Monika Brodka wciąż jest Cool

brodkaChyba każdy z nas pamięta rok 2010, kiedy to Monika Brodka przestała być gwiazdą pop a stała się artystką INDIE (Jezu, jak ja nie lubię tego sformułowania!) Co prawda „Granda” pozostawiała w wielu niedosyt, jednak dla mnie to był dobry album. Na kolejny krok ze strony artystki trzeba było czekać 6 lat. W świecie muzyki to ogromny kawał czasu. Czy warto było czekać? O tym poniżej.

Zacznijmy od tego, że „Clashes” to najdojrzalszy album w dyskografii artystki. Wiem, brzmi to jak słabe usprawiedliwianie nudnej płyty. Jednak tak nie jest. „Clashes” to dobry album, aczkolwiek nie rewelacyjny. Podejrzewam, że nie będę do niego wracał tak jak wracałem do przebojowej „Grandy„. Jednak w świadomości mojej pozostanie fakt, że Brodka nie nagrywa słabizny.

clashesBrak tu trochę tej przebojowości z jakiej słynie laureatka 3 edycji Idola. Szkoda też, że wszystkie utwory są w języku angielskim. Zdecydowanie wolę Brodkę w ojczystym wydaniu. Jednak trzeba pochwalić za szeroki wachlarz inspiracji i wydźwięk tej płyty. Jak słucham „Clashes” to cały czas wydaje mi się jakbym słuchał jakiejś klasycznej wokalistki w stylu PJ Harvey, Bjork czy Kate Bush. Słuchanie tej płyty jest przyjemne i dość szybkie. Podoba mi się zarówno rockowe wydanie Brodki w „My Name Is Youth” jak i te bardziej sentymentalne w „Horses„.

Generalnie każdy utwór to osobna historia i to mi się chyba najbardziej podoba w tym albumie. Ta różnorodność. Jest nastrojowo, klimatycznie, klasycznie oraz momentami energicznie. Sam wokal Moniki Brodki brzmi też dojrzalej. Już nie słyszymy młodej dziewczyny bawiącej się w muzykę. Słyszymy kobiecy, pewny siebie głos. Brawo! Brodka to artystka kompletna i tylko szkoda, że tak długo trzeba było czekać na ten krążek. Ocena: 6/10.

OFF Festiwal 2016

Już za tydzień rusza kolejna edycja OFF Festivalu. Impreza potrwa o 5 do 7 sierpnia w katowickiej Dolinie Trzech Stawów. Co tym razem ciekawego przygotował dla fanów Artur Rojek z zespołem? O tym poniżej!

W tym roku nie znajdziemy na OFF Festivalu głośnych nazwisk, jednak jest parę nazw na które należałoby zwrócić uwagę. Z zagranicznych gości najciekawiej zapowiada się występ Devandy Banhart. Amerykanin będzie miał idealną okazję by zaprezentować materiał z tegorocznego „Ape In Pink Marble„. Jeżeli lubicie muzykę z pogranicza psych folku i freak folku, to musicie tam być. Ponadto dużo pozytywnych wrażeń powinien wam wytworzyć DJ Koze. Niemiecki producent zbiera w ostatnim czasie sporo pochlebnych recenzji. Lubicie ostre granie? Napalm Death wam pomoże! The Kills to chyba najgłośniejsza nazwa festiwalu, warto sprawdzić. Sporo niespodzianek powinien zapewnić także występ Goat. Ostatniego dnia festiwalu należałoby wypatrywać występu Anohni, która niegdyś występowała jako Anthony And The Jonhsons. Poza tym przegapienie koncertu Kiasomos oraz Thundercata byłoby grzechem.

Jak co roku, godnie prezentuje się polska prezentacja na OFf Festivalu. Monika Brodka wystąpi z nowym materiałem z płyty „Clashes„. Zagrają również wyjadacze z Kaliber 44 a Komety przypomną utwory Partii. Warto również wybrać się na występu debiutantów. Szczególnie ciekawie zapowiada się grupa JAAA! oraz Rysy.

Więcej informacji na temat imprezy tutaj.

 

Patronat: Festiwal Colours of Ostrava

avatar2Z wielką przyjemnością informuję, iż dołączyłem do do grona oficjalnych partnerów  Colours of Ostrava. XV edycja festiwalu odbędzie się w dniach 14-17 lipiec 2016 roku w postindustrialnym kompleksie dawnej huty Dolní Vítkovice w Ostrawie.

Dlaczego warto tam być?

Tegoroczny line-up wygląda całkiem ciekawie. Wystąpią m.in. będący w formie Australijczycy z Tame Impala. Ogromną gratką będzie usłyszenie ich ostatnich psychodelicznych, indie rockowych płyt „Lonerism” oraz „Currents„. Na festiwalu pojawi się również legendarny Slowdive. To dobra wiadomość dla każdego fana muzyki shoegaze, który nie miał okazji zobaczyć Brytyjczyków na OFF Festiwalu 2014. Ponadto zagra również kultowy elektroniczny duet Underwold, będący zawsze na propsie M83, Antony and the Johnsons pod nową nazwą ANOHNI a także liczna gromada indie rockowych bandów takich jak: Kodaline, Of Monsters And Men czy też The Vaccines. Polskę na festiwalu reprezentują m.in. Artur Rojek, Brodka oraz Maria Peszek.

Colours of  OstravaPrzydatne linki:

Polska przedsprzedaż biletów: www.joystore.pl/colours

Więcej informacji: www.colours.cz/pl/

Facebook: www.facebook.com/ColoursPL/

Twitter: www.twitter.com/colours_pl

Instragram: www.instagram.com/colours_pl/

Muzyczne podsumowanie roku 2012: Single

singleTo był mocny rok. Sporo dobrego hip-hopu, melodyjnego popu i wciągającego indie. Było w czym wybierać. Oto lista 20 najlepszych singli poprzednich dwunastu miesięcy.

20. Beach House – Myth. Opener płyty „Bloom” to jedyny moment kiedy otwierałem gębę z podziwu a nie dlatego, że musiałem ziewnąć. Ten chopsky wokal Victori Legrand nawet tak nie drażni a moment kiedy wchodzą bębny – palce lizać.

Posłuchaj

19. Solange – Losing You. Dzięki tej piosence wakacje trwają 12 miesięcy w roku. Nie ma co się dziwić to w końcu siostra samej Beyonce. Po tym fajnym utworze zaczynam się zastanawiać ile jeszcze utalentowanych sióstr ma żona Jay-Z?

Posłuchaj

18. Cloud Nothings – Stay Usless. Wystarczy wsłuchać się w brzmienie hi-hata by pojąć zajebistość tego kawałka. Poza tym tekst! Taki prosty, a taki wymowny. Kapitalna piosenka.

Posłuchaj

17. Kendrick Lamar – Backseat Freestyle. Ej no ta piosenka ma rewelacyjny podkład. Ten beat wprawia w ruchy najtłustsze murzyńskie tyłki. Co do nawijki Kendricka Lamara, to koleś zadziwia na każdym utworze „good kid, m.A.A.D. city” i nie inaczej jest tym razem. Biyaaaaaaaaaaatch, go play.

Posłuchaj

16. Chromatics – Lady. „Kill For Love” w zasadzie jest pełne takich rozciągniętych, elektronicznych utworów. Dlaczego właśnie ten? Jego niepowtarzalny klimat i nastrój zapadł mi najbardziej w pamięci, poza tym nie wyobrażam sobie obecnie jazdy nocą autem bez tej piosenki.

Posłuchaj

15. Japandroids – The House That Heaven Built. Najlepszy i najenergiczniejszy utwór na „Celebration Rock”. Kapitalna gitara buduje cały ten utwór od początku do końca. Dobry rock z kopnięciem, najlepiej spożywa się w upalne dni.

Posłuchaj

14. Memoryhouse – Little Expressionless Animals. Opener z najlepszej dream-popowej płyty zeszłego roku. Ładny wokal Denise Nouvion, ładne chórki, ładna linia melodyczna i sporo patosu. I co najważniejsze wcale nie nudzi. Idealna propozycja na deszczowe popołudnia.

Posłuchaj

13. Danny Brown – Grown Up. Danny Brown to oryginalny typek z Detroit. Nie jest jak większość raperów ze Stanów (ogarnijcie jego fryzurę), ale i też nie jest jakimś dziwadłem. Jego singiel z poprzedniego roku „Grown Up” to fajna i momentami zabawna podróż przez okres dojrzewania/dorastania. Co prawda krótka bo trwa troszkę ponad dwie minuty, ale jest w niej wszystko. Fajny hook, beat no i efektowna nawijka samego Danny’ego Browna plus kapitalny teledysk.

Posłuchaj

12. AlunaGeorge – Your Drums, Your Love. Londyński duet Aluny Francis i George’a Reida działa już od 2009 roku, jednak dopiero teraz udało im się zaistnieć na większą skalę. Wszystko dzięki fajnemu, radiowemu singlowi „Your Drums, Your Love”. Piosenka jest przyjemna w odbiorze i czuć w niej ogromny powiew świeżości. Zdecydowanie czekam na debiutancki album, który ma ukazać się w tym roku. Prognozy są dobre, mają sprzyjające wiatry.

Posłuchaj

11. Guilletmots – Up On the Ride. Najmocniejszy i jedyny jasny punkt na płycie „Hello Land!”. Co tak mnie zachwyciło w „Up On The Ride”? Skumajcie, że słuchanie tego utworu przypadło na okres kiedy wiosna wkroczyła z buta na moją dzielnię. Ptaszki śpiewały, słońce grzało, ludzie jakby bardziej radośni. Ta piosenka taka jest – radosna. I nawet kiedy teraz jej słucham (za oknem minus 10) to jakby troszkę cieplej się robi. Poza tym lubię taką prostotę, ten utwór pod żadnym względem nie jest przekombinowany. Dobry indie-pop.

Posłuchaj

10. Miguel – Don’t Look Back. Nieoczekiwany zwrot akcji następuje na „Kaleidoscope Dream”, gdy do ataku następuje drugi track z płyty „Don’t Look Back”. Hook goni hook, dobre zwrotki Miguela i mocno wyeksponowana perkusja. Jest tu sporo polotu i aspiracji na radiowe listy przebojów. Atrakcyjność tego utworu tkwi w genialnym głosie Miguela i luzackich synthach. Poza tym taką samą nazwę ma pewien zajebisty horror z lat 70. Ogarnijcie i film, i piosenkę. Yo.

Posłuchaj

9. Sky Ferreira – Everything is Emberassing. To być może najlepsza piosenka Sky. Młoda piosenkarka póki co nie wydała jeszcze pełnego albumu, ale co jakiś czas raczy nas fajnymi EP-kami. „Ghost-EP” było całkiem wporzo, ale tylko „Everything is Emberassing” był tym CZYMŚ. Czuje, że Sky Ferreira tą piosenką w końcu znalazła dla siebie sposób i swoje miejsce. Trzymam kciuki i czekam na debiutancki longplej pełen tak świetnych piosenek jak ta!

Posłuchaj

8. Brodka – Dancing Schoes (Kamp! remix). Po pierwsza to nie jest zwykły remix jakie znamy z internetu czy też dyskotekowych zabaw z kiepskimi dejotami. Chłopaki z Kamp! sprawili, że to zupełnie inna, LEPSZA od oryginału piosenka. Żadne tępe łupanie, co to, to NIE! „Dancing Schoes” jest parkietowym napierdelaczem, ale również fajną radiową piosenką, której mogę słuchać bez końca. Jakiś czas temu z resztą pisałem o niej w mojej liście wakacyjnych utworów. Jeżeli nie pojawi się żaden nowy remix od Kamp! to z pewnością i kolejne wakacje spędzę przy tym utworze.

Posłuchaj

7. Cloud Nothings – Wasted Days. Piosenka chłopaków z Cleveland to istna miazga. Prawie 9 (słownie: dziewięć!) minut rocka totalnego. Ja wiem, że indie rock jest faux pas i wszyscy teraz zasłuchują się elektroniką, popem, r’n’b a najlepiej wszystkim w jednym. Jednak słuchając „Wasted Days” przypominam sobie stare, dobre czasy kiedy miało się tylko pół mózgu i nie zastanawiało się nad tym co dzisiaj wieczorem poleci w tv. Nie myślało się też wtedy czy te skarpetki pasują do tych spodni i o tym, że cholera jasna jutro trzeba o 5:15 rano wstać. W zasadzie to nie wiele się myślało a sporo robiło. Przy tej piosence odmładzam się o kilka lat. Natomiast co do kwestii technicznych to „Wasted Days” jest jak 3 aktowa sztuka teatralna. Początek dość mocny, z fajnym riffem. Dalej psychodeliczne przejście, zabawa z dźwiękiem i kapitalna improwizacja. A końcówka to już totalny wybuch, godzina 12:00 w sylwestrową noc a nawet lepiej.

Posłuchaj

6. Grimes – Oblivion. Kosmiczna piosenka, kosmicznej artystki. Zaczyna się dość niepozornie, brzmiąc jak jakieś podrzędne amatorskie electronic-disco. Jednak im dalej to tym ciekawiej. Robi się na prawdę psychodelicznie. No i te nieśmiałe „lalala”. Ktoś napisał, że ta piosenka jest taka jak teledysk do niej. Sporo w tym prawdy a sam „Oblivion” to kapitalny utwór do posłuchania i potańczenia. Sama Kanadyjka ma w sobie sporo sprzeczności, jednak ma też to „coś” co sprawia, że chcemy ją wysłuchać. No i słuchamy.

Posłuchaj

5. Jessie Ware – Wildest Moments. Jessie Ware to jedno z odkryć brytyjskiego popu. Jej „Wildest Moment” pogodziło fanów alternatywy z zwykłymi radiowymi słuchaczami. Prosta melodia klawiszowa z wyeksponowanymi bębnami dała dobre tło do charakterystycznego głosu Panny Ware. Taki pop jest w cenie. Dokonała rzeczy raczej rzadko spotykanej. Połączyła niezależność twórczą z sukcesem komercyjnym. Dla mnie to ogromny plus, gdyż troszkę mniej cierpię gdy słyszę RMF FM w pracy.

Posłuchaj

4. Kendrick Lamar – Swimming Pools (Drank). Kapitalny utwór o problemie z alkoholem. Przemawiające sumienie, odniesienia do wiary, wspomnienia, basen pełen alkoholu i dziewczyny bawiące się w słoneczny patrol.  To wszystko w jednej piosence. Kendrick przyznaje się, że był w ciemnym pokoju. „Swimming Pools (Drank)” to oczywiście tylko część historii zawartej na „Good kid m.A.A.D. city”, jednak zasługujący na wyróżnienie ze względu na brzmienie i to jak Kendrick Lamar rapuje. To jak ten Koleś układa poszczególne zwrotki to coś niesamowitego. Takiego hip-hopu trzeba ludziom.

Posłuchaj

3. Miguel – Adorn. Opener „Kaleidoscope Dream” stanowi esencję współczesnego r’n’b. Miguel ma kapitalny głos i feeling. Słychać tutaj sporo odniesień do starszych kolegów po fachu jak i sporo nowego spojrzenia na r’n’b. Co prawda MJ nie żyje, ale pozostała jakaś jego część w tej piosence. Poza tym podczas recenzji jego płyty pisałem o tym, że o to narodził się nowy Prince. Trudno się nie zakochać, gdy Miguel śpiewa: „You just gotta let my love”. Podkład też niczego sobie, ale to Miguel tutaj jest najważniejszy.

Posłuchaj

2. Frank Ocean – Pyramids. „Pyramids” to ponad 9 minutowy majstersztyk. Utwór ten składa się jakby z dwóch mniejszych. Pierwsza część zachwyca nas kapitalnymi synthami i wejściem z okolic 3:52. W drugiej dźwięki mniej nas atakują, robi się bardziej przejrzyście. Mamy tutaj brzdąkającą trąbkę gdzieś w tle a pod koniec pojawiają się nam rozciągnięte gitarowe wstawki. Tworzy to ciekawy klimat utworu. To jest tak jakby byśmy słyszeli echo pierwszych pięciu minut „Pyramids”. Całość brzmi kapitalnie i jest najmocniejszym punktem „channel ORANGE”. Singiel ten bije na głowę wszystko co do tej pory nagrał Kanye West. Serio.

Posłuchaj

1. Iza Lach feat. Snoop Dogg – Lost in Translation. Rok 2012 należał do niej. Na wyjątkowości i talencie młodej łodzianki poznał się sam Snoop Dogg, który nagrał z nią tyle materiału, że przez kilka następnych wakacji będziemy mieli się do czego bujać. Na szczęście sława nie uderzyła jej do głowy, pozostała wciąż tą samą skromną i uroczą osobą. To słychać w tej piosence. „OFF THE WIRE” miał różne momenty, najlepszym z pewnością jest ten utwór, gdzie Iza śpiewa w dwóch językach. Przy pierwszej zwrotce są ciary. Snoop też daje radę. Ze psinką jest ten problem, że zdarza mu się przynudzać. W tym wypadku jest dobrym dopełnieniem Izy. Tak, to on dopełnia Izę a nie na odwrót. Ogarnijcie to.

Posłuchaj

Muzyczne podsumowanie roku 2012: Teledyski

teledyskiKońca świata w poprzednim roku nie było, ale pojawiło się kilka ciekawych teledysków. Tradycyjnie zapraszam do obejrzenia najlepszych klipów z poprzednich 12 miesięcy. Kolejność alfabetyczna.

Brodka – Varsovie

Danny Brown – Grown Up

Drake – HYFR

Crystal Castles – Plague

Jack White – Sixteen Satlines

Kendrick Lamar – Swimming Pools (Drank)

Lana Del Rey – National Anthem

M.I.A. – Bad Girls

Passion Pit – Take a Walk

Wallpaper – Fucking Best Song Everrr

Polish Power – rok 2012 w polskiej muzyce

polish powerJak wyglądał rok 2012 nad Wisłą pod względem muzycznym? Odpowiedź znajdziecie poniżej, gdzie przypomnę wszystkie najważniejsze albumy w muzyce mainstreamowej i alternatywnej.

Rok temu zaczynałem od muzyki gitarowej. W tym nie będzie inaczej. Jeżeli chodzi o płyty ocierające się o muzykę rockową, indie rockową itd. to należy w tym miejscu wspomnieć o kilku ważnych albumach. Po pierwsze o płycie „Emergence”  poznańskiego zespołu Plum. Poznaniacy solidnie odrobili lekcje i nagrali materiał składając hołd gitarom z przełomu lat 80. i 90. Podobnie ma się sprawa z krążkiem grupy Turnip Farm „The Great Division”, gdzie również słyszymy wszelakie wpływy najważniejszych kapel indie rockowych. Indie rocka zaczął również grać Afro Kolektyw. Mimo, że nie każdemu nowa płyta przypadła do gustu to na łamach bloga pisałem, że ta metamorfoza okazała się całkiem udana. „Piosenki po polsku” to przyjemna płyta z fajnymi singlami. Nie należy również zapominać o płycie „White Tones” grupy Minerals, której największą zaleta jest rewelacyjne, zachodnie brzmienie. Poza tym o swoim istnieniu przypomniały Muchy, które wypuściły album „Chcecicospowiedziec”. Nowa płyta nie przebija debiutu, ale zdecydowanie jest lepsza od „Notorycznych Debiutantów”. Nie próżnował w tym roku również Hey i grupa Kim Nowak.

A co się działo w alternatywie? Tutaj działo się sporo, było kilka ciekawych, oryginalnych debiutów. Za największe objawienie należy uznać projekt Błażeja Króla UL/KR, który nagrał album o tej samej nazwie. „UL/KR” to podróż w najbardziej schizofreniczne i psychodeliczne miejsca przy jednoczesnym zachowaniu melodyjności. Drugi album na który należy zwrócić uwagę do „Persentyna” zespołu Drekoty, który brak przebojowości nadrabia oryginalnością i polotem. Sporo zamieszania zrobiła wokół siebie grupa Niechęć za sprawą albumu „Śmierć w miękkim futerku”, który dla fanów jazzu jest pozycją obowiązkową. Jeżeli chodzi o ostrzejsze klimaty związane z alternatywą to bezkonkurencyjnie okazali się kolesie ze zespołu Gówno. Ich „Czarne Rodeo” było jedną z najlepszych płyt wydanych w poprzednim roku na ziemi polskiej. Punkowa forma jeszcze się nie wypaliła, poza tym płyta ta ma interesujące drugie dno (zabarwione politycznie). Bezkonkurencyjne jednak okazało się łódzkie trio Kamp!. Ich rewelacyjny, taneczny album „Kamp!” przypomniał mi lata świetności Cut Copy.

Z popu przesłuchałem nie wiele albumów. Zdecydowanie królowały single i pojedyncze piosenki takich artystek jak Kari Amirian, Meli Koteluk czy też Karolina Kozak. Jeżeli chodzi o całe albumy to po raz kolejny królowała Iza Lach, która nagrała typowo wakacyjny krążek „OFF THE WIRE” z udziałem samego Snoop Dogga! Mimo, że płyta jest troszkę nierówna to i tak zasługuję na wysoką ocenę za kapitalność niektórych kompozycji. Poza tym powrót zaliczyła kontrowersyjna Maria Peszek wydając „Jezus Maria Peszek”. Swój drugi album w tym roku wydał projekt Natalii Fiedorczuk, czyli Nathalie and The Loners. Płyta ciekawa, mało przebojowa, ale chwytliwa. Natomiast płyta „Away” Klary jest przyzwoita,  z tymi wszystkimi zachwytami bym tak nie przesadzał. Takich albumów w indie-popie jest wiele. Dobre oceny zebrała również Brodka, która zdecydowała się wydać swoje EP również w formie pudełka z płytą w środku. „Lax” to spora świeżość w polskim popie i świetna zapowiedź przyszłego albumu artystki, zdecydowanie czekam.

Jeżeli chodzi o inne ważne gatunki jak hip-hop czy też metal to niestety muszę zakomunikować, że nie starczyło czasu, chęci i odpowiedniego materiału. Ale to nie koniec! Oto lista 10 najlepszych polskich płyt A.D. 2012:

10. Drekoty – „Persentyna” / Nathalie and The Loners – „On Being Sane (In Insane Places)”

9. Plum – „Emergence”

8. Afro Kolektyw – „Piosenki po polsku”

7. Turnip Farm – „The Great Division”

6. Muchy – „Chcecicospowiedziec”

5. Iza Lach – „OFF THE WIRE”

4. Niechęć – „Śmierć w Miękkim Futerku”

3. UL/KR – „UL/KR”

2. Gówno – „Czarne Rodeo”

1. Kamp! – „Kamp!”

10 piosenek na upalne dni

Afrykańskie upały dają nam się ostatnio we znaki. Stąd pomysł na wakacyjną playlistę, która umili każdemu leżakowanie w cieniu i sączenie zimnych drinków.

Metronomy – The Bay. Na początek zaczniemy od jednego z letnich hitów grupy Metronomy, którą będziemy mieli okazje podziwiać na najbliższym Off Festiwalu. „The Bay” to idealny utwór dla każdego, kto spędza wakacyjny urlop nad morzem. Wakacyjnego uroku dodaje także fajnie zrealizowany teledysk. Dodatkowo luźny tekst uświadomi nam, że fajnie może być w każdej miejscowości, byle dostęp był do orzeźwiającego morza.

M83 – Midnight City. Jak głosi legenda (a raczej pewna znana reklama znanej marki piwa) to „oni się dzieją”. Wy także „się dziejcie” słuchając w tle Anthony’ego Gonzlaeza oraz łykając schłodzone piwo w zielonej butelce. Oczywiście to nie jest najlepsza piosenka M83, ale chyba najbardziej chwytliwa. Każdy ją słyszał. Także w zróżnicowanym towarzystwie spodoba się każdemu, nawet największemu bucowi uznającemu tylko i wyłącznie letnie hity De Mono. Poza tym końcowy saksofon przypomina piękne letnie dni spędzony z Cut Copy.

Brodka – Dancing Shoes (Kamp! Remix). To co łodzianie zrobili z tym nudnym kawałkiem Brodki to majstersztyk. Oczywiście piosenka sama w sobie nie jest zła, bo nawet z marnej piosenki rewelacyjny remix nie wyciągnie chociaż minimalnej dawki fajności. Tutaj były jakieś podstawy by zrobić hit lata 2012 (Jak do tej pory). Jest tanecznie, ale nie w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Ten taniec będzie tańcem szaleńczym, obłędnym. Jeżeli chodzi o muzykę elektroniczną Polska nie ma się czego wstydzić, natomiast jeżeli mowa o polskim popie to cieszę się ogromnie, że Monika Brodka godnie zastępuje nam Nosowską. To świetna piosenka, szkoda tylko, że w radiu nie śmiga. Lżej byłoby w pracy uwierzcie.

Wavves – King of The Beach. O tym zespole już pisałem tyle razy, że… a dobra napiszę to jeszcze raz. Esencja wakacyjnej piosenki. Hook goni hook, fajny refren, istnie punkowa energia połączona z popem ozdobiona złotymi łańcuchami. To musiało się udać. Wróćmy do tej piosenki także i tego lata.

Mystery Jets – Greates Hits. Kolejne wakacje i kolejny raz do głosu dochodzi typowo wakacyjny band Mystery Jets. Uwodzili nas już wcześniej wieloma piosenkami. Najnowsza nie jest od nich lepsza, ALE ma inny ważny plusik. Chodzi mianowicie o wymiar edukacyjny i przypomnienie nam największych hitów w dziejach świata. W tekście pada spora ilość tytułów, które warto znać. Natomiast muzycznie zwrócili się bardziej w stronę klasycznego popu, zahaczając lekko o standardowe country. Dobra piosenka na wakacje, zwłaszcza dla tych, którzy wybrali ofertę agroturystyki, bądź postanowili zostać w domu.

Muse – Survival. Muse? Hej przecież lato 2012 to lato olimpijskie! Także patetyczny i momentami na prawdę dobry singiel Muse wydane specjalnie na okazję zmagań sportowych w Londynie powinien często śmigać w radioodbiornikach. „Survival” może i dupy nie urywa, bo w zasadzie nie wyróżnia się niczym czego byśmy nie usłyszeli na ich ostatniej płycie, jednak ma to „coś” by czekać na najnowszy album i koncert w Łodzi. Tak, jestem sentymentalny.

Dam-Funk – Hood Pass Instact. Nie wyobrażam sobie tej playlisty bez tego gościa. Damon G. Riddick to człowiek, który połączył soul z elektroniką. Efekt? Wiele świetnych, na prawdę świetnych piosenek. Koleś ma dar i dobry „feeling”. Polecam całą płytę „Toeachizown” na wakacje, a na próbkę wrzucam singiel. Yoo.

Pusha T feat. Tyler, the Creator – Trouble On My Mind. Dobra, wiem, że cała hipsterska zajawka Tylerem mieszkającym u babci była rok temu. Nie miałem jeszcze okazji pisać o tym kolesiu. Ten cały Tyler jest dla mnie strasznie niejednoznaczny. Już nawet nie chcę tutaj cytować jego wspomnień, ale jaki by nie był to trzeba jedno mu przyznać, że muzykę robi ciekawą. Mimo, że momentami jest dziwna i mało apetyczna. Tak, hip-hop zmierza w dziwnym kierunku, ale jedno jest pewne (potwierdza to kolejna generacja zdolnych z Asapem Rocky na czele) złote łańuchy nigdy nie wypadną z obiegu. A „Trouble on My Mind” to dobra piosenka do pobujania się. Jeszcze raz YOO.

Weezer – Beverly Hills. Weezer to jeden z tych zespołów do, których ma się pewnego rodzaju sentyment. Mimo, że nie nagrywa muzyki ambitnej i często ją kaleczy to jest jakoś tak, że patrząc na tą czwórkę (a w zasadzie słuchając jej) odczuwa się pewnego rodzaju sympatię. Może wychodzi to stąd, że nie bierze się tego zespołu na serio? A może po prostu lubimy czasem posłuchać czegoś naiwnego i melodyjnego? „Beverly Hills” nie będę nawet porównywał do pierwszych singli grupy, które cenie najbardziej. Nie ten poziom. Jednak natężenie wakacji w tej piosence spowodowało, że musiałem ją tu umieścić.

Japandroids – The House That Heaven Built. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam w gorące dni posłuchać czegoś energicznego i gitarowego. Tak, lubię w swojej własnej imaginacji robić z małego Mikołowa upalne Los Angeles. Dlaczego zatem nie spróbować i tym razem? Japandroids daje nam pod tym względem dużo możliwości, mimo, że ten kawałek nie jest jakiś SPECJALNY. Nagrali takich już wiele, ale ten jest nowy i to dalej na mnie działa.