Foals – Holy Fire

Foals-Holy-FireFoals to podobno gwiazdy indie rocka, a co Wy o tym sądzicie?

Bo ja mam mieszane uczucia. Co to w ogóle znaczy być gwiazdą indie rocka? Rozpoznają ich ludzie gdziekolwiek się pojawią? Chyba raczej nie, nie mają unikatowego czy też osobliwego stylu bycia niczym Bono. W mainstreamowym radiu jeszcze też ich nie słyszałem. Nie wyglądają też na takich, o których się plotkuje czy też wiesza plakaty w pokoju. Więc o co do licha chodzi z tym byciem gwiazdą? Zgodzę się na tezę, że wydając trzeci album wyrobili sobie już pewną markę. O nich się pisze, nie jest to kolejny brytyjski projekt, który po jednej piosence albo w najlepszym przypadku albumie znika gdzieś w szumie informacyjnym. Foals wydają właśnie trzeci krążek, który zbiera dobre oceny.

A nie zapowiadali się dobrze. Przynajmniej w mojej ocenie. Debiutancki album „Antidotes” nie podobał mi się wcale, nie potrafiłem za niego zabrać się od żadnej strony. Wydawali mi się kolejnym zespołem z Anglii usilnie promowanym przez MTV2 i NME wraz z innymi gównianymi zespołami pokroju „The nie pamiętam nazwy bo zbyt słabe to było’s”. Zdanie na ich temat zmieniłem trzy lata temu, gdy usłyszałem utwór „Spanish Sahara”. Przecierałem oczy ze zdumienia. To oni umieją tak grać? Ogólnie druga płyta pod względem artystycznym była udana, mimo, że momentami wydawało mi się, że to głównie dzięki tej niebiańskiej piosence z pustynią w tytule. Nominacja do nagrody Mercury Prize jak najbardziej zasłużona (mam słabość do tej nagrody).

To było trzy lata temu. Teraz mamy 2013 i należałoby teraz w tym miejscu, w tym momencie powiedzieć coś o trzecim longplayu zespołu z Oxfordu. „Holy Fire” to jedna z tych płyt, która wpada w ucho od razu, nie miałem żadnego problemu by polubić te jedenaście utworów. Początkowe preludium przypomina nam z jakim zespołem mamy do czynienia. Właściwa rozgrzewka na dalsze dziesięć piosenek. „Inhaler” – pierwszy singiel ma fajne hooki, momentami potrafi porwać, ale to trwa wszystko zbyt długo. O ile „Spanish Sahara” mogłaby dla mnie trwać wieczność to „Inhaler” w pewnym momencie staje się zbędnie przedłużany. Sporo tutaj dobrej muzyki. Zespół co prawda nie zmienił diametralnie swojego stylu, dalej bazują na tanecznym indie-rocku z charakterystyczną gitarą w tle i specyficznym wokalu Philippakisa. Podoba mi się sposób w jaki rozkręcają niektóre utwory. Przykładowo taki „Providence”. To co oni wyrabiają gdzieś od okolic połowy to poezja.

Ogólnie „Holy Fire” sprawia dobre wrażenie, dobra muzyka na okres przesilenia. Płyta ta wydaje się być najbardziej spójną w w całym ich dorobku. Nie ma tutaj wielkich przebojów, ale jest wiele dobrych momentów. Mimo, że żaden utwór na „Holy Fire” nie dorównuje „Spanish Sahara” to i tak polecam go każdemu. Ocena: 7/10.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s