A$AP Rocky – AT.LONG.LAST.A$AP

asap-rocky-508b4403e62bbRakim Mayers, ten skurczybyk zaskoczył mnie. Szczerze wątpiłem w to, że młodemu przedstawicielowi raperskiej sceny z Harlemu uda się nagrać płytę wybitnie dobrą. Udało się. Jego tegoroczny longplay „AT.LONG.LAST.A$AP” to zdecydowanie jego najlepszy krążek. Oczywiście Rocky namiastkę swojego talentu pokazał już na mixtape’ie „LiveLoveA$AP”. No, ale wiecie to tylko mixtape i też czuć było na nim wiele niedociągnięć. Natomiast debiutancki album „LONG.LIVE.A$AP”, mimo że był bardzo dobry to wydawał się zbyt lanserski. I gdy już myślałem, że mainstream pochłonie Pana Mayersa… to ten wydał ALLĘ.

W czym tkwi fenomen tegorocznego wydawnictwa? Jest to zdecydowanie najrówniejszy album w dorobku Rakima. Świetne beaty łączą się z jeszcze lepszą nawijką Rocky’ego. Ciężko mi jest wyróżnić poszczególne momenty, dlatego zacznę od początku. Już sam opener zachwyca. Rocky interpretuje film braci Coen „O Brother, Where Art Thou”, poruszając kwestie religijne a także zaprzedawania duszy diabłu w imię sukcesu. Jest to pewnego rodzaju spowiedź artysty, w tle natomiast słyszymy kapitalny podkład od Danger Mouse’a. Kolejny w zestawie „Canal St.” to przede wszystkim mroczny beat przywołujący na myśl ostatni krążek Drake’a. W „Fine Whine” to kolejna psychodeliczna jazda, przy której raperowi towarzyszy M.I.A., Joe Fox oraz Future. Numer cztery to „L$D” w którym usłyszymy jak Pan Mayers… śpiewa. I to całkiem nieźle. Zresztą już swój popis wokalny dał w „Long Live ASAP”. W kolejnym numerze również Rocky sobie podśpiewuje, a w tle śmiga beat używający sampla „I’ll Be Home For Christmas” w wykonaniu The Platters.

AtLongLastASAPCoverSielanka nie trwa jednak zbyt długo. Urocze śpiewanie przy ognisku kończy ciężki, mroczny „JD”. Klimat podtrzymuje „Lord Pretty Flacko Jodye 2 (LPFJ2)” oparty na monotonnym, agresywnym beacie nawiązującym do stylu zachodniego wybrzeża. Numer osiem to „Electric Body” z gościnnym występem SchoolBoy’a Q, gdzie głównym tematem jest dziewczyna, która lubi trząść tyłkiem. Kolejny kawałek to przede wszystkim popis Kanye Westa. Gospelowy podkład jest tłem do przemyśleń typu: „Sometimes the best advice is no advice”. Beat w „Max B” przywołuje na myśl „Backseat Freesytle” Kendricka Lamara, a następny „Pharsyde” cieszy uchu świetnym wstępem Joe’a Foxa. Nie mylcie go z Jamie Foxx’em. Pan Fox to bezdomny muzyk, który został zauważony przez Rocky’ego w Londynie o czwartej rano. Po jego wysłuchaniu zaproponował mu nagranie paru sekwencji na płytę. Efekt? Moim zdaniem świetny.

tumblr_mik3m0ceUU1ro98xro1_500Podstawowym zarzutem wobec drugiego LP od A$APa jest brak bangerów. Bangery są, może nie tak głośne jak „Fuckin Problems” czy też „Wild For The Night”, ale są. Przykłady? Kapitalny „Wavybone” z gościnnym występem Juicy J i UGK, gdzie słychać starą szkołę rapu. Poza tym „M’$” z świetnym podkładem i Lil Wayne’em, który zawsze jest elementem dodatnim. No i nie należy zapominać o „Everyday” z przyjemnym refrenem w wykonaniu Rod Stewarda i Miguela. W utworze tym palce maczał Mark Ronson, także spodziewam się, że może to być singiel tego lata.

Podoba mi się droga jaką objął A$AP Rocky. Chłopak się rozwija, czego dowodem jest ALLA. Zróżnicowane beaty, nawiązania do klasyki (gospel, pop, lata 60.) oraz flow Fashion Killah robią swoje. Jedyny mankament w tym wszystkim to teksty, które są różne i nie zawsze porywają. Generalnie „AT.LONG.LAST.A$AP” to bardzo dobry album, który dobrze się słucha. Jest równy, ale ma też swoje momenty, które można w kółko zapętlać. Ocena: 9/10

Posłuchaj

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s