Tyler, The Creator – Wolf

tyler wolfW 2011 roku Gregory Okonma znany szerzej jako Tyle, the Creator dokonał zamachu na swoją prywatność . Wszytko za sprawą krążka wydanego w tym czasie oraz zatytułowanego „Goblin”. Płyta dzięki nie typowym, mrocznym, momentami ponurym beatom i ekshibicjonizmowi w tekstach spodobała się krytykom i słuchaczom. Dzięki szczerym do bólu wersom wzbudzał mieszane uczucia, od zachwytu po odruchy wymiotne. Zamieszał. Czy dalej potrafi zachwycać i szokować jednocześnie?

„Wolf”, czyli najnowszy album Tylera to już trzeci longplay w dorobku młodego artysty. Po pierwszych spotkaniach z tym krążkiem da zauważyć się dwa nurty wpływów. Pierwszy – popowy, natchniony zeszłorocznym sukcesem „channel ORANGE” Franka Oceana – ziomusia Tylera uwidacznia szczególnie się w podkładach zahaczającymi o r’n’b, pop czy też momentami electro. Potwierdza to pierwsza część albumu, a zwłaszcza takie kawałki jak „Jamba”, „48” czy też „Awkward”. Poza tym sam Frank Ocean też pojawia się na płycie odśpiewując refren w „Slater/Escepe-im” oraz „Partyisntover / Campfire / Bimmer”. Poza nim mamy też kilku innych gości takich jak Pharrell czy też Erykah Badu. Słuchając tej części płyty czujemy się jakbyśmy oglądali sequel naszego ulubionego filmu, który mimo, że nie wnosi zbyt wiele nowego do fabuły to pod względem realizacji i rozmachu po prostu nam się podoba.

Druga twarz tej płyty wydała mi się natchniona starym dobrym Eminemem z okresu „The Marshall Mathers”. To pod koniec płyty Tyler, The Creator przypomina tego czarnucha z okresu „Goblina”. Oczywiście już tak nie szokuje, ale przez wyjące syreny i jęki ludzi w „Pigs”, skowyty, wybuchy w „Trashwang” oraz pełne dwuznaczności teksty czujemy starego Tylera. No i te magiczne „FUCK” na sam początek płyty to jak kij w oko na przywitanie. Oczywiście ta część wpływów jest w mniejszości.

Sama płyta spełniła swoją rolę, to dobra muzyka. Mimo, że „Goblin” to płyta ciekawa i na pewien sposób ważna to fajnie jest posłuchać Tylera nie rapującego do wiercenia wiertarką. Jeszcze dwa lata temu nie spodziewałbym się, że dziwne dźwięki zostaną zastąpione przez łagodne smyczki. Ukłon w stronę popu dobrze mu zrobił, poza tym mimo, że rapuje często o rzeczach obrzydliwych i strasznych to w gruncie rzeczy dobry z niego chłopak, który kocha swoją legendarną babcię. Potrafi być zabawny i ironiczny jednocześnie dobrze wyczuwając obecnie panujące gusta w muzyce. „Wolf” natomiast to ciekawa muzyczna kontynuacja „channel Oragne” i dobra porcja muzy na pierwsze ciepłe dni. Ocena: 8/10.

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Tyler, The Creator – Wolf

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s