miałem coś tam wspomnieć o zasłyszanych skojrzaniami z kimś, inspiracjami itd, ale już nie pamiętam. Bo niby dobre to, ale słabo wpada w ucho na dłużej. Poza openerem, który jest pierwszą najlepszą piosenką na płycie i zarazem ostatnią. Ta melodia zostaje na dłużej w głowie. Na prawdę dobra piosenka,  z dzisiejszego punktu widzenia w pewnym sensie oldschoolowa.

posłuchaj

12. Brodka – Szysza. Zmiana repertuaru na ambitniejszy wyszedł Monice na dobre. Nie rezygnując z ciupagi i ludowych wzorców dodała ciut indie popu i elektroniki. Trochę za dużo skojarzeń z Nosowską, ale Szysza jest zarąbistą piosenka o kwiatach, wstążkach. Grandę chwaliłem już zaraz po debiucie. Słuchając tej piosenki mam rozum jak po głębszych dwóch. Umarła komercyjnie, ale wygrała muzycznie, już jej nie puszczają w RMF FM. Należy docenić.

posłuchaj

11. Kanye West – Runaway. No kurtka, trzeba jednak przyznać Kanye Westowi, że zeszłoroczny album jest bardzo dobry, a Runaway jedną z lepszych piosenek ostatnich 12 miesięcy. Ok tekst nie poraża, ale jeżeli ktoś nie zna angielskiego to i tak nie skuma. Poraża natomiast to brzmienie. Zawsze lubiłem pana Westa, ale za jego muzę. Te murzyńskie przechwałki, złote buty i wielkie, puste gale zawsze mnie wnerwiały. Jednak potrzeba nam takiej muzy, muzy wielkich. Skumajcie sukces Lady Gagi, ludzie tego oczekują. I Kanye West im to daje. Łączy takim Justinem Vernonem, Raekwonem, Kidem Cudi. Go West.

posłuchaj

10. Muchy – Przesilenie. Z muszkami to my już  sobie możemy mówić na „Ty”. Choć Notoryczni Debiutanci ciut rozczarowują względem Terrorromansu a w odniesieniu do takich hitów jak Miasto Doznań czy Najważniejszy Dzień te piosenki nie mogą się równać. Natomiast Przesilenie jest najfajniejszą gitarową piosenką, która wyszła w zeszłym roku na naszych ziemiach. Pamiętne pierwsze ciepłe dni, zmiana obuwia zimowego na letnie i śmiganie po ulicy a na słuchawkach Wiraszko wołający „Wszyscy idziemy na plac wolności by tam zapomnieć dobre rady”.

posłuchaj

9. Uffie – First Love. O miłosnych zwierzeniach piosenek nigdy mało. Uffie na którą czekaliśmy 4 lata wydała album z pełna ilością przebojowych utworów i tam znalazł się między innymi ten utwór. Z całego First Love najbardziej chyba uwielbiam moment 3:35 z pamiętnym „Mhm You Did”.

posłuchaj

8. Robyn – Dancing on My Own. Najlepszy utwór szwedki ze wszystkich części Body Talk. Brzmi to nieźle i jest takim popem jakiego oczekuje, miłym dla ucha, pozwalającym na chwile relaksu i mający coś co odróżnia go od innych, słabych papek radiowych. Ogólnie ten rok w moim słuchaniu muzyki można podzielić na dwie części: jedna popowa a druga klasyka gatunków. Poznawanie nowości i tego co powstało kiedyś ale nie do ocenienia jest wpływ na to co grane jest dziś. Co do Robyn to zasługuje na oklaski.

posłuchaj

7. The-Dream – Love King. R&B to nie żadna Rihanna, Beyonce ani tym bardziej nowe oblicze Eminema. The-Dream wydał w poprzednim roku dobrą, choć trochę przydługą płytę Love King. Tytułowy opener jest fajną piosenką o zajebistych hookach i poczuciem luzu. Zakładam białe adidasy, ciemne okulary i moją skórzaną błyszczącą kurtke i śmigał na miacho. yoo. spradzcie też remix z Ludacrisem. yo yo

posłuchaj

6. Cold War Kids – Audience. To był pierwszy fajny singiel z tamtego roku, który usłyszałem i od razu wiedziałem, że za rok o nim wspomnę. Do Nathana Willetta i ekipy zawsze miałem słabość i tym razem także udało im się uwieść moje ucho fajną, prostą, melodyjną piosenką. Słuchałem jej w zimne styczniowe dni jednocześnie będąc myślami przy ciepłych plażach i niezapomnianych wakacjach. Audience mam nadzieje, że zapowiada kolejną fajną płytę grupy, którą będę mógł się już cieszyć w 2011 roku.

posłuchaj

5. Sky Ferreira – One. 18-letnia Sky Ferreira jest autorką jednej z lepszych popowych piosenek tego roku. Mimo młodego wieku słychać w tym dojrzałość tworzenia przebojów. One jest tą piosenką lata 2010, która najfajniej mi się kojarzy. Idealnie komponowała się do rozpędzonej srebnej strzłay, którą przemierzałem śląskie drogi. Trzymam kciuku i wyczekuje dalszych kroków w nowym roku. Urzekła moje uszy swoim delikatnym głosikiem i wyczuciem melodii. P.S. Śpiewanie do żarówki takim samym odkryciem jak rapowanie do meczety.

posłuchaj

4. Toro y Moi – Minors. Ciężko by zabrakło tego pana w czołówce zestawienia singli. Cichutki wokalik, fajny podkład. Kurde ten utwór wywoływał u mnie ciarki na plecach. Nie zmieniło to mojego życia może, jednak miejsce w zupełności zasłużone za te wszystkie dźwięki, które zostały skupione ponad 3 minutach. Minors dla mnie jest najlepszym utworem z Causers of This a na żywo brzmiał równie zajebiście jak na płycie. Nie tylko ja się zachwycam: „just heard it ova 98.1 kentucky radio, and luv it!!! YA DIG..dis iz whatcha cruise wit”.

posłuchaj

3. Uffie – ADD SUV. Podoba mi się to jak Uffie nawija o tym, jak była na imprezie, obudziła się i nie pamięta gdzie była. Dodatkowo fajnie w tym wszystkim odnajduje się muzyczny plankton Pharrell Williams, który wspomina o filmie Memento. Dodajmy do tego spoko bicik w tle i uroczy głos Anny Katarzyny Hartley. Ogólnie z Sex Dreams and Denim Jeans można by zestawić połowe mojego podsumowania, ale ADD SUV dzięki fajnemu imprezowemu klimatowi i udziałowi Pharrella znalazło się najwyżej.

posłuchaj

2. Foals – Spanish Sahara. Po tych panach to nigdy bym się nie spodziewał, że zmiażdżą, zdepczą, skopią moje serce wrażliwe na takie melodie. Total Life Forever jest całkiem, dobrym albumem jednak to piosenka numer 5 wzbudza najwięcej emocji. Utwór jest całkiem długi (6:49), ale upływa w mgnieniu oka i dzieli się jakby na dwie części. Wpierw budowanie napięcia, które zaczynają się od niemal całkowitej ciszy, szepczącego wokalu. Spokojna perkusja, która z czasem nabiera coraz większego tempa. Syntezator wprowadzający mnie w ten zaniepokojenia. Na to też się składa wokal. gitara dalej sobie fajnie plumcze. I następuje punkt kulminacyjny w okolicach 4:12. Wybuch. Wtedy wpadamy w trans, ta gitara robi ze mną co chce. Zajebiste perkusyjne przejścia. I tak do 5:55 by nagle ucichł wokal a tempo zwalniało jak dojeżdżający pociąg do stacji kolejowej. To była niesamowita podróż, która chce się powtórzyć.

posłuchaj

1. Yeasayer – ONE. Kolejna piosenka numer 5, tylko, że z albumu Odd Blood. Jest to chyba najbardziej efekciarski, przebojowy, rażący melodią, intensywnością, zajebistościa utwór jaki usłyszałem w poprzednim roku. Żadna sekunda, żadna melodia, żaden dźwięk nie jest tu zbędny, nudny. Wszystko gra na 102. Cały album nie jest niestety tak dobry i ogólnie jest gorszy od debiutu chłopaków. ONE jednak od pierwszej sekundy do ostatniej trzyma równy, dziesiątkowy poziom. Te ponad pięć minut słuchania doprowadza do pojawienia się uśmiechu na twarzy, tupania nóżką i wywoływania naszych zakopanych najskrytszych marzeń gdzieś pod myślami codziennego życia.

posłuchaj

Muzyczne Podsumowanie Roku 2010: Wydarzenia

W tym roku nie brakowało różnorakich wydarzeń muzycznych i takich około muzycznych. Ta lista będzie takim luźnym zestawieniem ciekawych, śmiesznych czy też dramatycznych wydarzeń poprzedniego roku. Start:

10. Piosenki kampanii wyborczej. Wybory prezydenckie w tym roku musiały odbyć się przedterminowo z powodu dramatu w Smoleńsku. Kampania prezydencka prowadzona była w sposób wyważony i bez żadnych zagrywek typu „dziadek w wermachcie”. Jednak nie zabrakło i zabawnych momentów a to za sprawą pana Napieralskiego z SLD. Sztab Wyborczy Grześka zapodał dwoma hiciorami. Pierwszy z nich hip-hopowy o podkładzie, który swoją śmiesznością nie dorówna reszcie, wokalom, chórkom, nawijkom. Nikt się jeszcze nie przyznał do tego kawałku. W ogóle o czym oni nawijają? Drugi hit  „Są nas miliony” miał być zarówno dla ucha jak i dla oka, skuteczny okazał się tylko pod tym drugim względem. śmiechu było jednak po pachy, w sumie z takimi partyjnymi przykładami nie ma co się dziwić.

9. Podsumowanie dekady. Mijający rok to okres kiedy to wszędzie można było dostrzec podsumowania ostatniej dekady. Zwłaszcza muzyczne i tak ogrom entuzjastów muzyki obserwowało czy to Radiohead, czy Modest Mouse a może Animal Collective nagrał najlepszą płytę. I czy Single Daft Punk były lepsze od singli zaproponowanych przez Cut Copy. W ten sposób najbardziej poczytni w internecie (Pitchfork, Porcys, Screenagers) mogli zaprezentować swoje zestawienia.

8. Nowa Brodka. Kiedy zobaczyłem, że na Dark Center of The Universe znalazła się Granda to mocno się zdziwiłem. I tak się okazuje, że laureaci Idola wychodzą ze swoją prawdziwą, fajną twarzą. Nie dawno Ala Janosz zaprezentowała swoje fajne-melancholijne nutki z zupełnie innym image’em. Makowiecki, który wcześniej gdzieś tam się kręcił około chłopaków z Myslovitz założył w końcu z Myszorem i Powagę ciekawy projekt No! No! No!. Brodka z tego grona wydawała się najciekawsza i w efekcie końcowym wydała najlepszą płytę z całego tego towarzystwa. O Grandzie pisałem już tutaj, jednak chciałbym wyróżnić te przemiany również w rocznym podsumowaniu. Jak widać ten polsatowski program do czegoś pożytecznego się przydał i wykreował na gwiazdy dobrych muzyków.

7. Rychu na Public Enemy. Legendy hip-hopu zawitały na jesień do Warszawskiej Stodoły. Po przybliżeniu barierek bliżej sceny, licznie zgromadzeni fani mogli posłuchać najlepszych kawałków grupy i zobaczyć Peje „Ryszarda”. Polski raper stremowany i zawstydzony przez wyjadaczyz USA był dość śmieszno-ciekawym urozmaiceniem koncertu. Ogarnijcie. I w ogóle kim jest ten drugi?

6. Bayer Full w Chinach. Wszystko zaczęło się od tego, że Sławek Świeżyński (fan picia vódki i jeżdżenia traktorem, który w wolnych chwilach zajmuje się pisaniem piosenek) bujał się po dyskotekach w Hongkongu czy gdzieś w okolicach. Załapał się na występy live i zapodał na gitarze dwa swoje największe kawałki, które przypadły do gustu naszym skośnookim braciom. Sławek zostawił pare egzemplarzy płyt tamtejszym dejotom, którzy upowszechnili polskie disco w Chinach. I tak narodziła się idea sprzedaży 100 milionów płyt. Chłopcy nawet przerobili hymny lat 90 na język chiński. Nie ma co się dziwić oni tam jarają się majteczkami.

5. Rychy Peja tańczy do Les Sins

4. Pavement w Polsce. W tamtym roku pisąłem o tym, że grupa wraca na trasę europejską, jednak pomija Polskę. W tym roku odwiedzili nasz kraj za sprawą Heńka. Legendy Indie byli wyczekiwani nad Wisłą niemal tak jak Radiohead. Nie byłem na ich występie, jednak chętnie bym zobaczył jak wyglądają na żywo. Z relacji wyczytać można, że było przednio. Teraz wszyscy czekają na Damona Albarna i grupę Blur.

3. MJ is back! Nawet po śmierci Michael nagrywa. I niby fajnie, ale każdy medal ma dwie strony. Poza tym, że fani mogą znowu usłyszeć swojego ulubieńca to jest to typowa zagrywka pod publiczkę by zarobić kokosy na niegasnącej sławie Jacksona. Bo składanie płyty z ochłapów i odrzutów, których MJ nie zaakceptował nie przenosi się także na jakość płyty. Z pewnością nie jest to ostatnia pośmiertna płyta Michaela, niestety.

2. Wuwuzele. Tego dźwięku długo, nie zapomnimy dzięki Mundialowi w RPA.

1. Off Festival 2010. Trzeba przyznać, że w tym roku Arturowi „Rojasowi” Rojkowi udało się zorganizować zarąbistą muzyczną imprezę z masą gwiazd muzyki folkowej, undergroundowej, rockowej itd. Rojek został nawet mianowany przez niektórych na ministra kultury. I tak dzięki Katowickiej imprezie będziemy wspominać niesamowite występy Flaming Lips, Dinosaur Jr, Lenny Valentino, pijanego Raekwona czy też rozbawione Toro y Moi i Efterklang. Teraz czekamy na jakiegoś Sufjana Stevensa albo Ariela Pinka.

Brodka – Granda

Cóż za metamorfoza. Ogromny progres zanotowała 23-letnia Monika Brodka laureatka trzeciej edycji Idola.

Poprzednie wydawnictwa były nijakie, posiadające single, które dominowały na stacjach radiowych. Myślę, że te pierwsze płyty można jej przebaczyć, gdyż więcej do powiedzenia wtedy mieli ludzie z Polsatu, wydawnictwa itd. Nagrodą w programie przecież było nagranie płyty. Wszyscy dołożyli wszelkich starań by tylko to upchnąć w masę. A sama krnąbrna wtedy góralka nie miała raczej za wiele do powiedzenia. Teraz Brodka zdaje się nie miała takiej presji. Też jest starsza. W 2004 roku miała ledwie 17 lat.

Słuchanie trzeciej płyty to istna przyjemność. Granda jest pogłosem wszystkiego co dobre spotkało polską muzykę i nie tylko. Słychać tutaj echa terroromansu. Takie Kriopki Kreski, zarówno jeżeli chodzi o muzykę jak i tekst budzi skojarzenia z muszkami i Michałem Wiraszko. Nie zdziwiłbym gdyby ten kawałek kiedyś scoverowali chłopcy z Poznania. Są też i elektroniczne kawałki. Bez tytułowy utwór na płycie pokazuje, że dorobek Radiohead i ostatnie płyty Animal Collective pozostawiły po sobie ślad. A pierwszy singiel z płyty W pięciu smakach o bardzo bogatym brzmieniu to z pewnością najlepsza piosenka Moniki. Boszzzz ta perkusja rządzi. Wątpię by te kawałki puszczali na RMF FM, ale inne media na pewno docenią wartość tej płyty. Jest przebojowo ale i zarazem na zajebiście wysokim poziomie jak na polskie standardy. Nie chce teraz wyjść jak jakiś Andrzej Buda ubóstwiający swoją nieżydowską Ewę Farnę, ale widać, że przemiana Brodki jest na ogromny plusior. Nie spodziewałbym się po niej nigdy tego.

Sama Monika ma natomiast teraz o wiele ciekawsze teksty. „Gdy zamknąłeś drzwi zegar dalej bił/Czas nie stanął w miejscu, nie było mi żal” zastąpiła takimi perełkami jak „Sprawdziłam wszystkie obce alfabety by rozszyfrować język, który znam/ I ciągle mówisz do mnie krzyżówkami/ a migi zasłoniła gęsta mgła” Poza tym gdy się słucha wokalistki z Twardorzecza to jej barwa głosu momentami mi przypomina starą dobrą Kasię Nosowską, zwłaszcza słychać to w openerze Szysza. W następnym tytułowym kawałku także da się wyłapać pewną gorzkość tekstu typową dla liderki zespołu Hey. „Nie polubię Cię, jak powiedzieć prościej. Zbliżysz się o krok porachuje kości.” Co zadziwiające Monika zawarła tyle fajnych rzecz w jedenastu kawałkach, które szybko nam zlatują. Póki co najfajniejsza polska płyta popowa. Dobra alternatywa na przynudzającą już Gagę. Ocena: 7/10.

posłuchaj W pięciu smakach. amen