Rycerzyki zapowiadają koniec zimy – recenzja „Kalarnali”

Drugi album krakowskiej formacji Rycerzyki zdawał się być jednym z najbardziej oczekiwanych krążków z kręgu indie popu. I w sumie nic dziwnego, bo wspomniany band zdaje się być jednym z największych odkryć na polskiej scenie niezależnej. Debiutancki longplay „Rycerzyki” spełniał wszelakie wymogi, bo pokochać lajkoników. Piękne melodie, przebojowość i chwytliwość kompozycji a także naturalność – to największe zalety płyty wydanej w 2015 roku. Swoim debiutem kupili nie tylko mnie, ale innych recenzentów i fanów muzyki niezależnej. Przyznanie się do słuchania tej kapeli w towarzystwie, to nie wstyd a wręcz powód do dumy.

Po blisko trzech latach przerwy zespół postanowił wydać nowy krążek zatytułowany „Kalarnali„. Oczekiwania po udanym debiucie były spory, ale Rycerzyki jak na prawdziwych wojaków w zbrojach przystało, zdołali obronić zamek i uratować księżniczkę. Najnowsza propozycja od Gosi Zielińskiej i spółki jest bardziej przemyślana i wydaje się być bardziej spójna. Mocne piętno na tej płycie odcisnął fakt, że wokalistka grupy spędziła ostatnio sporo czasu w Islandii. Czuć klimat gejzerowej wyspy w tych kompozycjach, zwłaszcza w tekstach, które są mocno bajkowe. Już same tytuły świadczą, że będziemy mieli do czynienia z tekstami zainspirowanymi miejscowymi legendami (Niebieski Olbrzym, Kalarnali, Król). Poza tym jak zagłębimy się w teksty to odkryjemy w nich sporo nawiązań do życia na odległej, zimnej i surowej wyspie (Boże, muszę też tam kiedyś polecieć!).

Co innego wydaje się nam opowiadać muzyka. Jest energicznie, czasami tanecznie, melodyjnie i przebojowo. Już otwierający całość „Katla” zdaje się być nową, alternatywną wersją „Papaji„. Momentami zespół zwalnia i staje się bardziej sentymentalny i komplementacyjny jak np. w „Co Noc” czy też „Niebieski Olbrzym„. Kompozycyjnie jest to najlepsza rzecz z tego gatunku jaką słuchałem ostatnie. Z miłą chęcią wyłapywałem te wszystkie hooki, zapętlenia i riffy, że aż zatęskniłem za The Car Is On Fire.

Podsumowując, najnowsza propozycja od Rycerzyków to rzecz obowiązkowa dla każdego miłośnika dobrego indie popu. Robiące wrażenie kompozycje mieszają się tutaj z bajkowym klimatem Islandii nadanym przez Gosię Zielińską. „Kalarnali” to piękny, naturalny, szczery i przede wszystkim mocno melodyjny krążek, który idealnie odnalazł się w momencie końca zimy i początku wiosny. W marcu Polska ma wiele wspólnego z Islandią, a gdy w tle słyszymy tą płytę to wydaje się to być jeszcze bardziej oczywiste. Ocena: 8/10.

2 uwagi do wpisu “Rycerzyki zapowiadają koniec zimy – recenzja „Kalarnali”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.