Muse – Łódź, 23.11.2012

23 listopada 2012 roku na długo zapiszę się w pamięci tych, którzy widzieli koncert Muse w łódzkiej Atlas Arenie.

To był trzeci koncert brytyjskiej formacji w Polsce. Po raz pierwszy wystąpili podczas Heineken Open’er Festiwal w 2007 roku (miałem okazję tam być). Druga wizyta w naszym kraju miała miejsce w 2010 roku podczas Coke Live Festiwal. Jak łatwo zauważyć łódzki koncert był tym pierwszym niefestiwalowym dlatego wywoływał sporo emocji. Ze względu na to, że nie byli już ograniczeni przez prawa, którymi rządzi się festiwal to spodziewałem się jeszcze większego i dłuższego show. Nie przeliczyłem się, ale zacznijmy od samego początku.

Zacznę od kilku słów na temat miejsca koncertu. Atlas Arena w Łodzi to bardzo dobra lokalizacja dla tego typu imprezy. Na plus Łódzkiego spodka można zaliczyć łatwość dojazdu oraz konstrukcję tej budowli, która pozwala na szybkie wejście i wyjście. Minusem na pewno jest notoryczne zaniedbywanie kwestii parkingowych, ale to polski standard. Ogólnie pod względem organizacyjnym koncert był bez jakichkolwiek zarzutów.

Przed Muse swoje 45 minut do wykorzystania miała grupa Everything Everything. Na europejską trasę Muse wytypowane były aż cztery zespoły grające supporty. Niezmiernie się ucieszyłem, gdy dowiedziałem się, że to ta brytyjska formacja zaprezentuje się przed Bellamym i spółką 23 listopada. To był dobry występ, aczkolwiek zadanie mieli trudne. Zespół support-ujący ma dość niewdzięczną rolę. Nie ważne jak dobrze by nie zagrał to i tak większość publiki wyczekuje wyłącznie końca. W Atlas Arenie także można było wyczuć to zniecierpliwienie. Mi osobiście ten występ zleciał bardzo szybko i w przyjemny sposób. Grupa zaprezentowała swoje najlepsze kawałki z „Man Alive” grając w sposób energetyczny i lekki.

Muse swój występ rozpoczęło z lekkim poślizgiem. Koncert rozpoczął się tak samo jak każdy inny z obecnej trasy od „The 2nd Law: Unsustainable”. Mimo, że ta kolaboracja rocka z dubstepem nie zachwycała mnie na płycie to jako opener do show utwór ten sprawdza się w stu procentach! Następnie zaprezentowali kolejny utwór z nowej płyty „Supremacy”, który w wykonaniu na żywo również lepiej się prezentuje niż na płycie. Nie jestem fanem nowych piosenek Muse, jednak słuchając ich na żywo ma się zupełnie lepsze wrażenia. „The 2nd Law” co zrozumiałe miała największą liczbę reprezentantów (naliczyłem 10 piosenek) a najlepiej zaprezentowały się utwory: „Animals”, który był wzbogacony o ciekawą wizualizację przedstawiającą kursy giełdowe a także „Liquid State” – śpiewany w całości przez basistę Chrisa Wolstenholme. Najmniej udany był dla mnie utwór „Explorers”, który mógłby zostać zastąpiony jakimś klasykiem Muse.

Drugą połowę setlisty stanowił starsze utwory Muse. Oryginalnym zastosowaniem była „ruletka”, która losowała jaki utwór Muse zagra na koniec występu (przed bisami). Padło na „Stockholme Syndrome”, co niezmiernie mnie ucieszyło. Najwięcej hitów usłyszeliśmy z płyty „Black Holes and Revelations”. Dyskotekowe „Supermassive Black Hole” porywało do tańca, „Map of The Problematique” wraz ze swoim gitarowym outro zachwycało brzmieniem natomiast „Knights of Cydonia” wzbogacone o intro „Man With Harmonica” prawdopodobnie było najlepszym momentem koncertu.

Na szczęście brytyjskie trio układając setlistę nie zapomniało o żądnej ze swoich płyt. Honoru debiutanckiej płyty bronił utwór „Sunburn”, natomiast „Plug in Baby” był jedynym reprezentantem „Orgin of Symmetry”. Ogólnie rzecz biorąc dobór piosenek nie był żadną niespodzianką dla kogoś kto przeglądał wcześniejsze setlisty z koncertów Muse. Ten mało mobilny schemat koncertu można łatwo wytłumaczyć. Muse nie gra zwykłych koncertów. Muse robi show. Setlista to scenariusz, Bellamy jest reżyserem, Scena jest miejscem akcji a muzyka gra tutaj główną rolę.

Każdy ich występ to ogromne wydarzenie i przeżycie, tak samo było tym razem. Poza muzyką na widownie w mocny sposób oddziaływały kwestie wizualne. Ogromna scena, składająca się z samych ekranów. U góry zawieszona ekranowa piramida, która zmieniała pozycje i kształty! Piękne lasery, które szczególnie epatowały swoimi kolorami podczas „Madness”. Świetny i różnorodny dobór wizualizacji do utworów. Podczas „Panic Stations” obserwowaliśmy tańczącego ogra natomiast w trakcie „Uprising” na ekranie pojawił się perkusista Dom Howard stosują chwyty karate. Na koniec podczas odgrywania ostatniej piosenki „Surival” na scenie pojawiały się kłęby dymu.

To był magiczny występ. Bardziej gitarowy aniżeli fortepianowy, bardziej precyzyjny niż inne pozostałe do tej pory. Można się przyczepić do początkowej predyspozycji muzyków, na szczęście jednak szybko się rozkręcili. Do historii może nie przejdzie, ale dla tych 10 tysięcy ludzi i dla mnie będzie niezapomnianym przeżyciem. Było idealnie.

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Muse – Łódź, 23.11.2012

  1. MUSE.MUSE.MUSE.
    ‚mam bilet na koncert Muse…JADĘ! albo nie nie jadę,albo jednak pojadę.Kurcze nie nie jadę.Dobra jadę.’i tak wkoło w mojej siwej głowie jeden glos na tak drugi glos na nie.Ostatecznie pojechałam.W drodzę do Łodzi jeszcze pętliły mi sie NIE realne myśli o tym,że gdyby udało mi sie sprzedać bilet to kupilambym sobie dawno upatrzoną bluzeczkę z h&m:P Sektor S rząd XIX siedze,obserwuję,jem żelki i czekam na 20:45. Gasną światła,wychodzi Muse…scena rozjaśnia kolorowymi światłami,słychać pierwsze dźwięki poczym następuje wielki wybuch i dreszczę na moich plecach.Zaczęło się. Od pierwszej nuty jestem całkowicie pochłonięta słuchaniem i patrzeniem na to co wyprawia energiczne trio na łodzkiej arenie.Nawet nie wiem kiedy mineły te 2 godziny.Na prawde było to wielkie wydowisko,polecam każdemu nawet takiemu sceptykowi jak ja.Czasem sama nie dowierzałałam ze to wydarzenie obserwuje na żywo.Z otwartą buzią patrzyłam jak MUSE ogarnia swoje instrumenty, A gdy zagrali Resistance to wiedzialam ze jeszcze kiedys kupię bilet na ten zespół.Trduno mi powiedziec co zagrali najlepiej dla mnie cały występ byl mistrzostwem…do tego na szóstkę z plusem i koroną oceniam wizualizacje jakie mialy miejsce. Nigdy jeszcze czegos takiego nie widziałam.Swoim słabym aparatem telefonicznym nagrałam ok.19 filmików.Prawie nic na nich nie widać,kipesko słychać ALE to są moooje filmiki i oglądanie innych wysokiej jakości na yt czy wrzucie nie daje mi tyle emocji co mooooooje filmiki!:):)

    do zobaczenia wkrótce Muse!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s