Młodociana depresja na sprzedaż – recenzja „When We All Fall Asleep, Where Do We Go” Billie Eilish

Showbiznes zdążył już nas przyzwyczaić do najróżniejszych akcji. Od dziwnych, przez mocno dziwne a kończąc na kosmicznym poziomie niepojętości. Czego się nie zrobi w końcu dla promocji produktu? A im bardziej oryginalny i jednocześnie absurdalny pomysł – to tym lepiej! Nie mniej trzeba mu przyznać, że skuteczność tych akcji jest lepsza niż wyniki strzeleckie Krzysztofa Piątka w tym sezonie. W ten sposób dałem się złapać na Billie Eilish.

Czysto, po ludzku zaciekawił mnie ten cały szum wokół 17-letniej amerykanki. Otóż mocno hajpowana przez producentów z Los Angeles wokalistka zaczęła wzbudzać skrajne emocje. A wszystko przez info o rzekomej depresji młodej pieśniarki z miasta aniołów. Swoje dołożył także mroczny wizerunek Billie Eilish, a do pieca jak zwykle dorzucił sam INTERNET. Efekt? Ogromne zainteresowanie płytą i pierwsze miejsce na amerykańskiej liście przebojów. Możemy oczywiście się zastanawiać na ile prawdziwa jest w tym wszystkim młoda artystka, jednak to już nie zatrzyma maszyny, która ruszyła i się rozpędza z tygodnia na tydzień. Swoją drogą w historii mieliśmy już tyle stworzonych przez biznes artystek (Lana Del Rey, Britney Spears), że kolejna nie robi już takiej różnicy? A nawet jeśli ta „kontrowersyjna depresja” jest prawdziwa to czy to aż takie dziwne? 16-17 lat to trudny wiek, kto w tym czasie nie miał gorszych momentów i nie przeżywał werterowskich cierpień?

Przejdźmy jednak to muzyki, bo to ona powinna być najważniejsza. Debiutancki album Billie Eilish „When We All Fall Asleep, Where Do We Go” to materiał dobry, acz szalenie nierówny. Intrygujące momenty takie jak „bad guy” czy też „you should see me in a crown” mieszają się tutaj z nijakimi balladami pokroju „listen before i go” czy też „i love you„. Odpowiedzialny za produkcję muzyczną brat artystki spisał się całkiem dobrze o czym świadczy wspomniany „bad guy” czy też brzmiący jak jeden z utworów Charli XCX „my strange addiction” oraz rozpiskelowany „xanny„. Jednak brakuje w tym pewnej konsekwencji i zwięzłości, i po dobrych momentach otrzymujemy dużo słabsze utwory, jak chociażby zagrany na ukulele „8„.

Generalnie nie jest źle. To całkiem dobry pop, z paroma świetnymi momentami. Jednak jest stanowczo za wcześnie by mówić o jakimkolwiek nowym poziomie czy też nowej jakości w gatunku. Mam nadzieje, że ten ogromnych rozmiarów hype nie zaszkodzi artystce i z czasem rozwinie skrzydła i udowodni swoją prawdziwą wartość. Ocena: 6/10.

Reklamy