Kinki – El Museo De Las Momias EP

KINKIŁączenie jazzu z rockiem to zabieg ciekawy i dający wiele niespodziewanych efektów. Na polskim rynku muzycznym tego typu produkcje pojawiały się dosyć często. W około jazzowym nurcie przecież nagrywa już od dłuższego czasu Pink Freud a i w ostatnim czasie pojawiły się ciekawe rzeczy w postaci albumów „Śmierć w Miękkim Futerku” Niechęci czy też „Dziura w Getcie” The Kurws. Dlatego też nie dziwi fakt, że kolejne zespoły biorą się za tego typu brzmienia i nagrywają kolejne instrumentalne płyty. Jednym z takich zespołów są Kinki.

Kwartet z Gdyni składający się z Bartka Laskowskiego, Tomka Tłuszczaka, Marcina Drewczyńskiego oraz Piotra Dunajskiego wypuścił we wrześniu tego roku EP-kę o tytule „El Museo De Las Momias„. Tytuł w języku hiszpański wiąże się z sporą liczbą meksykańskich fanów grupy co nie dziwi biorąc pod uwagę fakt, że Kinki pochodzą z Gdyni – miasta portowego. Płyta ta nie jest za długa i  składa się tylko z czterech utworów (około 23 minuty). Brzmienie nie jest zbytnio rozbudowane, gdyż zostało oparte na kontrabasie, puzonie, gitarze i perkusji. Jednak członkowie zespołu wyciągnęli tutaj maksimum z tych instrumentów.

El Museo De Las MomiasCałość rozpoczyna się od utworu „Styka„, którego pierwsze sekundy to smutny, mroczny i niemalże pogrzebowego dźwięk puzonu. Jednakże utwór przez cały okres swojego trwania nieustanie się rozwija. W około 50 sekundzie dołącza perkusja z gitarą, która początkowo droczy się z dźwiękami puzonu by pod koniec całość nabrało formę ciężkiego rocka. Następny na płycie „Nalot Lutfansy” jest bardziej melodyjny od swojego poprzednika. Jednakże tutaj również mamy do czynienia z pewną transformacją, gdyż utwór ten w drugiej części staje się bardziej transowy i psychodeliczny za sprawą kontrabasu i jazgotu gitary. Szczególną uwagę zwraca trzeci na płycie „Volvo z hakiem”, które intryguje motywem przewodnim. Sporę rolę odgrywa tutaj perkusja. Płytę kończy „Pyrolisa”, który jest chyba najbardziej chaotycznym utworem na „El Museo De Las Momias„.

Po przesłuchaniu krążka od gdyńskiego zespołu generalnie jestem na tak. Chodź nie są pierwszymi, którzy próbowali połączyć jazz z rockiem to efekt jest całkiem udany. Niestety jest to materiał zbyt krótki by można mówić o objawieniu, aczkolwiek ciekaw jestem jak zabrzmiałaby płyta długogrająca w wykonaniu kwartetu Kinki. Ocena: 6/10.

Posłuchaj

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s