Liars – Mess

liarsNowy album grupy Liars to jedna z tych płyt, której nazwa idealnie opisuje zawartość. Zacznijmy jednak od początku. O Liars pisałem wielokrotnie, jednak powtórzę to co kiedyś naskrobałem na ich temat. Otóż dla Nowojorczyków „Mess” to już siódmy album studyjny. Począwszy od debiutanckiego „They Threw Us All in a Trench and Stuck a Monument on Top” z 2001 po „WIXIW” sprzed dwóch lat zespół Angusa Andrew trzyma równy, dobry poziom swoich wydawnictw. Po raz pierwszy o Liars pisałem przy okazji albumu „Sisterworld„, który rozpoczynały konkretne utwory. Późniejsze „WIXIW” określiłem jako ponure rosyjskie disco w lesie, ze względu na całkowite odrzucenie gitar i przejście na transową elektronikę.

Mess” również nagrane jest całkowicie w koncepcji ponurej dyskoteki. Jednakże w porównaniu do piosenek z „WIXIW” nowe utwory wydają się być bardziej przystępne i taneczne. Przykładowo takie tracki jak: „I’m No Gold” oraz „Pro Anti Anti” zbudowane są na tanecznych, synthowych podkładach. Ich muzyka wciąż jednak pozostaje matematyczna i nie szuka futurystycznych rozwiązań, gdyż znajdziemy w niej pełno nawiązań do klasyki muzyki elektronicznej. Jest to dość dziwna płyta. Już sam początek „Mask Maker” wita nas powtarzającym się „Eat my face off / Take my face off / Give me your face!”. Słuchanie tego typu muzy wieczorem może wzbudzać w nas mały niepokój. Następne „Vox Tunded D.E.D.” to popis wokalny Pana Andrew, który swoim śpiewem w dużej mierze buduje nastrój piosenki. Mi osobiście przywołuje to na myśl The Horrors z okresu 2009/2010. „Can’t Hear Well” to już typowa zabawa syntezatorami a „Darkslide” to jeden z tych utworów, które mogłyby się znaleźć na ostatnim krążku Raime. Końcówka płyty jest dość senna, jednakże „Left Speaker Blown” nie można nazwać słabym utworem.

liars messPodsumowując, Liars udało się nagrać kolejny dobry, acz nierewelacyjny krążek. Dobrze, że zrezygnowali z gitar na rzecz syntezatorów. Ta zmiana wyszła im na dobre, gdyż słychać, że nie szukają prostych rozwiązań. Na „Mess” znajdziemy zarówno taneczny dance-punk, chore electro, senny ambient jak i mroczny dubstep. Dużą robotę odwalił wokalista Andrew Angus, któremu należy się niski ukłon i czapka z głowy. Płyta momentami jest trochę dziwna i zbyt monotonna, jednakże jest to dobra porcja muzyki, której niestety nie mogę polecić wszystkim. Jeżeli szukasz czegoś nowego, nietypowego i nie idącego na łatwiznę to sprawdź koniecznie. Reszcie mogę polecić jako ciekawostka, gdyż nie jest to album łatwy w odbiorze ani też piosenkowy (singlowy). Ocena: 7/10.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s