50 Najlepszych utworów hip-hopowych lat 90. Część II (26-1)

90 la26. Wu-Tang Clan – Protect Ya Neck (1993, Enter The Wu-Tang (36 Chambers). Do tej pory sprawą nie wyjaśnioną jest czyja nawijka w tym utworze najbardziej rządzi. Nie mniej jednak jest to dla mnie najbardziej esencjonalny kawałek Wu-Tang Clan. Inspectah Deck na początku zrobił więcej hałasu niż heavy metal, Szef nazywa się rapowym assassinatorem, Method Man stwierdza, że jego styl będzie trwał wiecznie, U-God wprowadza styl shaolin, Ol Dirty Bastard ucieka z Brooklyn’skiego Zoo, Ghostface Killah przyznaje się do zamiłowania do broni, RZA wrzuca zgrabne nawiązania a GZA na koniec dissuje swoją wcześniejszą wytwórnie Cold Killin’. To tak w telegraficznym skrócie. Chroń swoją szyję!

Posłuchaj

25. MC Hammer – U Can’t Touch This (1990, Please Hammer, Don’t Hurt ‚Em).

Posłuchaj

24. GZA – Liquid Swords (1995, „Liquid Swords„). GZA na swoim debiutanckim solowym albumie w pewien sposób kontynuował to co zaczął wraz z Wu-Tang Clanem na „Enter The Wu-Tang (36 Chambers)”. Mamy tutaj przecież nawiązania do kung-fu oraz ciemny, mroczny klimat. Opener płyty to wynik świetnej współpracy dwóch braci. RZA stworzył świetny podkład, natomiast GZA wzniósł się tutaj na swoje wyżyny.

Posłuchaj

23. House of Pain – Jump Around (1992, House of Pain). To był pierwszy, największy przebój amerykańsko-irlandzkiej grupy House of Pain. To był również jedyny ich przebój. Całość zaczyna się od dźwięku trąbki, którą później za sampel użył The Streets. W 8 sekundzie jednak wskakuje charakterystyczny, skoczny beat produkcji Muggsa. W nawijce Everlasta przede wszystkim podoba mi się szeroki zasięg porównań. Pojawia się tutaj Arnold Schwarzenegger, Świt Żywych Trupów, Biblijne psalmy czy też John McEnroe.

Posłuchaj

22. Warren G – Regulate (ft. Nate Dogg) (1994, Regulate… G Funk Era). Po sukcesie „The Chronic” Dr. Dre i „Doggystyle” Snoopa tak zwany G Funk cieszył się sporym zainteresowaniem. Świetnie w tym miejscu odnalazł się Warren G, który zadebiutował w 1994 roku albumem „Regulate… G Funk Era„. „Regulate” jest zbudowane na zamiennej nawijce Warrena G i funkowym śpiewie Nate Dogga. Układ ten jest w prost rewelacyjny i sprawia, że słucha się tego z czystą przyjemnością. Pan G w utworze tym obwieszczał nastanie nowej G Funkowej ery, Nate natomiast śpiewa o urokach nocnego życia. Jeżeli chodzi o G Funk to jest to absolutna czołówka.

Posłuchaj

21. Missy Elliott – The Rain (Supa Dupa Fly) (1997, Supa Dupa Fly).The Rain” swoją pozycję zawdzięcza w głównej mierze producentowi Timbalandowi. Pan Mosley po sukcesie wypromowania Aaliyah wziął na warsztat inną początkującą artystkę – Missy Elliott. Na całym debiutanckim krążku raperki jak i w tym utworze znajdziemy sporo elektroniki z którą eksperymentował popularny Timba. Sama Elliott na tym etapie jeszcze nie wymiatała flow, ale miała już to coś, że chciało się jej słuchać. Efekt tej współpracy wyszedł zdecydowanie na duży plus.

Posłuchaj

20. Eazy-E – Real Muthaphukkin G’s. (1993, It’s On (Dr. Dre) 187um Killa). Eks-członek N.W.A podobnie jak Ice Cube i Dr. Dre poszedł drogą solową. Niestety ze względu na przedwczesną śmierć ojciec chrzestny gangsta rapu zdążył nagrać tylko cztery solowe longplaye. „Real Muthaphukkin G’s” to diss na Dr. Dre. Jednak nie jest to zwykły diss, jakich było wiele. Utwór ten uważa się za jeden z najważniejszych dissów w historii rapu. Eazy-E wypomina Dre dziecięce zachwyty nad Snoop Doggiem, któremu też się oberwało, gdyż został określony jako „anorexic rapper”.

Posłuchaj

19. 2Pac -Ambitionz as a Ridah (1996, All Eyez On Me). Gdy słyszę ten prosty podkład przypomina mi się pijacka posiadówa  u znajomego, który odpalił podobny beat. Pół wieczora nawijaliśmy do niego o ciężkim życiu na osiedlu dissując m.in kościelnego. I być może nie była w tym moc, ale u Shakura już jest. 2Pac w „Ambitionz as a Ridah” daje wykład na temat dążenia do celu. Powątpiewa w pokojowe dochodzenie należności i wskazuje na drogę walki. Mając tak zagmatwane CV wcale nie dziwią mnie te spostrzeżenia. 2Pac jest mocno szczery w tym co mówi, no i mówi (a w zasadzie rapuje) to świetnym flow.

Posłuchaj

18. Jay-Z – Can I Get A… (1998, vol. 2 Hard Knock Life). Shawn Corey Carter ma łeb nie tylko do rapowania, ale i robienia interesów. Dla złota zrobiłby wszystko, w końcu w wieku 12 lat postrzelił swojego starszego brata gdy ten podwędził mu złoty łańcuch. Ogarniacie tą sytuacje? Od momentu debiutu do zdobycia pierwszego miliona nie wiele upłynęło wody w Wiśle. No i te wszystkie wyliczanki nagród Grammy, listy Billboard, żonka brylująca w prezydenckiej świcie. Możliwe, że stąd moja mała niechęć do biznesmena Jazzy’ego, którego opowieści o sprzedawaniu narkotyków brzmią lekko niewiarygodnie. Mimo to Nowojorczyk ma a raczej miał technikę, której można by pozazdrościć. Na pierwszych płytach Jay-Z na prawdę był niesamowity, potem bywało różnie.

Posłuchaj

17. OutKast – Funky Ride (1994, Southernplayalisticadillacmuzik). Tytułowe funky ride to nic innego jak uczucie odjazdu po zapaleniu skręta. Szczerze powiedziawszy do takiego odjazdu nie są potrzebne używki, wystarczy ten świetny track. Aha, piękna solówka gitarowa. Idealny utwór do spędzania czasu sam na sam ze swoją lubą.

Posłuchaj

16. Ice Cube – It Was A Good Day (1992, The Predator). Po rozpadzie N.W.A. każdy z członków tego świetnego kolektywu poszedł w swoją stronę. „Crazy Motherfucker name Ice Cube” początkowo nieźle sobie radził solowo zanim rozpoczął niezbyt udaną karierę aktorską. „It Was A Good Day” oparte na leniwym podkładzie to opis dnia idealnego składającego się z pożywnego śniadania, programu Yo MTV Raps! (Jeszcze wtedy stacja ta miała coś do czynienia z muzyką) oraz rozrywki w postaci hazardu i seks randki.

Posłuchaj

15. Molesta – Się Żyje (1998, Skandal). Ogólnie cały „Skandal” jest klasykiem rapu. Potwierdził to zarówno Porcys, jak i zeszłoroczny OFF Festiwal. Wracając jednak do tego kawałka. Świetnie wykorzystany sampel z String Connection łączy się legendarnymi wersami o codzienności z życia podwórka. To jeden z tych wałków, który w mniejszym lub większym stopniu potrafi zacytować każdy mieszkaniec większych osiedli.

Posłuchaj

14. Public Enemy – 911 Is A Joke (1990, Fear Of A Black Planet). Public Enemy w zasadzie skończyli się w latach 80. Jednak jeszcze na początku następnej dekady byli całkiem spoko. „911 Is A Joke” to kolejny w ich zestawie utwór na temat problemów czarnego bractwa i dyskryminacji. Muzycznie kawałek jest jeszcze mocno osadzony w latach 80, jednak są tu srogie hooki, którymi można się zachwycać do tej pory.

Posłuchaj

13. Wu-Tang Clan – Wu Tang Clan Ain’t Nuthing Ta Fuck Wit (1993, Enter The Wu-Tang (36 Chambers).

Posłuchaj

12. The Notorious B.I.G. – Hypnotize (1997, Life After Death). W sumie to nie wiem co jest bardziej hipnotyzujące w tym utworze. Flow Notoriousa czy też podkład P.Diddy’egp (wtedy znanego jako Puff Daddy). Biggy opowiada nam o swoich kobiecych podbojach i bezwstydnie wyznaje, że i tak każda laska po akcie wraca do domu z buta. Całość została okraszona bardzo złym teledyskiem.

Posłuchaj

11. Nas – Life’s a Bitch (1994, Illmatic). Jeden z najbardziej życiowych utworów. Nas wraz z AZ opowiadają o trudach życia, które okazuje się wredną zdzirą i kończy się śmiercią. Smutne, aczkolwiek prawdziwe. W tle natomiast pogrywa fajnie jazz’ujący beat wyprodukowany przez L.E.S.’a oraz Nasa. Utwór dość mi bliski, gdyż mam podobne spostrzeżenia w drodze do pracy. Zwłaszcza w deszczową pogodę.

Posłuchaj

10. MF DOOM – Doomsday (1999, Operation: Doomsday). Doom to typ kolesia, który działa poza falą głównego nurtu. W chwili kiedy inni raperzy rapowali o basenach, drogich brykach i wypalonych jointach on przypominał stare zasady. Nie szukał poklasku, chodził w masce. Techniką rapowania przypomina mi trochę Raekwona z Wu-Tang Clan. Jego „Operation: Doomsday” to klasyk rapu, a opener płyty to świetny utwór, gdzie za sampel posłużyły utwory „Kiss Of Life” Sade oraz „Poetry” Boogie Down Productions.

Posłuchaj

9. Jay – Z – Hard Knock Life (Ghetto Anthem) (1998, vol. 2 Hard Knock Life). Tym utworem Jay-Z wybił się do samego nieba show-biznesu. Recepta na sukces była dość prosta. Sampel „It’s Hard Knock Life” z Filmu „Annie” oraz opowieść jak Jazzy się wzbogacił. Brzmi to trochę banalnie, ale udało się. Bo w sumie ten utwór, ma to coś. Jay-Z okazał się zdolnym uczniem Notoriousa Biga.

Posłuchaj

8. Kaliber 44 – + i – (1996, Księga Tajemnicza. Prolog). Klasyk polskiego rapu to historia testu na wirus HIV, stąd tytułowe plus i minus. K44 jeszcze z Magikiem w składzie grał tak zwany psycho rap. O postaci Magika powiedziano bardzo wiele w ostatnim czasie, nie będę nic dodawać w tej materii. Nie zamierzam oceniać jego jako człowieka, ale jako raper był świetny i na tym tracku to w pełni pokazał. Aha nie słuchajcie tej piosenki od tyłu bo nawiedzi was Candyman o 3 nad ranem i włoży wam zęby pod poduszkę.

Posłuchaj

7. Ol’ Dirty Bastard – Got Your Money (feat. Kelis) (1999, Nigga Please). Ktoś kiedyś stwierdził, że do końca nie wiadomo czy OLD był najlepszym, czy najgorszym raperem z grona Wu-Tang Clan. Podpisuje się pod tym wszystkimi kończynami. „Got Your Money” to ckliwa opowieść alfonsa domagającego się od swojej „pracownicy” pieniędzy. Kelis,  w refrenie zapewnia swojego podwładnego, żeby się nie martwił, że pieniądze będą. A wszystko to na podkładzie z fajnym basem i jękami Dirty’ego.

Posłuchaj

6. Snoop Dogg – Who Am I (What’s My Name?) (1993, Doggystyle). I to jest dla mnie esencja rapu lat 90. Świetny, baunsującu, wibrujący podkład Doktorka Dre oraz charyzmatyczna nawijka Snoopa hedonisty. G-Funk pełną gębą. Debiutancki singiel Snoopa, którym się przywitał ze słuchaczami stwierdzeniem: „Nine-trizzay’s the yizzear for me to fuck up shit / So I ain’t holdin nuttin back” ludzie kupili. Aczkolwiek nie obyło się bez kontrowersji ze względu na mocne teksty oraz fakt oskarżenia o morderstwo. „Doggystyle” to zdecydowanie klasyka rapu, a utwór „Who AM I (What’s My Name)” jest tego potwierdzeniem.

Posłuchaj

5. Beastie Boys – Sabotage (1994, Ill Communication). Beastie Boys często zdarzało się na swoich albumach nagrywać nic nie wnoszące dłużyzny i zapychacze. Jednak do kapitalnych singli mieli nosa. Takim singlem było „Sabotage„, które mocno wyróżniało się na dość przeciętnym „Ill Communication„. Nowojorskie trio od początku w swojej twórczości łączyli rap z rockiem (podobnie jak w latach 80 RUN-DMC). Nie inaczej jest w tym tracku, świetne gitarowe riffy łączą się tutaj z typowym, „wykrzykiwanym” stylem rapowania. Poza tym klip do tego utworu to mój top wszech czasów.

Posłuchaj

4. 2PAC – California  Love (1996, All Eyez On Me). Kilka miesięcy przed śmiercią, tuż po opuszczeniu więzienia legendarny Tupac Shakur zdążył wydać pierwszy dwu płytowy album hip-hopowy „All Eyez On Me”. Na płycie znalazł się utwór „California„, który w mojej ocenie jest jego najlepszym. Świetną robotę odwalił tutaj Dr. Dre, który stworzył jeden z najbardziej zapadających w pamięć beatów. Natomiast sam Shakur wzniósł się tutaj na wyżyny rapowego rzemiosła. Utwór faktycznie był jego powitaniem świata po wyjściu z więzienia, gdyż brzmi on niczym pies spuszczony z łańcucha. Klimatu dodaje teledysk nagrany w stylu filmu „Mad Max„.

Posłuchaj

3. Nas – The World Is Yours (1994, Illmatic).The World Is Yours” to mój ulubiony utwór z klasycznego „Illmatic„. Między innymi dzięki temu utworowi Nas na nowo zdefiniował hip hop. Wystarczy wsłuchać się w sposób jaki rapuje z świetnym wejściem w beat. Poza tym mamy tutaj kapitalny refren w wykonaniu Pete’a Rocka oraz klimatyczny, lekko jazzowy podkład.

Posłuchaj

2. The Notorious B.I.G. – Juicy (1994, Ready To Die). Największy przebój Christophera George’a Latore’a Wallace’a to jeden  tych utworów podsumowujących dorobek. Zmianę jaką przeszedł raper najlepiej obrazuje fragment: „Girls used to diss me / Now they write letters ’cause they miss me„. Jest to mocno sentymentalny utwór, sporo tu wspomnień i nowojorskich historii. Podkład nie wnosił świeżości, gdyż czuć na nim lata 80. Nie mniej podobają mi się wstawki gitarowe i śliczny refren.

Posłuchaj

1. Wu-Tan Clan – C.R.E.A.M. (1993, Enter The Wu-Tang (36 Chambers). W zasadzie nie mogło być innego numeru jeden. „C.R.E.A.M” być może nie jest esencją tego co działo się w hip-hopie lat 90, ale jest zdecydowanie najlepszym utworem gatunku tego okresu. Epickie linijki Szefa i Inscpectora Decka łączą się z prostym beatem opartym na powtarzającym się motywie klawiszowym. Natomiast samo określenie Cash Rules Everything Around Me na trwałe zapisało się w popkulturze.

Posłuchaj

50 Najlepszych utworów hip-hopowych lat 90. Część I (50-26)

9050. DMX – Ruff Ryders Anthem (1998, It’s Dark and Hell Is Hot). DMX, czyli Earl Simmons znany jest z tego, że podczas rapowania wypruwa z siebie żyły. Słuchając tego utworu dowiemy się kim jest DMX, co to jest Ruff Riders, gdzie i kiedy DMX nas zabije i (najważniejsze) dlaczego znowu?

Posłuchaj

49. Lauryn Hill – Doo Wop (That Thing) (1998, The Miseducation of Lauryn Hill). L-Boogie tworząc ten kawałek wykorzystała sampel z  utworu Fifth Dimension „Together Let’s Find Love„. Powtarzane w refrenie „That Thing” oznacza seks z kobietami lecącymi na kasę. Natomiast cały kawałek „Doo Wop” to świetne połączenie r’n’b z hip-hopem. Bogata aranżacja wchłania totalnie. Aha, nie zapomnijcie zobaczyć teledysku!

Posłuchaj

48. Raekwon – Carcerated Scarfaces (1995, Only Built For Cuban Linx). Album „Only Built For Cuban Linx” uważa się za najdoskonalszy w szerokiej, solowej dyskografii szefa. Beat stworzony przez RZA początkowo był przeznaczony do płyty GZA „Liquid Swords„. Jednak gdy The Chef go usłyszał, szybko go zabukował. Idealny wybór. Poza tym mamy tutaj popisową nawijkę i grę słów Raekwona.

Posłuchaj

47. Digital Underground – The Humpty Dance (1990, Sex Packets). Tytułowy Humpty to dość żartobliwy gość. Lubi dziewczyny z Burger Kinga, śmiesznie tańczy i nosi dziwne okulary z doczepionym nosem. Produkcja Digital Underground wskazywałaby na coś nowoczesnego, nic bardziej mylnego. Beat mocno siedzi w latach 80 i w zasadzie nie wprowadza nas w następną dekadę. Jednak propsuje ten kawałek ze względu na nietypową nawijkę Umpty’ego i ironiczny tekst.

Posłuchaj

46. Mase – Feel So Good (1997, Harlem World). Mason Durell Betha pochodzący z Harlemu to zarazem raper i pastor, którego wykreował Diddy (w latach 90 znany jako Puff Daddy). Debiutancki album Mase’go „Harlem World” to przyjemny i melodyjny materiał, który dość łatwo „wchodzi” . Na tym longplayu znalazł się świetny „Feel So Good” na którym lekki, funkowy podkład łączy się z rozważaniami na temat luksusowego życia. Generalnie propsy za świetną produkcję od Puffa.

Posłuchaj

45. WYP3 & Trzycha/Warszafski Deszcz – Mam Tak Samo Jak Ty (1998, Trzy). Połączone siły Wzgórza Ya-Pa 3 i Warszafskiego Deszczu nagrały jeden z najbardziej klasycznych, rodzimych hip-hopowych tracków. Siła tej produkcji tkwi w samplu Czesława Niemena oraz nawijce chłopaków. Do tej pory mam banana gdy widzę młodego TEDEgo oraz Borixona. Nie wiesz o co chodzi? To weź się k… dowiedz.

Posłuchaj

44. Positive K – I Got A Man (1992, The Skills Dat Pay Da Bills). Ok, sprawa wygląda tak. Darryl Gibson znany jako Positive K podbija do lasencji na podryw. Jednak nie potrafi zrozumieć, że dziewczyna posiada już faceta. Dochodzi do przepychanek słownych. Fatalną sytuację kończy smutny finał. A wszystko to na kapitalnym podkładzie z trąbkami.

Posłuchaj

43. Afro Kolektyw – Mów Do Mnie Negro (1999, Negatywne Wibracje). Zanim formacja Afrojaxa przeszła przemianę i zaczęła grać muzykę z pogranicza indie i popu to nieźle sobie radziła w hip-hopie. W czasach młodości zasłuchiwałem się w „Czytaj z Ruchu Ust Moich„, jednak wszystko zaczęło się w 1999 roku kiedy grupa wydała „Negatywne Wibracje„. „Mów Do Mnie Negro” to świetny kawałek z wpływami tak zwanego „acid jazzu” oraz zaczątkami storytellingu, z którego słynną teksty Afro Kolektywu.

Posłuchaj

42. Ice T – O.G. Orginal Gangster (1991, O.G. Orginal Gangster). Czwarty w dorobku album Ice T uważa się za najlepszy. Wcale mnie to nie dziwi, gdy słucham tytułowej piosenki. Mimo, że album powstał w 91 to słychać już tu zaczątki tak zwanego G Funku. Ice-T wraz z Dj Aladdinem i SLJ użyli sampli z legend funku: Jamesa Browna oraz Melvina Blissa. Efekt był zdumiewający. Sam Ice T natomiast nawija tak zwaną historię o tym jak zaczął tworzyć i określa się mianem oryginalnego gangstera. Tak poza konkursem, z perspektywy czasu ta cała gadanina o oryginalności, normalności i poruszaniu ważnych tematów wydaje się być śmieszna gdy popatrzymy na „naturalną” żonę Ice’a

Posłuchaj

41. P.M. Dawn – A Watcher’s Point of View (Don’t ‚Cha Think) (1991, Of the Heart, of the Soul and of the Cross: The Utopian Experience). Gdy pierwszy raz zobaczyłem klip do tego utworu na twarzy pojawiło mi się wielkie WTF?!? Pomijając jednak tą całą otoczkę to rapowy budda stworzył fajny, przyjemny track z pogranicza hip-hopu i popu. Lata 90 były urocze z takimi hymnami w tle.

Posłuchaj

40. Gang Starr – Mass Appeal (1994, Hard To Earn). Oj ten utwór w dużej mierze kojarzy mi się z grą Tony Hawk Pro Skater 4. Aż łezka się w oku kręci. A tak na serio to kapitalny kawałek z czasów kiedy Dj Premier nagrywał razem z MC Guru. Beat Premiera do tej pory to dla mnie mistrzostwo, a nawijający Guru porusza problem pozerstwa i nagrywania wyłącznie dla kasy. To są zaczątki hasła „Keep It Real”.

Posłuchaj

39. De La Soul – Millie Pulled a Pistol on Santa (1991, De La Soul Is Dead). W zasadzie De La Soul w 1991 nie był taki martwy, jak to obwieścił w nazwie płyty. Utwór opowiada historię Millie, która jest wykorzystywana seksualnie przez swojego ojca. Nikt jednak nie wierzy w jej wersje wydarze, gdyż jej rodziciel jest pracownikiem socjalnym. Niby historia jakich wiele o których możemy usłyszeć w TV. Jednak jak ona jest opowiedziana! Posłuchajcie jeżeli chcecie wiedzieć jak to się skończy. Aha, zapomniałem wspomnieć o podkładzie. Palce lizać, podoba mi się linia basu i hi-hat.

Posłuchaj

38. The Notorious B.I.G. – Mo Money, Mo Problems (1997, Life After Dead).Life After Dead” wydane po śmierci B.I.G.a sprzedało się jako ciepłe bułeczki. Być może to efekt tragicznej śmierci rapera, jednak sam materiał broni się świetnie. Tak sobie słucham „Mo Money, Mo Problems” i słyszę kapitalną produkcję Puff Daddy’ego, który w track wciągnął swojego zdolnego wychowana Mase. Sam B.I.G. pojawia się na końcu i jest to wejście smoka. Za sprawą takich utworów chce się cofnąć w czasie.

Posłuchaj

37. Naughty By Nature – Hip Hop Hooray (1993, 19 Naughty III). Nie słychać tego od razu, ale do produkcji tego utworu użyto sporo sampli. Usłyszymy tu między innymi fragmenty Jamesa Browna, Five Stairsteps, Isley Brothers czy też Petera Gabriela. Nawijka jest dość grzeczna, jednak pojawiają się doczepki jak choćby ta do raperów o zagranicznym akcencie. Niech nie zmyli was tytuł, to nie muzyka spod znaku Pana Yapy.

Posłuchaj

36. Eminem – My Name Is (1999, The Slim Shady LP). Slim gdy był młody i jeszcze mu się chciało tworzył świetne kawałki. „My Name Is” ma to wszystko czym Eminem uwiódł słuchaczy, czyli świetny tekst wypełniony sarkazmem a także charakterystyczną dla blondaska produkcję. Dobry utwór, aczkolwiek zawsze wolałem Shady’ego z okresu 2000-2002.

Posłuchaj

35. Grammatik – Płaczę Rymami (1999, EP+). Do tej pory mam wątpliwości co jest lepsze? Czy świetny, minimalistyczny, mroczny, klimatyczny beat od Noona czy może pełna refleksji i ciekawych metafor nawijka duetu Eldo i Jotuze? Nie potrafię wybrać. Jeżeli chodzi o polski hip-hop to ten kawałek to TOTALNA ESENCJA. I nie chodzi mi teraz o sam rap i epokę, ale o esencję dobrej muzy w ogóle. „EP+” był jednak tylko zapowiedzią opus magnum jakim było „Światła Miasta”.

Posłuchaj

34. Beastie Boys – Pass The Mic (1992, Check Your Head).If you can feel what I’m feeling then it’s a musical masterpiece” – Już pierwsza linijka mówi wszystko o tym tracku. „Pass The Mic” to zdecydowanie jeden z najlepszych utworów w dorobku Beastie Boys za sprawą świetnego, mglistego podkładu i rymów nowojorczyków.

Posłuchaj

33. Mos Def – Ms. Fat Booty (1999, Black On Both Sides). Pierwszą rzeczą jaką należy pogratulować Mos Defowi i Ayatollah’owi, który wyprodukował ten kawałek to dobór sampla. Aretha Franklin i jej „One Step Ahead” z 1965 roku to strzał w dziesiątkę! Jeżeli chodzi o warstwę muzyczną to świetny, bujające kawałek. Sam Def również dał nietuzinkowy popis zabawą słowem i w świetny sposób przedstawił 3 sceny ze spotkania z dziewoją o grubszym tyłku.

Posłuchaj

32. Outkast – Synthesizer (1998, „Aquemini„). Ten kawałek to totalny kosmiczny odjazd. Psychodeliczny beat łączy się tutaj z rozważaniami OutKast (które wspomaga George Clinton) na temat społeczeństwa, postępu, komputerów i naukowców. Minęło 16 lat, tematyka wciąż pozostaje aktualna a beat dalej działa.

Posłuchaj

31. Nas – N.Y. State of Mind (1994, Illmatic). No cóż, zacznę od tego, że cały album „Illmatic” to dla mnie wielkie dzieło. O tej płycie już wspominałem przy okazji opisywania swoich 10 ulubionych rap albumów. „N.Y. State of Minde” przykuł moją szczególną uwagę za sprawą piekielnie sprawnego podkładu od DJ Premiera. Mocne uderzenia perkusyjne łączą się tutaj ze psychodelicznymi klawiszami. Sam Nas natomiast niepokojąco rzuca linijki typ: „Give me a Smith & Wesson, I have niggas undressin’„.

Posłuchaj

30. Ol Dirty Bastard – Shimmy, Shimmy Ya. (1995, „Return to the 36 Chambers: The Dirty Version”). Debiut Mario Balotelliego hip-hopu jak wskazywała na to nazwa był powrotem do kapitalnego „Enter the Wu-Tang (36 Chambers)” Wu-Tang Clanu. „Shimmy, Shimmy Ya” oparte na mrocznym beatcie z charakterystycznym klawiszem to przykład typowego dla Big Baby Jesusa odjazdu. Jego flow to wielkie BAM a pierwszy singiel z powrotu do 36 komnat to środkowy palec dla wszystkich tych, którzy mówili mu jaki ma być.

Posłuchaj

29. 2Pac – I Wonder If Heaven Got A Ghetto (1997, R U Still Down? (Remember Me)). Jeżeli chodzi o albumy wydawane pośmiertnie to mam wiele wątpliwości natury moralnej. Zawsze zadaje sobie pytanie na ile jest to inspirowane chęcią ukazywania światu niewykorzystanego materiału a ile zwykłą chęcią zarobienia. Nie wiemy też, czy uśmierceni artyści chcieli by odkopywać coś co sami schowali. Dlatego też na kolejną nową płytę 2Paca, Michaela Jacksona czy też innego zmarłego artysty patrzę z przymrużeniem oka. Z drugiej jednak strony nie poznalibyśmy tak świetnego utworu jakim jest „I Wonder If Heaven Got A Ghetto„…

Posłuchaj

28. Snoop Dogg – Gin And Juice (1993, Doggystyle). Hit z debiutu Snoopa Dogga można by skwitować zwrotką: „Everything is fine when you listening to the D-O-G„. „Gin and Juice” to klasyczny, rapowy letni szlagier w którym czuć sporo luzu. Natomiast produkcja Daz Dillingera i Dr. Dre to bujająca perełka lat 90.

Posłuchaj

27. Pete Rock & C.L. Smooth – They Reminisce Over You (1992, Mecca And The Soul Brother). Powstanie singla „T.R.O.Y” zostało zainspirowane śmiercią najlepszego kumpla Troya Dixona. Chłopaki w tym utworze zawarli wiele wspomnień z dzieciństwa a także odniesień do swojej rodziny. Beat wyprodukowany przez Rocka to kawał dobrej muzy pełen fajnych sampli, przewodzącego saksofonu i przyjemnie plumkającej linii basu. Znalazłem podsumowania, gdzie kawałek ten był najlepszym trackiem lat 90. W moim rankingu jest dalej, co nie zmienia faktu, że to muzyka godna uwagi.

Posłuchaj

26. The Roots – The Next Movement (1999, Things Fall Apart). Nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek rankingu lat 90 bez The Roots. Co prawda dopiero się rozkręcali w tym czasie, ale mieli już na koncie kilka płyt. „The Next Movement” nagrany w końcowej fazie dekady to kawał dobrej muzy, gdzie usłyszymy skratche DJ Jazzy’ego Jeffa oraz wokale Jazzyfatnastees. Co do tekstu to podobno ważny jest kontekst historyczny a tytułowy Movement jest odbierany w dwojaki sposób. Jako ruch muzyczny oraz jako odniesienie do ruchu społecznego. Trochę to przekombinowane, gdyż nie widzę w tekście haseł o wolności dla czarnych braci a raczej teksty typu: „skończ przewijać kasety, kup CD”.

Posłuchaj

Muzyczne podsumowanie roku 2012: Wydarzenia

wydarzeniaKolejna część podsumowania całorocznego skupiona na najważniejszych wydarzeniach z poprzedniego roku.

Zacznę od najciekawszych koncertów, które można było zobaczyć w 2012 roku nad Wisłą. Z mojej perspektywy najważniejszym gigiem w którym brałem udział był występ Muse w łódzkiej Atlas Arenie. Brytyjczycy promowali w ten sposób najnowszą płytę „The 2nd Law”. Koncert był sporym przeżyciem pod względem wizualnym i muzycznym, nie zabrakło niczego z czego Muse słyną live. Druga sprawa to Off Festival 2012. Niestety miałem wrażenie, że pod względem line-upu był to jeszcze słabszy festiwal niż rok temu. Tendencja spadkowa? Trudno ocenić, mimo to i tak udało mi się zobaczyć kilka świetnych koncertów takich artystów jak: Battles, Converge, Metronomy, Death in Vegas, Doom czy też Dam-Funk. Dobrze za to radził sobie Opener. Mimo, że bazował na gwiazdach, które „już były” to i tak zazdroszczę tym, którzy mogli zobaczyć M83, Bon Iver, Public Enemy czy też New Order. Warto w tym miejscu odnotować, że część występów można było śledzić przez YouTube’a. Czwartym koncertem godnym wyróżnienia jest występ Coldplay na Stadionie Narodowym. Zespół się trochę wyrobiła a nowe piosenki nawet dają radę, mimo to wciąż tęsknie za „Parachutes”.

Muse-12

Rok 2012 był owocny w liczne powroty. Na początku roku usłyszeliśmy o powrocie hip-hopowej formacji 2 Live Crew. Mocny powrót ze zaświatów zaliczyła legendarna grupa Godspeed You! Black Emperor, która wydała ciekawy album „Allelujah! Don’t Bend! Ascend! „. Swoją działalność wznowili także: At the Drive-In, Grandaddy, The Replacements oraz Run/DMC. Warto także odnotować powrót The Rolling Stones, który w poprzednim roku świętował 5o urodziny. Rok temu pisałem o nowym zespole Micka Jaggera. Wydawało się wtedy, że to koniec Stonesów. Na szczęście wrócili i wydali nowy krążek. Szczęśliwy powrót zaliczył The Beach Boys, wracając do nagrywania piosenek o miłości, słońcu i muzyce. Inaczej natomiast potoczyły się losy takich grup jak: Das Racist (mieli być na offie!), Girls oraz Handsome Furs, które raczej nie nagrają już żadnej nowej piosenki.

izasnoop

Rok 2012 to rok ciekawych kolaboracji. Na początku roku mogliśmy zapoznać się z utworami powstałymi w wyniku połączenia sił Krzysztofa Pendercekiego i Johnny’ego Greenwooda z Radiohead. Natomiast w lato pokazał się album „OFF THE WIRE”, który powstał w efekcie spotkania Izy Lach ze Snoop Doggiem. W tym czasie dowiedzieliśmy się także, że Artu Rojek już nie zaśpiewa razem z chłopakami z Myslovitz. Legenda polskiego rocka znalazła sobie kilka dni później nowego wokalistę w postaci Michała Kowalonka z grupy Snowman.

W 2012 nie doczekaliśmy się wciąż nowej płyty Blur ani Ścianki. Frank Ocean tuż przed premiera swojej płyty „Channel ORANGE” przyznał, że lubi „pedałować” a Brytyjczycy podczas imprezy otwarcia i zamknięcia Olimpiady w Londynie dali kilku godzinny popis swojej kultury. Ważnym wydarzeniem około muzycznym było skazanie zespołu Pussy Riot na karę łagru.  W Polsce natomiast do łask powróciło disco polo za sprawą jednej piosenki – „Ona Tańczy Dla Mnie” grupy Weekend.

adam yauch

Pora zajrzeć do czarnego notesu. W poprzednim roku z życiem pożegnała się Whitney Houston. To kolejna ofiara swojej sławy i bogactwa. Mimo, że nie przesłuchałem żadnej jej całej płyty to i tak szacun za głos z lat 90. Wiosną 2012 roku świat hip-hopu wstrząsnęła wiadomość śmierci członka Beastie Boys – Adama Yaucha. Poza tym do lepszego świata przeszli: Irena Jarocka, Robin Gibb z Bee Gees, Davy Jones i wielu, wielu innych.

Muzyczne podsumowanie roku 2011: Teledyski

Tradycyjnie już pora na podsumowanie minionego roku. Przed nami Euro, Olimpiada i koniec świata. Obejrzyjmy się zatem jeszcze wstecz i popatrzmy na najfajniejsze i najciekawsze teledyski z 2011 roku.

Arcade Fire – Sprawl II (Mountains Beyond Mountains)

Beastie Boys – Don’t Play No Game That I Can’t Win (featuring Santigold)

Beastie Boys – Make Some Noise

Bon Iver – Holocene

Destroyer – Kaputt

Justice – Civilization

Myslovitz – Ukryte

Rammstein – Mein Land

St. Vincent – Cruel

Ten Typ Mes – Otwarcie

Beastie Boys – Hot Sauce Committee Part 2

Płyta, którą mieliśmy słuchać już w 2009 roku wychodzi dopiero teraz, potwierdzając jednocześnie, że nowojorczycy to nie są wcale stare pierniki.

Chociaż można było tak pomyśleć w 2007 roku przy okazji wydawania instrumentalnego The Mix-Up, który nie potwierdza ich wielkości jak poprzednie albumy. Ja oczywiście nie przestałem w nich wierzyć, aczkolwiek złe wiadomości na temat stanu zdrowia Adama Yaucha mogły snuć podejrzenia, że nie zagrają już razem. Jednak już wszystko wydaje się dobrze i Beastie Boys są już na prostej. Jeszcze nie grają live, ale po Hot Sauce Committee Part 2 widać, że są w formie.

Nowa płyta jest dobra. Czerpie z tego co najlepsze z wydawnictw Beastie Boys z poprzednich lat, jednocześnie nie wzbudzając podejrzeń u słuchacza o autoplagiat. Już z pierwszym trackiem mamy porządnego kopa niczym z Paul’s Boutique. Make some noise jest świetnym kawałkiem ,starej szkoły. Dopełnieniem jego wartości jest teledysk w którym uczestniczy plejada gwiazd razem z Elajdżą Łudem na czele. Z resztą oni zawsze byli znani z fajowskich klipów, wystarczy sobie przypomniec chociażby Sabotage czy też Intergalactic. To many rapers z NAS’em na featuringu przypomina już ten Beastie Boys z To The 5 Boroughts. Duży plus tego albumu. Lecąć dalej dojdziemy do Don’t Play No Game That I Can’t Win, gdzie świetna partię wokalna ma Santigold i jest jednym z ich najlepszych kawałków zahaczających o pop.

Nie należy zapomnieć, że chłopaki zaczynali od punk rocka. Podczas Lee Majors Come Again wracają do korzeni i pokazują innym dennym nu-heavy metalowym bandom jak należy łączyć gitary z rapem. Jednocześnie potwierdzają, że mimo zbliżającej się 50 dużymi krokami to mają sporo energii. Zastanawia mnie też, jak o jest, że pomimo tylu lat na karku to dalej nie przeszli mutacji głosu? Jedno jest pewne, dalej są w grze. Nie chcą być żywymi legendami, tylko wciąż dawać czadu i udowadniać, że jako biali Run-DMC są najlepsi. Hot Sauce Committee Part 2 w pełni to obrazuje. Ocena: 7/10.

posłuchaj

10 nietuzinkowych płyt hip-hopowych

Ostatnio zasłuchiwałem różnorakich rymów rapowanych i tak wpadłem na pomysł stworzenia listy 10 płyt bez, których hip-hop byłby uboższy. Płyty znane, klasyczne, wpływowe, dodające wiele do czarnego nurtu. Oto najważniejsze płyty z czarną muzą, które przesłuchać warto a nawet trzeba:

Beastie Boys – Paul’s Boutique (1989). Trzech byłych punkowców przechodzi na czarną stronę muzy i idąc w ślad Run/DMC dodają od siebie wiele nowego i dobrego do muzyki hip-hopowej. Choć nie pozostawiają ukochanego rocka gdyż wciąż można u nich usłyszeć gitarowe riffy i moc uderzenia w bębny. Stara szkoła hip-hopu w najlepszym wykonaniu. Chłopaki swobodnie wymieniają się poszczególnymi zwrotkami i czuć dobrą zabawę jaką mieli przy nagrywaniu tej płyty. Taki 5-Piece Chicken Dinner to 21 sekundowa esencja wyśmienitego dzwonka w telefonie. Poza tym nie jest jakoś poważnie, chłopaki rymują nawet o kolesiu jajku w Egg Man, który kończy się horror-ową nutą. A Hey Ladies idealnie ukazuje luzackość na tej krążku. Car Thief to przykład świetności podkładów na albumie z 1989 roku. Kolesie mają na prawdę talent i dobrze im to wychodzi. Może czasem przynudzają grając swoje improwizacje, jednak to co zrobili pod koniec lat 80 i początek 90 zasługuje na medal. I nie jest to zasługą ich żydowskiego pochodzenia. yo

Eminem – The Marshall Mathers LP (2000). Moja przygoda z Eminemem zaczęła się w podstawówce kiedy to pierwszy raz ujrzałem tego śmiesznie rapującego blondasa na niemieckiej vivie u babci podczas wakacji. Spodobał mi się od razu i zapamiętałem sobie to słowo na odwrócone E. Później kuzyn pożyczył mi oryginalną płytę gdzie na czarno-białej okładce słynny Shady siedzi przed domkiem. Dostałem wtedy od kuzyna tylko jedną wskazówkę. Nie słuchaj przy mamie piosenki numer 12. Początkowo nie ogarniałem tego o czym Em rapuje, ale wiedziałem, że jest mocno wulgarnie i kontrowersyjnie. W mediach było o nim głośno. Moim zdaniem płyta z 2000 roku jest jego najlepszą płytą w całej dyskografii. Na żadnej już następnej płycie nie był tak szokujący, tak wiarygodny i tak po prostu znakomity. Mamy tutaj takie kawałki jak Cryminal, I’m Back czy też The Way I Am. Jest druzgocący Kim, który przedstawia niezwykle prawdziwą kłótnię z Kim, którą na późniejszych albumach przepraszał i prosił o wybaczenie. Poza tym nasz biały raper nie pozostawia na nikim suchej nitki, wtedy obiektami drwin byli Fred Durst czy też Britney Spears. Poza tym na  płycie pojawiali się kolesie z D12 oraz między innymi X-Zibit, Snoop Dogg a w utworze Stan Dido, która później dzięki tej kolaboracji wypromowała się. Nad produkcja czuwał sam Dr. Dre. Teraz trochę Eminem jedzie już na sprawdzonych patentach, wtedy jednak było to coś nowego, co intrygowało a przy tym posiadało ogromny potencjał. Polecam.

Grammatik – Światła Miasta (2000). Swego czasu dużo słuchało się hip-hopu. Mieszkanie na osiedlu ma swoje uroki i wpływa na kształtowanie młodego umysłu. Jednak nigdy nie mogłem się przekonać do warszawskich grup a Grammatik mimo, że znałem od dawna to doceniłem stosunkowo nie dawno. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z najmądrzejszych płyt (nie tylko hh) jaka powstała w tym kraju. I mimo, że mija już dekada odkąd wyszła na świat to jej teksty  i tematy w nich obrane są wciąż aktualne. Światła miasta charakteryzuje nie zwykła dojrzałość. Eldo w wieku 21 lat śmiało wyznaje „Nie mam już sił by przez dziurkę od klucza świat podglądać”, „A ja tylko chcę sam kierować swoim życiem” czy „Gdy jest się młodszym, chce się bawić, szaleć / Ja już dojrzałem i chyba za wcześnie zezgredziałem chyba”. Biciki i podkłady idealnie komponują się w przemyślenia młodych Warszawiaków. Nie ma tu plastiku, sama poezja nowoczesna podana w luźny, niezobowiązujący i niewymagający rapowy sposób. Posłuchajcie kiedyś późną nocą, gdy będziecie sami.

NAS – Illmatic (1994). Debiut nowojorczyka, który również udzielał się w The Firm (nie kojarzcie z naszą firmą) okazał się objawieniem hip-hopowym swego czasu. Płyta raczej nie jest nasiąknięta singlami podbijającymi serca słuchaczy radia, ale tworzy jednolity, ciekawy i na wysokim poziomie kawał dobrego hip-hopowego gówna. Po przeciwnej, cieplejszej stronie nagrywał wtedy Snoop Doggy „You don’t love my, You love my doggystyle” Dogg, ale to Nas w moim guście więcej dał tej muzie. Czuć na niej klimat zimnego, brudnego Nowego Jorku. I raczej nie opisuje radośnie swojego otoczenia. „Dear Born, you’ll be out soon, stay strong / Out in New York the same shit is going on” ,”You see the streets have me stressed somethin terrible” . Te fragmenty dobrze obrazują tę płytę. Warto zauważyć, że raczej nie ma mowy tutaj o jakimś gangsta rapie a hip-hop lat 90 idzie już w inną stronę. Dzisiaj do inspiracji tą płytą przyznają się obecnie najpopularniejsi raperzy z Eminemem i The Game na czele a sam Nas nagrywa „Hip Hop is Dead”

Notorious BIG – Ready To Die (1994). Christopher Wallace czyli po prostu Notorious BIG. Faktycznie tak wielki jak się określa. I nie chodzi tu już nawet o wielkość i masę jaką posiadał, ale to ile zrobił dla hip-hopu w swoim krótkim życiu. I Tu kolejny paradoks. W nazwie debiutanckiego albumu zawarł gotowość na śmierć. Za pewne nie wiedział, że trzy lata później dojadą go na zachodnim wybrzeżu tuż po wydaniu drugiego albumu. Sprawa z nim jest dość mało jasna. Początki miał jak każdy murzyn z dzielnicy. Schemat: rzucenie szkoły, bujanie się po krawężnikach, sprzedaż narkotyków, paka, rapowanie, wydanie płyty. Nie będę wnikał w to czy był zamieszany w śmierć Tupaca i czy jego morderstwo to była po prostu zemsta. Obaj nie żyją i trzeba im oddać, że robili porządny kawał czarnej muzy. Sam Notorious BIG słynną nie tylko z fałdowanej budowy ciała ale z świetnych freestyle’ów. Wróćmy jeszcze do albumu. Pełno tutaj dziarskiego flow, dobrego brzmienia oraz fajnych skitów z narodzinami w intro i smarkaniem w Gimme the Loot na czele i wiele, wiele rożnych, różniastych, serio różniastych he he. Tematy tekstów natomiast dotyczące murzyńskich spraw ulicy „Your face, my feet, they meet, with stompin”. Koleś zna się na rzeczy, sprawdź to gówno yo yo.

N.W.A. – Straight Outta Compton (1988). To najniebezpieczniejsza Grupa Świata właśnie stworzyła podwaliny haseł, dziś wszech obecnych w hip-hopie, zwłaszcza tym blokerskim typ chwdp (hwdp), jp100%, slu itd itp. Określając to jasno w tytule piosenki Fuck The Police. Zresztą zerknijcie sobie też na tytułowy opener Straight Outta Compton. Grupa nie istniała za długo, jednak wpisała się do rapowanej księgi. Szybko zrozumieli, że ten interes bardziej opłaca się solo. I tak do dziś Ice Cube nagrywa płyty, które mają swoich odbiorców a Dr-Dre zajmuje się produkcją i często widzimy jego mordkę czy to obok Snoop Dogga czy Eminema. Podobnie jak Public Enemy chłopcy opowiadają jak to ciężko jest się bujać po dzielni, gdyż miejscowi szeryfowie zatruwają im skutecznie życie. Jednak swoją frustrację wyładowują w sposób dość agresywny jak i na swój sposób sugestywny i jasny na swoim drugim albumie. Widać, że West Coast też nie miał lekko. Czuć, że jest gorąco i nie tylko z powodu typowo kalifornijskiej pogody. Poza tym byciem murzynem w drugim na liście najbiedniejszych przedmieść Stanów Zjednoczonych musiało zaowocować taką płytą. Warto jednak tego posłuchać bo płyta jest oparta na fajnych podkładach a kolesie z Ice Cubem i Eazy-E na czele wyróżnili się spoko nawijką. Weź to poczuj.

Paktofonika – Kinematografia (2000). Zanim jeszcze nastały czasy tak zwanego hip-hopolo to warto zauważyć, że początki polskiego rapu są płodne w dobre płyty. Nie było chyba owocniejszego w tym czasie miasta niż Katowice. Kaliber 44 doceniam, ale nigdy nie byłem fanem psycho rapu. Przejście Magika do PFK było najlepszym transferem w dziejach polskiej muzy. A owocem tego jest album Kinematografia. Tego wcześniej nie było. W dodatku po śmierci Magika grupa został legendarna a ostatni pożegnalny koncert odbył się w 2003 roku. Każdy z nich prezentował swój, rozpoznawalny styl. Magik tego nie wytrzymał, ale Rahim i Fokus dalej nagrywają. Pierwszy z nich jest dla każdego ziomka z ławki po blokiem takim Kurtem Cobainem, jego wrażliwość pozwoliła nam słuchać wyjątkowych tekstów ale także przyniosła przedwczesną śmierć. Rahima spotykam na zakupach w Auchan, ale trzeba mu przyznać, że jest bardzo kreatywny i pomysły ma bardzo dobre. Co do Fokusa to wzbudzał zawsze najwięcej mojej sympatii. Jego barwa głosu wyróżnia go spośród innych polskich raperów. Niezniszczalność Fokusmoka jest również wynikiem ogromnej charyzmy. A płyta? Trzeba znać. Takie klasyki jak Jestem Bogiem czy Chwile Ulotne potrafi zanucić każde dziecko w piaskownicy. „Kawłek jest stary, ale nie o to chodzi” „a o co?” „posłuchaj tego”

Public Enemy – It Takes A Nation Of Millions To Hold Us Back (1988). Lata 80 to nie tylko pudel rock, Franek Kimono, Disco Polo i kostka rubika. To także rozkwit muzyki ulicy, czyli hip-hopu, który miał charakterystyczne brzmienie i bazował często na rockowych podkładach. Public Enemy to idealny przykład jak głos czarnych mniejszości wołał głośno „fuck off”. Pełno tutaj krytyki polityki rządu Stanów Zjednoczonych i ogólnie jazda i dissy na wszystko co odgórne i medialne zakłamanie „Some media is the whack / You believe it’s true, it blows me through the roof / Suckers, liars get me a shovel”. Warto wspomnieć, że to już kolejna grupa z Nowego Jorku, która pojawia się w zestawieniu. East Coast Rulez jednak. Przyznam się, że przed odsłuchem pierwszy raz ich nie wiedziałem czego się spodziewać. Nazwa brzmi dość groźnie. Wróg publiczny. Wyobrażałem już sobie nie wiadomo co, brzmienie jednak mają całkiem przyjemne i old schoolowe. Wsłuchując się w teksty wychwytuje się te nie zadowolenie, bo teksty są mocno upolitycznione. Od tego momentu wielu raperów jechało po władzy a obecnie jest to już niemal powszechne. Bo hip-hop najczęściej opowiada albo o tym jak się jest zajebistym czarnuchem i ile to lasek zaliczyło na imprezie albo o tym jak ch**** jest w naszym mieście.

Run-D.M.C. – Run-D.M.C. (1984). O pierwszych krokach hip-hopu i Run-D.M.C. już pisałem w recenzji Raising Hell. Przyjrzyjmy się jednak z bliska debiutanckiej płycie, która pokazała, że muzyka rapowana może być nie tylko fajna dla czarnej młodzieży bo przy rytmach Run-D.M.C. bawił się również świetnie biały „rockowy” narybek. Głównie dzięki łączeni rockowych podkładów pod rapowanie Run’a i DMC. Kolesie o świetnym wizerunku czarnych skór, białych butów adidasa, łańcuchów i kapeluszy na stałe wpisali się w kanony muzyki rozrywkowej. Trzy pierwsze płyty nadały ton późniejszego rapu i przetarły drogę dla takich zespołów jak Beastie Boys czy też późniejszych gangsta bandów Public Enemy czy N.W.A. Można w sumie powiedzieć, że to od nich się zaczęło. Debiutancka płyta była innowacyjna, może bez wielkich hitów, które pojawiły się później (Walk This Way, It’s Tricky), ale miała to coś co podbiło w latach 80 serca amerykańskiej młodzieży i nie tylko. Do tej pory grupa mimo, że się rozpadła i pozostało żywych już tylko dwóch członków to traktowana jest z szacunkiem i jest rozpoznawana. Myślę, że warto sprawdzić dlaczego teraz w towarzystwie wyuzdanych lalek 50 cent liczy dolary w swoim hammerze.

Wu-Tang Clan – Enter The Wu-Tang (36 Chambers)(1993). Legendarna grupa ze Staten Island w Nowym Jorku i ich arcydzieło z 1993 roku to pozycja obowiązkowa dla każdego fana czarnych rytmów. Nie tylko dla dresików z bloku ale i każdego entuzjasty muzyki grupa Wu-Tang Clan powinna stanowić ogniwo porządnego hip-hopu. W składzie Ghostface Killah, GZA, Inspectah Deck, Masta Killa, Method Man, Raekwon The Chief, RZA, U-God i nie żyjący już Ol’Dirty Bastard. Każdy z nich w późniejszym czasie nagrywał świetne płyty solowe i robią to do dziś i są w dobrej formie. Początek lat 90 to okres pojawienia się gangsta rapu a Wu-Tang Clan to przedstawiciele mafioso rapu. Poza tym nastąpił powolny kres łączenia rapu z rockiem a czarna muza obrała własny kierunek. Debiut nowojorskiej grupy jest przepełniony świetnymi bitami (Shame on A Nigga, Tearz), kolesie nawijają o ciemnych stronach życia w Nowym Jorku „Who don’t pay they bills on time and fuck wit digital /Never seen, smoke a bag of evergreen” a cała płyta trzyma wysoki poziom i jest pełna wstawek z filmów kung-fu. Mamy tu też tak kultowe kawałki jak Protect Ya Neck, C.R.E.A.M. czy też Wu Tang Clan Ain’t Nuthing Ta Fuck Wit. Pojawiają się także różniaste skity z typową szybką murzyńską gadaniną, niektóre całkiem zabawne. Tą płytę trzeba po prostu znać.

9 piosenek do samochodu

Jeżeli jesteś człowiekiem pracy to zapewne posiadasz własny samochód. Każdy szanujący się obywatel wykonywający ciężką pracę ma swój własny pojazd. Mowa tutaj o tych dwuśladowych, jednośladowce niestety odpadają, autobusy też.. Oto moja lista dziewięciu kawałków, które warto puścić podczas jazdy swoim autkiem poprzez nasze ojczyste drogi. Dla każdego samochodu czy jest to Fiat Uno, Czarne cinquecento, Ferrari czy też  zwykły maluch. Dlaczego dziewięć? Nie zawsze musi być to liczba parzysta lub podzielna przez 5. Let’s go!

1. Radiohead – The National Anthem. Wyobraźcie sobie, że pędzicie droga krajową a w tle leci ten kawałek Radiogłowych. Lekko zmieniacie czwórkę na piątkę, dodajecie gazu i swobodnie płyniecie do przodu przy tym mocarnym basie wywołującym niemal trans. Jedziecie równo, uderzenia w hi-hat regulują wasz puls, patrzycie prosto przed siebie. To inni rozlgądają się za wami. W końcu dojeżdżacie do piekarni po kołaczyki, koniec utworu.

Posłuchaj.

2. Muse – Supermassive Black Hole. Jeżeli jesteście jeszcze w liceum to pewnie marzy wam się podjechać po szkołę wypasioną bryką, wylansować się na masce w istnym gangsta stylu. Zapomnijcie o hip-hopie i tępym łupaniu techno. Zróbcie to z klasą. Zapodajcie disco Muse z ich Supermasive Black Hole. Z pewnościa zwrócić uwagę wszystkich fanów Zmierzchu. Pamiętajcie Muse z 2006 jest podobno Sexy. Nie zapomnijcie o skórze i duzych przyciemnianych okularach.

Posłuchaj

3. Jay-Z feat. Mr. Hudson – Forever Young. Oczywiście nie każdy buja się super brykami po mieście. Dlatego, jeżeli wasz samochód ma ponad 10 lat a na liczniku już ponad setkę w przejeździe a na karoserii zaszczytny napis „Young” to nie pozostaje nic innego jak puścić ten hicior. Najlepiej w nowej wersji z Jay-Z, który jak zwykle jest konkretny i nie schodzi poniżej określonego poziomu. Na pewno waszemu samochodowi będzie lżej podjeżdżać pod strome podjazdy.

Posłuchaj

4. Hot Chip – Over and Over. Nie ma to jak stary, dobry electro-pop w samochodzie. Sam lubię. Jedzie się przyjemniej od razu. A Hot Chip w tej kategorii jest sprawdzony, muza nie tylko na imprezę. No chyba, że impreza jest w samochodzie. Drogi wydają się równiejsze a jak dacie głośniej to nie musicie słuchać wtedy jak wam coś strzela w kole podczas skrętu w lewo. Jak widać same plusy, więc czemu nie spróbować?

Posłuchaj

5. Justin Timberlake – SexyBack. W zasadzie każdy Justin się nadaje. Kiedy wiesz, że czeka Ciebie długi, nudny dzień w pracy, uczelni czy gdziekolwiek jedziecie z rana to warto o poranku na tak zwane obudzenie puścić sobie Bosssskiego Justina. Podkład Timbalanda rozrusza wasze ociężałe ciała a wokal obudzi duch walki. Zobaczycie, że będziecie tego dnia szybciej  w pracy niż zwykle. Kiedy poranek dobry to i dzień od razu lepszy, efekt gwarantowany.

Posłuchaj

6. The Rapture – House of Jealous Lovers. A jak już wracacie z pracy i generalnie wszytko was irytuje. Zwłaszcza gdy chcecie być już mocno w domu bo szef was wkurzył, każdy coś chce albo wylała Ci się kawa na spodnie, ale niestety nie możecie ruszyć bo korki są everywhere a na dodatek wleczecie się za autobusem. Zapodajcie wtedy The Rapture, naciśnijcie na gaz, wymińcie (choćby na chama) autobus i jedźcie już do swoich domów.

Posłuchaj

7. The Beach Boys – Kokomo. Wakacje. Oj Tak Tak! Zapakujcie wasze walizki, wrzućcie do bagażnika. Zabierzcie do samochodu drogie wam osoby i pędźcie czym prędzej na plaże, w góry, na mazury czy gdziekolwiek lubicie jechać by przez krótki okres czasu odpocząć i poleżeć trochę. Na podroż wakacyjną polecam wiele piosenek, zacznijcie jednak od Beach Boysów, zwłaszcza gdy kierunkiem waszej podróży jest piękne słoneczne miejsce. Kokomo wprawi was w wakacyjny nastrój i pozwoli cieszyć się tymi fajnymi chwilami już w samochodzie. Dobra wiem, najbardziej sprzedana piosenka Beach Boysów, ale lubimy ją mimo wszystko. Niech każdy jedzie do swojego własnego Kokomo.

Posłuchaj

8. Beastie Boys – Sabotage. Jeżeli zdarzy wam się kiedyś uciekać przed policją (czego oczywiście tutaj nie popieramy) albo gangiem handlarzy narkotyków. Ogólnie jak będziecie mieć akcję niczym z filmów akcji,takich z lat ’80 i ’90 (coś w stylu Nieustraszony) to musi wam grać Sabotage.Wtedy wydarzą się rzeczy niemożliwe a wasze włoskie samochody będą przeskakiwać przepaście tak jak ten dzielny samochód.

Posłuchajcie, a raczej zobaczcie o co chodzi.

9. Queens of The Stone Age – In My Head. O Joshu Hommie jeszcze chyba tutaj nie było. Jeżeli ktoś grał kiedykolwiek w grę Need for Speed Underground 2 to wie o co chodzi. Nie o samą grę tutaj chodzi, piosenka ta idealnie sprawdza się podczas przebywania kolejnych kilometrów naszym wehikułem. So i need it.

Posłuchaj

I tak dobrnęliśmy do końca naszej listy. Kolejność utworów oczywiście przypadkowa. Widzimy się na trasie.