OFF Festiwal 2019 – Relacja

Nim przejdę do pełnej relacji z tegorocznego OFF Festiwalu w Katowicach, chciałbym złożyć parę podziękowań.

Dziękuje Offie, że piątkowe koncerty na papierze wyglądały najsłabiej. Dzięki temu nie przegapiłem niczego z kategorii „must see” stojąc ponad godzinę w kilometrowej kolejce do wymiany biletu na opaskę.

Dziękuje Offie, że ponownie zabrałeś mi ten groźny i zagrażający bezpieczeństwu korek z butelki. Mam nadzieje, że oddajecie je tylko w jakiejś zbiórce na chore dzieci lub zwierzątka.

Dziękuje Offie za sztos jaki przeżyłem na kapitalnym koncercie Slowthai. Cieszy mnie, że nie zapominasz o fanach alternatywnego hip-hopu.

Dziękuje Offie za podtrzymywanie tradycji legendarnej sceny leśnej, która od lat słynie z najlepszych koncertów. Takich wiecie, nie za dużych jak na głównej i nie za małych jak w namiocie. The Comet is Coming idealnie wpisali się w ten profil koncertu!

Dziękuje Offie, że ponownie zaprosiłeś Pablopavo i Ludzików. Bez nich ludzie w sandałach nie mieliby co robić pierwszego dnia.

Dziękuje Offie, że skrupulatnie zasłaniasz front sceny eksperymentalnej. To idealne rozwiązanie dla ludzi, którzy nie mieszczą się w namiocie a nie chcą widzieć co się dzieje na scenie.

Dziękuje Offie, za epicki występ Durand Jones & The Indications. To był zdecydowanie najlepszy koncert dnia otwarcia imprezy. Piękna, melodyjna i urocza mieszanka soulu i r’n’b poruszała do tańca. Za takie koncerty najbardziej doceniam OFF Festival!

Dziękuje Offie, za możliwość usłyszenia mocno hajpowanego w ostatnim czasie black midi. Dali czadu.

Dziękuje Offie, że co roku odgrzewasz brytyjskie britrockowe kotlety z lat 90 i serwujesz je na scenie głównej. Lider Pulp – Jarvis Cocker z tymi swoimi koślawymi ruchami, tą całą teatralnością i nieudolną próbą mowy po polsku był tak żenujący, że 20 minut oglądania tego kiepskiego show zmęczyło mnie niemiłosiernie.

Dziękuje Offie, że w trakcie koncertu Jarvisa Cockera w namiocie Trójki grała Emerald. Tam można było się pobawić!

Dziękuje Offie, za bogatą ofertę gastronomiczną. Ładnie jest popatrzeć na bezglutenowe zupki, węgierskie gołąbki bez smaku, steki za osiem dyszek, sojowe coś tam, dania z ciecierzycy i jedzenie dla odważnych. Jednak i tak 90 % ludzi stanie w kolejce po frytki, burgera albo kiełbasę. Tęsknie za starymi stoiskami grillowymi i pamiętną żołnierską grochówką z przyczepy.

Dziękuje Deno Kebab Mikołów, że nakarmiłeś głodnego uczestnika OFF Festiwalu.

Dziękuje Offie, że zwróciłeś uwagę na prężnie rozwijającą się scenę polskiego hip-hopu i zaprosiłeś Janka – rapowanie. Jednocześnie nie dziękuje krakowskiemu raperowi, bo odjebał manianę jakich mało. Krótki występ, bucowate teksty typu „jak was mało”, „też się dziwię co tu robię” i wspominanie swojej eks. Ja wiem, że mamy „dzikie czasy kurwa”, ale ogarnij się synek.

Dziękuje Offie, że sprawiłeś, że nikt nie tęsknił na Offie za Tame Impala. Doceniam, że potrafiłeś zorganizować równie interesujący koncert z nurtu psychodelicznego rocka i to prosto z Brazylii. Mowa o kapitalnym Boogarins.

Dziękuje Offie, że za sprawą grającego Dezertera znowu się poczułem jakbym był w Mysłowicach na starym offie.

Dziękuje Juanie Wautersie, że tak ładnie potrafiłeś uśpić cały namiot Trójki. Rodzice z małymi dziećmi mieli, gdzie wpaść.

Dziękuje Offie za to, że konsekwentnie dbasz by na festiwalu było kolorowo i różnorodnie. Bamba Pana & Makaveli dostarczyli wystarczająco egzotyczności.

Dziękuje Offie, że mogłem się przekonać o tym, że Soccer Mommy brzmi na żywo znacznie lepiej niż na płytach. I o tym, że ma strasznie długie przerwy między utworami.

Dziękuje Offie, za pierdolnięcie w wykonaniu Electric Wizard. Tego mi było potrzeba w ten chłodny, sobotni wieczór.

Dziękuje pewnemu miłemu Argentyńczykowi, z którym rozmowa umiliła mi czas podczas konsumpcji ohydnego wegańskiego gołąbka.

Dziękuje Foals za „Spanish Saharę” w wykonaniu na żywo oraz cały występ, który osiągnął poziom jaki przystał na headlinera.

Dziękuje Wczasom za dwa epickie koncerty. Do tej pory nie jestem pewien, który był lepszy. Jednak jedno jest pewne, to były najlepsze występy tego festiwalu.

Dziękuje Offie, że po raz trzeci zaprosiłeś Trupa Trupę. Nie miałem okazji ich wcześniej widzieć na dużej scenie, teraz już wiem, że dają radę zarówno w klubie jak i plenerze.

Dziękuje Offie za smaczki w stylu Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”. Takie wydarzenia dodają kolorytu imprezie.

Dziękuje Stereolab, że wciąż trzymają poziom.

Dziękuje pewnej nawalonej dziewczynie, że podczas koncertu Daughters dała mi poczuć się jak w pogo będąc na końcu namiotu. Jprdl, ludzie jak chcecie skakać i wymachiwać rękami to idźcie pod scenę, albo róbcie to gdzieś z dala od innych.

Dziękuje wokaliście Daughters, że pokazał wszelkie rodzaje groźnych miny i swoje tatuaże na klacie.

Dziękuje Suede, że naprawili to co spieprzył Jarvis Cocker. Jednak warto zapraszać britpopowych pierników z wysp.

Dziękuje Offie za kolejną fajną edycję, za rok chętnie wrócę! Jednak tym razem proszę o akredytacje. Bo wiecie, ludzie byli poruszeni. Jak to? Paweuu Alternativ Blog w kolejce po opaskę? Pozdro!

A ta relacja, to w sumie nie potrzebna. Bo chyba napisałem już wszystko to co chciałem…

Reklamy

Tauron Nowa Muzyka Katowice 2019 – Relacja

Tegoroczna edycja Tauron Nowa Muzyka Katowice była moją czwartą, więc można już mówić o małej tradycji mojego uczestnictwa w tej imprezie. Katowicki festiwal przyzwyczaił mnie do dużego poziomu organizacyjnego i kapitalnych występów. Mam nadzieję, że ten wysoki poziom zostanie zachowany także i w przyszłych edycjach. Jak zwykle było bardzo dobrze, a więcej szczegółów na ten temat poniżej.

Dzień I

Piątek rozpoczął się od występu Jazzanovy na scenie Tauron Music Hall. Niemiecki kolektyw muzycznie uderzał bardziej w funkowe tony aniżeli jazzowe. Jednak z sceny czuć było dobrą energię i była to idealna rozgrzewka przed pozostałymi występami. Następnie udałem się pod główną scenę Miasta Muzyki na występ Fisz Emade Tworzywo. Zespół braci Waglewskich to dość ciekawy twór, który rozpoczynał od eksperymentów z hip-hopem a skończył na zabawie z brzmieniem disco z lat 80. Utwory z nowej płyty „Radar” brzmiały interesująco i zachęciły mnie do tego by sprawdzić tą płytę w domowym zaciszu. Nieco rozczarował mnie występ londyńskiego rapera GAIKA. Cały odśpiewany na auto-tunie, bez polotu i na jedno kopyto. Co prawda raper dysponuje dobrym materiałem na fajny występ, jednak tego dnia nie potrafił mnie porwać do tańca.

Występem dnia był oczywiście koncert legendarnej grupy Kraftwerk. Zainteresowanie nim było ogromne. Oczywiście można by się doczepić, że nie dla każdego starczyło okularów 3-D a efekty projekcyjne nie były rewelacyjne. Nie zmienia to jednak faktu, że był to bardzo dobry koncert. Niemcy dostali wyjątkowo więcej czasu na show (90 minut) i w tym czasie zachwycili zebraną pod sceną publikę. Rozpoczęli od „Numbers„, które idealnie wprowadziło widownie w koncertowy trans. Grupa odegrała swoje największe hity takie jak „The Model„, „Auto-Bahn” czy też „Tour De France„. Nie zabrakło świecących kombinezonów, efektów świetlnych, lądującego kosmicznego spodka tuż obok katowickiego Spodka a także tańczących manekinów-robotów do utworu „The Robots„. Mimo, że panowie z Kraftwerk są wieku moich dziadków to potrafili dać ładny wizualnie i cieszący ucho występ.

Na scenie Red Bull Stage występował Kornel Kovacs. Jego ostatni krążek został bardzo dobrze przyjęty przez fanów i dziennikarzy, dlatego spodziewałem się dobrego dj setu. Taki też i dostałem. Szwed o węgierskich korzeniach porwał katowicką publikę do tańca i prawdopodobnie zagrał najlepszy występ na tanecznej scenie Taurona. Ponownie powróciłem pod główną scenę by sprawdzić The Mouse Outfit. Manchesterska grupa składająca się z 9 osób dała energiczny, acz nieco chaotyczny występ. Co prawda hip-hop z żywymi instrumentami zawsze robi wrażenie, to w tym wypadku wydawał się on nieco przekombinowany.

Dzień II

Dzień drugi rozpocząłem od występu Króla na Tauron Music Hall. Widziałem już wcześniej występ tego artysty, a także koncert jego wcześniejszego zespołu UL/KR. Jednak dopiero teraz udało się muzykowi z Gorzowa bardziej mnie zainteresować jego twórczością. Świetny kontakt z widownią, dowcipny żart i dobra muzyka. Tak w skrócie można podsumować ten występ. Król już w zasadzie od połowy występu żegnał się z widownią, bo „tyle jeszcze fajnych koncertów do zobaczenia” i „trzeba dziś jeszcze potańczyć”. Muzycznie natomiast dawał radę, a jego najnowsze piosenki dobrze brzmiały na żywo, zwłaszcza odegrane „Z Tobą/DO DOMU„. Następnie udałem się pod scenę główną na koncert duetu Smolik/Kev Fox. Widziałem już wcześniej ich występ na Tauronie w 2016 roku. Od tamtego czasu polsko-brytyjska grupa nie nagrała zbytnio więcej materiału toteż ten koncert ponownie był mieszanką utworów z płyty „Smolik/Kev Fox” wydanej w 2015 roku i coverów. Fajny, energiczny show (genialny perkusista!)  jednak z racji, że już wcześniej to widziałem to przeżyłem go bez większych emocji.

Na scenie Red Bulla zgromadziła się spora liczba widowni by zobaczyć Kamp!. Fajny występ, jednak wolę grupę w bardziej piosenkowo-koncertowym wydaniu. Spore oczekiwania wiązałem też z występem Apparata. Członek grupy Moderat słynnie z eksperymentowania z różnymi gatunkami muzycznymi, jednak w moim odczuciu zagrał raczej bezbarwny koncert. Mocno nie równy występ w połączeniu z dość sennymi kompozycjami sprawił, że to show nie wywołał u mnie zbyt wielu pozytywnych przeżyć. Raczej nie będę rozpamiętywał tego koncertu latami. Z racji, że nie udało mi się dostać do Sali Kameralnej NOSPR na występ Lisy Morgenstern to wylądowałem w amfiteatrze NOSPR na występie Kamila Pivota. To było jedno z moich pozytywnych odkryć tej edycji. Nie wiedziałem, że można tak fajnie rapować o pieluchach, problemach z dziećmi i piłkarzach jednocześnie. A kawałek o Ruchu Chorzów genialny!

Najważniejszym tego dnia wydarzeniem był jednak koncert Skepty. Brytyjski raper obracający się w klimatach grime’u, dał rewelacyjny występ. Porwał publikę do machania rękami, tańczenia i bujania się. Raper odegrał głównie utwory z swojej najlepszej płyty „Konnichiwa” oraz najnowszej „Ignorance Is Bliss„. Świetnie na żywo zabrzmiały takie utwory jak: „Shutdown„, „That’s Not Me„, „Bullet from a Gun” czy też „What Do You Mean?„. Jednak najwięcej frajdy sprawiło mi odsłuchanie jednego z moich hymnów zeszłego lata – „Praise The Lord„. To był prawdopodobnie najlepszy koncert całego festiwalu. Drugim ważnym występem tego dnia był występ duetu GusGus. Masakryczny tłum zgromadzony w Tauron Music Hall ledwo pozwolił mi się przedostać na ten koncert. Było jednak warto. To był prawdopodobnie najbardziej patetyczny, podniosły i zjawiskowy koncert tego dnia. Grupa brzmi równie dobrze na żywo tak jak na studyjnych albumach.  Resztę dnia a w zasadzie nocy spędziłem na scenę Future!/carbon, gdzie występował m.in. AVTOMAT czy też dogheadsurigeri. W tym roku taneczne sceny mocno dawały radę, aż szkoda było opuszczać tę imprezę.

To był niezwykle udany festiwal, który w tym roku może się pochwalić rekordową frekwencją. Czekam już na następną edycję tej wspaniałej imprezy i mówię „TAURONIE DO ZOBACZENIA!”

Tauron Nowa Muzyka Katowice 2019 – Zapowiedź

Tradycyjnie już na terenie Muzeum Śląskiego w Katowicach odbędzie się kolejna edycja festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice. W tym roku ponownie będę miał uprzejmość gościć na tej imprezie. Mam nadzieję, że i Wy zawitacie do stolicy Śląska. Oto kilka przydatnych informacji na temat tegorocznego Taurona.

Gdzie i kiedy?

Niby w centrum, a trochę z boku. Dobry dojazd, sąsiedztwo NOSPRU z wspaniałymi widokami na Spodek i nowe biurowce. To właśnie teren Muzeum Śląskiego, gdzie wcześniej znajdowała się Kopalnia Węgla Kamiennego Katowice. To właśnie tam po raz XIV odbędzie Tauron Nowa Muzyka Katowice. Termin? Tym razem jest to ponownie konie czerwca, a dokładnie 20-23 czerwca 2019.

Jakie gwiazdy wystąpią?

W tym roku największą gwiazdą imprezy jest bez wątpienia grupa Kraftwerk. Niemiecka legenda muzyki elektronicznej zaprezentuje występ 3-D. Z całą pewnością usłyszymy ich największe hity w tym „The Robots” czy też „The Model” bądź „Trans-Europe Express„. Drugim headlinerem festiwalu jest Skepta. Brytyjski DJ i producent ma na koncie utwory m.in. z A$AP Rocky’m, Blood Orange czy też Dizzee Rascal’em. Artysta jest na scenie od 2004 roku i w tym czasie zdążył nagrał całkiem sporo dobrego materiału by zapełnić pełen festiwalowy występ.

Kto jeszcze zagra?

Z całą pewnością warto posłuchać hip-hopowego The Mouse Outfit. Z piątkowych koncertów warto jeszcze sprawdzić dj set od Kornela Kovacsa, który zaprezentuje najnowszy album „Stockholm Marathon„. Natomiast w sobotę warto udać się na występ Apparat, czyli solowego projektu Saschy Ringa z grupy Moderat. Poza tym tego dnia wystąpi gitarowa formacja Gus Gus, zawsze wciągający Laurel Halo oraz Matthew Dear. Z polskich artystów warto sprawdzić jak brzmi na żywo najnowszy album KAMP!, co słychać u Króla oraz ponownie posłuchać Smolika z Kev Foxem oraz Fisz Emade Tworzywo.

Ile kosztują bilety?

Na tą chwilę można zakupić karnety dwudniowe w cenie 329 zł oraz trzydniowe (20-22.06) za 389 zł. Dostępne są również bilety jednodniowe w cenie 199 zł za sztukę. Bilety można zakupić TUTAJ.

Więcej informacji na temat wydarzenia pod linkami:

Strona główna

https://www.facebook.com/NowaMuzyka/

https://www.instagram.com/nowa_muzyka/

 

 

OFF Festival 2019 – Zapowiedź

XIV edycja kultowego już OFF Festiwalu nie jest być może jubileuszowa, ale jest nie mniej ważna na festiwalowej mapie Polski. Tradycyjnie publikuje najważniejsze informacje na temat tegorocznej edycji święta muzyki alternatywnej i gorąco zachęcam do uczestnictwa.

Gdzie i kiedy?

Okazuje się, że jednak jest to jubileuszowa edycja. Otóż OFF po raz już dziesiąty zagości w Katowicach, a dokładnie na Trzech Stawach. Kto był wcześniej w stolicy Śląska, ten wie, że nie brakuje tutaj zieleni. Nie inaczej jest na Trzech Stawach. OFF idealnie się odnalazł w pobliżu drzew, jezior oraz lotniska. Czas imprezy to już tradycyjnie pierwszy weekend sierpnia, który w tym roku wypada na 2-4 sierpnia.

Jakie gwiazdy wystąpią?

Tegoroczni headlinerzy to indie rockowcy z Foals, którzy ładnie się rozkręcają ze swoją muzyką. Kiedyś mnie drażnili i wydawali się kolejną brytyjską kapelą grającą nic nie wnoszącą nowego gitarową muzykę. Dziś mają swój rozpoznawalny styl, z którego pełnymi garściami czerpią młode kapele. Kolejna hit kapela to legenda britpopu lat 90 Suede. Mimo, że mają na koncie wiele hiciorów to na pewno nie zabraknie nowszych utworów. Trzecia gwiazda to kolejna legenda z lat 90. Mowa o Stereolab, które dzięki albumowi „Emperor Tomato Ketchup” odcisnęło swoje piętno na muzykę z pogranicza popu i alternatywy.

Kto jeszcze zagra?

Na pewno warto zwrócić uwagę na The Comet Is Coming i Jarvisa Cockera. Zagra też kolejna „mała” legenda lat 90 – Neneh Cherry. Być na Offie i nie zobaczyć Electric Wizard to jak być w Rzymie i nie widzieć papieża. Czadu na pewno dadzą Daughters a Soccer Mommy na pewno dostarczy wielu pozytywnych emocji. Polską reprezentację będzie stanowić m.in. Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”, Dezerter grający „Underground out of Poland„, Tęskno czy też Wczasy.

Ile kosztują bilety?

Na dzień dzisiejszy karnet trzy dniowy kosztuje 360 zł. Pole namiotowe to dodatkowy koszt w wysokości 80 zł. Bilety jednodniowe pojawią się w późniejszym terminie. Wejściówki można zakupić TUTAJ.

Więcej informacji na temat OFF Festivalu znajdziecie TUTAJ.

Muchy kończą trasę Xerroromans – relacja z koncertu w Mysłowicach

Długo musiałem czekać aż poznańska formacja Muchy ponownie zawita na Śląsk z koncertem klubowym. Okazja ta w końcu się nadarzyła i to nie bez byle powodu. Zespół świętuje jubileusz 10-lecia debiutu i z tej okazji wybrał się w tzw. Xerroromans Tour. Występ w Mysłowickim Centrum Kultury był zwieńczeniem trasy, a o tym jak było dowiecie się poniżej.

Nim na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, publiczność rozgrzać miała grupa Drekoty. Niestety ciężko jest stwierdzić czy im się to udało, gdyż znaczna część zgromadzonej publiki wydawała się mocno znudzona występem pań. Widać, że damskiemu trio brakuje jeszcze wprawy w występach na żywo, gdyż wszelakie próby nawiązania kontaktu z widownią kończyły się fiaskiem. Drugą sprawą jest repertuar, którą serwuje Ola Rzepka z koleżankami. Nie wszystkim przypadł do gustu zestaw mocno eksperymentalnych utworów, gdyż w porównaniu do twórczości Much jest to znacznie cięższa muzyka i mniej melodyjna (a w zasadzie nie było w tym żadnej melodyjności) stawiająca na poetyckość i eksperymenty łączenia perkusji z klawiszami.

Następnie na scenę wkroczyli wyczekiwani poznańczycy w oryginalnym składzie, który nagrywał „Terroromans” w 2007 roku. Widziałem kilka koncertów Much w różnych składach, ze Tomaszem Skórką czy też Zalewskim (Pamięta ktoś, że to Muchy odświeżyły tego gościa?), jednak występy w pierwotnym składzie wydają mi się najlepsze. Grupa odegrała w całości swój debiutancki materiał w niezmienionej kolejności. Opener „Wyścigi” widownia wysłuchała jeszcze z poziomu foteli, jednak przy „Fototapecie” spora część fanów Much nie wytrzymała i pobiegła pod scenę.

Pomimo tego, że wokalista grupy Michał Wiraszko miał lekkie problemy z głosem (zimna krakowska hala dała o sobie znać) to i tak występ był pełen energii. W ogóle wokalista zasługuje na osobny akapit w tej relacji. Michał Wiraszko to istny wulkan pozytywnych emocji, to gość z którym aż chce się iść na piwo. Każdy by chciał mieć takiego kumpla, także z tego miejsca pozdrawiamy! Świetny kontakt z publiką, poczucie humoru a także serwowanie różnorakich anegdot to dodatkowe smaczki koncertu Much.

Materiał „Terrormansu” dalej przywołuje ciary. Takie utwory jak „Miasto Doznań„, „Najważniejszy Dzień” czy też „Galanteria” to przecież już klasyki polskiego indie rocka. Dobrze było sobie znowu przypomnieć ten zestaw na żywo, zwłaszcza, że ta muzyka wciąż ma tą samą moc. Co prawda człowiek jest już starszy i teraz przed koncertem martwi się o zakupy na niedzielny obiad, jednak gdy stoi pod sceną (ja akurat siedziałem) to budzi się znowu w nim to dziecko.

Oczywiście samo odegranie „Terroromansu” było nie wystarczające dla śląskiej publiki. Grupa wyszła ponownie na scenę i wykonała jeszcze parę dodatkowych utworów takich jak: „Nie przeszkadzaj mi bo tańczę„, „Kołobrzeg-Świnoujście” oraz „Przyzwoitość” z odśpiewanym przez Michała Wiraszkę fragmentem utworu Joy Division „Love Will Tear Us Apart„. Na koniec grupa wykonała swoje dwa najnowsze utwory, czyli „Miłość” a także „Obok Ulic i Miejsc„.

Koncert Much w Mysłowicach był świetnym zwieńczeniem całej trasy „Xerroromans Tour„. Z niecierpliwością czekam teraz na nową płytę poznańskiej formacji, która ma się pojawić w przyszłym roku, no i na kolejną wizytę na Śląsku!

Jest dobrze! – Znamy pierwszych artystów, którzy zagrają na OFF Festivalu 2019

Wyjątkowo wcześnie w tym roku poznaliśmy pierwszych artystów, którzy zagrają na OFF Festivalu 2019. I trzeba przyznać, że pierwszy rzut robi wrażenie. Już teraz nie mogę się doczekać co jeszcze zaprezentuje Artur Rojek i reszta. Póki co jest dobrze, a na OFFie zagrają:

Daughters – Najgłośniejsza nazwa i wzbudzająca wiele emocji. Ich tegoroczny album „You Won’t Get What You Want” udowadnia, że w potrafią zagrać mocno. Noise Rock, Industrial, metal czy też post-punk – to wszystko pasuje do ich muzyki. Na płycie brzmią świetnie, na żywo mogą jeszcze lepiej!

The Comet Is Coming – Założony w 2013 roku band z Londynu w swojej twórczości miesza elementy jazzu, psychodelicznego rocka, funku oraz elektroniki. Do tej pory wydali jeden album – „Channel The Spirits” z 2016 roku. Jeżeli jakąś muzykę można określić kosmiczną – to właśnie tą.

Perfect Son – Tobiasz Biliński tworzący pod tym szyldem, jest pierwszym polakiem, który związał się z legendarnym Sub Popem. To chyba największa rekomendacja sama w sobie. Na debiutancką płytę „Cast” musimy poczekać do lutego.

The Gaslamp Killer – kalifornijski DJ i producent William Benjamin Bensussen łączy w swojej twórczości klasycznego rocka z brzmieniami hip-hopowymi. Do tej pory wydał dwa albumy studyjne i całkiem okazałą listę mixów i gościnnych występów.

Boogarins – psychodeliczny rock prosto z Brazylii. Wydali w tym roku dość ciepło przyjęty album „Desvio Onírico„. Zdążyli już wystąpić na Coachelli oraz zagrać sesję dla KEXP.

Bamba Pana & Makaveli – OFF bez muzyki prosto z Afryki, nie byłby 100 procentowym OFF’em. Tym razem do Katowic zawita projekt z Tanzanii Bamba Pana, który wystąpi wspólnie z raperem Makavelim.

Lebanon Hanover – duet tworzony przez Larissę Iceglass i Williama Maybelline’a w swojej twórczości odwołuje się do lat 80. Szczególnie tej postpunkowej i gotyckiej. Na OFFie zaprezentują swój tegoroczny album „Let Them Be Alien„.

Przyszłoroczny OFF Festival odbędzie się tradycyjnie w Dolinie Trzech Stawów w Katowicach w dniach 2-4 sierpień 2019 roku.

Tauron Nowa Muzyka Katowice 2018 – relacja

Po raz kolejny miałem okazję gościć na jednym z najlepszych festiwali muzycznych w Polsce. Mowa oczywiście o starym, dobrym Tauronie, który jak zwykle miał wiele do zaoferowania mojemu wymagającemu gustowi muzycznemu. Można było potańczyć, potuptać nogą, dać się zahipnotyzować, odlecieć w kosmos, popaść w trans czy też zwyczajnie się odprężyć. Jednym słowem dobra zabawa, a kto nie był, niech żałuje!

Dzień Pierwszy

Mój udział w katowickim festiwalu rozpoczął się od piątkowego koncertu Jordana Rakei’ego. 25-letni muzyk z Nowej Zelandii dał na Scenie Miasta Muzyki bardzo przyjemny i lekki pokaz swoich muzycznych umiejętności. Nie od dziś wiadomo, że wszelkie mieszanki soulu, funku z indie popem łykam od razu. Takie utwory jak „Selfish„, „Wildfire”, „Alright” czy też „Nerve” po prostu ujęły katowicką publikę, w tym mnie. Nowozelandczyk potrafił zaciekawić, dzięki czemu jego koncertu bardzo szybko mi upłynął. Żałowałem tylko, że nie skusił się na odegranie coveru „Lost„. Spod głównej sceny festiwalu przeniosłem się na scenę w amfiteatrze NOSPR, gdzie pod gołą chmurką zaprezentować się mieli chłopaki z Bitaminy. Chłopaki słynną z energicznych koncertów, tym razem nie było inaczej. Publiczność chętnie podrywała się do tańca, aczkolwiek trzeba przyznać, że był to występ nieco nierówny. Muzycznie dali jednak radę i faktycznie są bardziej POP niż Hip-Hop, i dobrze.

Ponownie powróciłem pod scenę Miasta Muzyki, gdzie wystąpić miał jeden z headlinerów całego festiwalu – Fever Ray. Karin Dreijer wyszła na scenę w asyście dwóch wokalistek przebranych w dość oryginalne stroje osiłków. Występ założycielki legendarnego już The Knife , jak można było się spodziewać mieszał taneczną elektronikę z mrocznym klimatem. Było tajemniczo i mistycznie, aczkolwiek spodziewałem się większego efektu WOW po występie Szwedki, która momentami przynudzała. Na szczęście zupełnie odmiennych spostrzeżeń dostarczył mi występ Mura Masy. Młody Brytyjczyk z Guernsey ma już na koncie wspólne utwory z takimi artystami jak A$AP Rocky, Charli XCX czy też Damonem Albarnem, a przez wielu został już okrzyknięty muzycznym odkryciem roku 2017. 22-letni Producent wystąpił w asyście czarnoskórej wokalistki, która jednocześnie śpiewała, rapowała i tańczyła. I co najważniejsze dała radę, a wręcz skradła show Alexowi Crossanowi. Katowicka publiczność miała okazję usłyszeć wszystkie przeboje Mura Masy, a więc nie zabrakło takich utworów jak „Love$ick„, „1 Night” czy też „What If I Go?„. To był dla mnie zdecydowanie najlepszy koncert tego dnia.

Kilka minut po północy znajdowałem się już pod sceną Red Bulla, gdzie występował Toulose Low Trax. Niemiecki muzyk potrafił zahipnotyzować publiczność i zmusić ją do dzikich harców. Mnie jednak nie uwiódł. Dzień zakończyłem występem Nosowskiej, która jak się spodziewałem grała głównie utwory z nowej płyty. Jej nowa lokowato elektroniczna twarz jest jak najbardziej OK, jednak chyba wolę bardziej tą artystkę w gronie muzyków z Hey. Elektroniczny-Punk przestał mnie rajcować dekadę temu na „Afterparty” Cool Kids of Death, jednak Nosowską i tak szanuję.

Dzień Drugi

Drugi i zarazem ostatni dzień z moim udziałem na Festiwalu rozpoczął się ponownie pod sceną Miasta Muzyki. Swój występ dawała tam japońska formacja Soil & „Pimp” Sessions. Po raz pierwszy w życiu bałem się o scenę na której grają muzycy. Japończycy dali taki popis, że myślałem, że lada moment wystrzeli ona w kosmos, dosłownie! Świetne, energiczne utwory mieszające muzykę klasyczną, jazzową i techno idealnie komponowały się ze luzackim stylem Japończyków. Lider Tabu Zombie wyglądał i zachowywał niczym gangsta raper, perkusista dał chyba ze 10-minutową solówkę na garach a reszta ekipy nie odstawała w ekstrawagancji na krok! Kapitalny koncerty. Następnie udałem się pod Red Bull Stage by zobaczyć JANKĘ. Muzyków na scenie nie widziałem, ale to co usłyszałem z głośników spodobało mi się! Świetny retro styl.

W chwili gdy Urugwaj ogrywał Portugalię na Mistrzostwach Świata w Rosji na scenie Miasta Muzyki występował Zespół Senor Coconut. Zespół postawił na covery znanych piosenek nagranych w kubańskim stylu. Pomysł fajny i ciekawy, bo takie utwory jak „Around The World„, „Sweet Dreams” czy też „The Robots” dawały radę w nowej aranżacji. Jest tylko jedne ALE, to tylko covery. I w dodatku nie wszystkie były udane. Nie jestem pewien też czy główna scena to odpowiednie miejsce na tego typu ciekawostki. Ponownie wróciłem pod Scenę Red Bull by przekonać się czy Essaie Pas brzmią na żywo równie dobrze co na płycie. Kanadyjczycy dali radę. Jednak nie zostałem do końca, gdyż zależało mi na odnalezieniu Secret Stage, gdzie wystąpić miał Rasmentalism. Do występu na żywo tej grupy przymierzałem się od dawna, dlatego cieszy mnie, że miałem okazję zobaczyć ich na Tauronie. Na żywo hip-hopowy skład brzmi tak samo rewelacyjnie jak na płytach, a może nawet i lepiej? To był jedyny koncert tego festiwalu, gdzie repertuar znałem na wylot, dlatego też z wielką przyjemnością wyłapywałem te świetne linijki z takich utworów jak: „Jeszcze Jeden Kieliszek„, „Fast Food” czy też „Moment„. Raperzy skupili się na repertuarze z dwóch ostatnich płyt: „Tango” oraz „1985„, trochę szkoda bo liczyłem na jakieś utwory z „Za Młodzi na Heroda„.

O godzinie 24 na scenie More Music Hall odbył się najbardziej hipnotyzujący i psychodeliczny koncert jaki widziałem podczas tegorocznej edycji Taurona. Wolgang Voigt grający jako projekt GAS w totalnym mroku prezentował ambient w swoim wykonaniu. Szczerze powiedziawszy to ciężko mi jakoś racjonalnie opisać czy też ocenić ten występ. To nawet nie był koncert, tylko jakieś narkotyczne przeżycie. Podobne odczucie miałem po seansie filmu „Enter The Void„, z tym, że te koncertowe było bardziej intensywne za sprawą wspaniałych wizualizacji i mrocznej muzyki. Festiwal zakończyłem na koncercie Son Luxu. Amerykanów widziałem już wcześniej podczas OFF Festiwalu. Wtedy nie przypadli mi do gustu, jednak po bliższym zapoznaniu się z ich twórczością, odkryłem w nich coś co sprawiło, że wyczekiwałem tego koncertu. Z ogromną przyjemnością odsłuchiwałem kapitalnych „Easy„, „Alternate World” czy też najbardziej znane „Lost To It Trying„. Grupa potrafiła zaangażować publikę podczas odgrywania „Dream State” i dać kapitalny, ponad godzinny występ. To było idealne zwieńczenie mojej przygody z Tauron Nowa Muzyka Katowice, już nie mogę się doczekać przyszłej edycji!