10 najlepszych piosenek Black Sabbath

Black SabbathW związku z dzisiejszym koncertem legendarnej grupy Black Sabbath w Łodzi postanowiłem odświeżyć temat ikony hard rocka i stworzyć listę 10 najlepszych utworów Brytyjczyków. Kolejność alfabetyczna.

Black Sabbath (1970, Black Sabbath). Opener z debiutanckiej płyty Black Sabbath był jedną z przyczyn utożsamiania zespołu z szeroko pojętym satanizmem. Utwór opowiada o tajemniczej postaci, którą ujrzał basista grupy i o książce na temat czarnej magii. Mit ten jednak powala powtarzające się „Please God Help Me„. Dla mnie ta historia jest raczej sprawą drugorzędną, gdyż na pierwszy miejscu jest muzyka. A tutaj jest ona wyborna. Mamy kapitalny riff gitarowy oraz świetne bicie bębnów. Całość zaczyna się dość mrocznie od dźwięków burzy i bijącego dzwona, jednak w dalszej części „Black Sabbath” nabiera znacznie innego wymiaru poprzez przyśpieszenie tempa.

Children of the Sea (1980, Heaven and Hell). Jedyna piosenka na liście z nieżyjącym już Ronnie Jamesem Dio. Jego dołączenie do zespołu dało pewien impuls a „Children of the Sea” jest jedynym utworem Black Sabbath, który można by określić balladą. Generalnie jednak wolę Black Sabbath z Ozzym co potwierdza ta lista (9 do 1 dla Ozzy’ego).

Iron Man (1970, Paranoid). Absolutny klasyk rocka, którego nie mogło zabraknąć na tej liście. Tytułowy Iron Man nie ma nic wspólnego z komiksową postacią Marvela, gdyż opowiada historię człowieka podróżującego w czasie pragnącego uchronić świat przed zagładą. Jednakże zostaje on zmieniony w człowieka ze stali i sam doprowadza do końca ludzkość. Muzycznie jest to majstersztyk naszpikowany świetnymi gitarowymi riffami, który w popkulturze funkcjonuje obok innych klasyków pokroju „Smoke On The Water” czy „Nothing Else Matters„.

N.I.B. (1970, Black Sabbath). W tym utworze znajdziemy jeden z najlepszych gitarowych riffów w dziejach. Pomimo mrocznego tekstu jest to jeden z najbardziej chwytliwych utworów Black Sabbath. 6 minutowa uczta dla uszów. Nietuzinkowo się rozpoczyna od basowej solówki, równie dobrze się kończy.

Paranoid (1970, Paranoid). Ta piosenka głównie kojarzy mi się z moim dobrym kolegą, który notorycznie ją wykonywał (wykonuje?) na wszelakich barowych karaoke. „Paranoid” udowadnia, że proste rozwiązania są najlepsze. Został napisany w cztery minuty i opiera się w całości na jednym, prostym gitarowym riffie. Początkowo miał on być wypełniaczem albumu a stał się największym hitem Black Sabbath.

Sabbath Bloody Sabbath (1973, Sabbath Bloody Sabbath). Jeden z najbardziej skomplikowanych utworów Black Sabbath. Dla fanów różnorodności motywów w muzyce powinien się spodobać najbardziej. Podobno przed napisaniem tego utworu zespół znajdował się w bardzo głębokim dołku twórczym. Jak widać wyszedł z niego z impetem. Na szczególne brawa zasłużył Ozzy Osbourne za świetne partie wokalne.

Sweet Leaf (1971, Master of Reality). Żadną tajemnicą nie jest fakt, że Ozzy Osbourne i spółka nie stronili od narkotyków. Dlatego też wspominany w tytule i tekście słodki liść nie powinien stwarzać problemów z dopisaniem do odpowiedniej rośliny. Co do samej muzyki to nie potrafię ogarnąć tego co się dzieje w okolicach 2-3 minuty utworu, który tak jakby się kończy by z powrotem wrócić na wcześniejsze melodyjne tory.

Symptom of Universe (1975, Sabotage). Piosenka ta powstała w wyniku improwizacji. Efekt wyszedł świetnie. Kamień milowy dla prog metalu.

War Pigs (1970, Paranoid). Zdecydowanie mój ulubiony utwór grupy. Blisko 8 minut świetnych gitarowych riffów i jeszcze lepszych przejść perkusyjnych. Całość składa się z dwóch części, z której druga okraszona tytułem „Luke’s Wall” jest gitarowym majstersztykiem. W odróżnieniu od okultystycznych tematów z pierwszej płyty na „War Pigs” tekst jest zabarwiony politycznie i wyrażał dezaprobatę wojny w Wietnamie. Klasyk heavy metalu.

The Wizard (1970, Black Sabbath). Trwa spór czy tytułowy czarodziej to inspiracja tolkienowskim Gandalfem czy po prostu metafora handlarza narkotyków. Osobiście uważam, że prawda jest po środku bo jeżeli ktoś kiedykolwiek czytał „Hobbita” czy też „Władce Pierścieni” to wie, że czarownik z krainy Śródziemia miał w sobie coś z dilera dragów. Co do warstwy muzycznej to „The Wizard” ujawnia w sobie inspiracje bluesem nie rezygnując jednocześnie z ciężkich gitar. Poza tym pojawia się harmonijka, która w bogatej dyskografii zespołu pojawia się niezwykle rzadko.

 

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “10 najlepszych piosenek Black Sabbath

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s