Lista wstydu, czyli moje muzyczne „Guilty pleasure”

tumblr_ngjlocoC8g1qa9dopo2_500Chyba każdy z nas ma w swoim repertuarze utwory, których słucha tylko w zamknięciu pod osłoną nocy. Piosenki, które wiemy, że są pretensjonalne, złe lub słabe,  jednak w jakiś dziwny sposób dające się polubić. Poniżej znajdziecie listę 10 utworów, których słucham przy wyłączonym scroblerze last.fm.

30 Seconds To Mars – The Kill. Jared Leto jest dla mnie dobrym aktorem, który zagrał w paru świetnych filmach. Dlatego też dziwi mnie, że postanowił pójść w muzykę. Zwłaszcza, że jego 30 Seconds To Mars to typowy zespół z gatunku scremo-rock-popowych pierdółek dla nastolatek. Początkowo mocno mnie drażnił ten cały 30 Seconds To Mars. Byli dla mnie zbyt pretensjonalni oraz irytowali mnie swoimi filmowymi teledyskami. Z czasem jednak zauważyłem, że lubię sobie posłuchać „The Kill„. I to nawet często mi się zdarzało, i kurde nie wiem czemu. Mimo, że wiem, że to wszystko jest tylko „na niby” to ja chcę wierzyć, że Leto jest mocno przejmujący w tym utworze z całkiem melodyjnym riffem przewodnim.

Nie słuchaj

Ace of Base – The Sign. Jakiś czas temu przejawiałem chorą fascynację latami 90. I nie chodzi mi o rzeczy typu Wu-Tang Clan, Pavement czy Modest Mouse a zespoły pokroju Ace of Base. Czasem po prostu lubię się odmóżdżyć, patrzeć na świat przez różowe okulary i wierzyć, że wszystko jest takie proste jak ten banalny utwór.

Nie słuchaj

Akcent – King of Disco. Ja rozumiem, że na parkiecie zatańczy się do wszystkiego. Przeważnie jest się po kilku drinkach i w tanecznym transie. Wtedy nikogo nie dziwi bujanie największego fanatyka niezal muzyki do najbanalniejszego disco. No, ale żeby siedzieć i słuchać tego jeszcze w domu? Na swoją obronę dodam, że na koniec pojawia się fajne nawiązanie do Madonny z okresu „Confessions on a Dance Floor„.

Nie słuchaj

219_shame_on_aYOPUBilly Talent – Surrender. Totalnie nie wiem jak można lubić Kanadyjczyków. Fatalny image, nie wyróżniająca się niczym muzyka i drażniący głos wokalisty Bena Kowalewicza. Tyle w skórce o kanadyjskiej formacji. „Surrender” nie jest dobrym kawałkiem, nie zamierzam go bronić. Jednak, jak leci w radio to nie zmieniam radiostacji.

Nie słuchaj

Enrique Iglesias – Tired Of Being Sorry. Z góry zaznaczę, że nie trawię Pana Iglesiasa. Ani starego, ani młodego. Przyklejona łatka amanta, nocny sen nastolatek, gęba prosząca się o spotkanie z pięścią – to są moje pierwsze skojarzenia z Hiszpanem. Teledysk też nie pomaga. Kolejna historia w stylu Saga Zmierzch. No po prostu NIE. Jednak, jakoś dobrze słucha się tych synthów, gdzieś tam w tle.

Nie słuchaj

Fall Out Boy – This Ain’t A Scene, It’s An Arms Race. W sumie to nie wiem czemu miałbym się czepiać Fall Out Boy’ów. Dobre teledyski, spoko gitarowa muza, ciekawy wokalista. Może swego czasu za dużo ich było na MTV2?

Nie słuchaj

Green Day – Wake Me Up When September Ends. Rzecz wiadoma dla każdego znawcy muzyki. Green Day się sprzedał. Album „American Idiot” z 2005 roku (Jezu, to już 10 lat?!) to szczyt komercyjnego rock-popu zahaczającego o punk. No, ale komercja nie zawsze jest zła. W tym przypadku może trochę, bo jakoś lubię wracać do singli z tej płyty.

Nie słuchaj

Marilyn Manson – Sweet Dreams. Obecnie nikogo już nie szokuje postać Marilyna Mansona. Jednak swego czasu wokół amerykanina panowała nie mała burza. Odrzućmy jednak na bok te wszystkie plotki i ploteczki i wsłuchajmy się w jego muzykę, bo w tej materii muzyk ma całkiem sporo do zaproponowania. W tym genialny cover „Sweet Dreams„.

My Chemical Romance – Cemetery Drive. Nie istniejąca już grupa Gerarda Waya (Trochę mi szkoda) została odrobinę skrzywdzona tą całą łatką EMO. Należy powiedzieć to w tym miejscu głośno, MCR to nie muzyka EMO. Album „Three Cheers for Sweet Revenge” to dobry, rockowy materiał na którym znajdziemy sporo perełek, w tym „Cemetery Drive„.

Nie słuchaj

Paramore – Decode. Kolejny komercyjny pop rockowy band na mojej liście. Co więcej w otoczeniu wampirów z Sagi Zmierzch. Najgorzej. Jednak „Decode” to nie ułomek i przy lekkich gitarowych riffach można spędzić całkiem przyjemne 4 minuty. A perkusja? Chciałbym by każdy band miał takiego kolesia za garami jak Paramore.

Nie słuchaj

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Lista wstydu, czyli moje muzyczne „Guilty pleasure”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s