Guillemots – Hello Land!

Dobrego indie popu nigdy za wiele.

Nie słyszałem wcześniej o tym angielskim zespole. Gdy jednak zagłębiłem się w temacie okazało się, że nie jest to debiutancki projekt, dwudziesto-paru latków. Na koncie już kilka płyt, z czego „Hello Land!” jest czwartą w dorobku tego bandu. Troszkę mnie to zdziwiło bo słuchając tego albumu czuć było na nim debiutancką energię i świeżość. Tak jakby ta cała energia, która się zbierała w nich przez całe, młode życie wybuchła w jednym momencie dając „Hello Land!”. Nie wielu zespołom udaje się po energicznym i fajnym debiucie wydać kolejną równie dobrą płytę. Jest to tak zwany syndrom drugiej płyty. Niektóre natomiast bandy odkrywają siebie dopiero przy drugim, trzecim albumie. Gillemtos udało się na etapie czwartego studyjnego albumu zachować wszystko to, co najlepsze w debiutanckich płytach.

Wróćmy jednak do samej płyty. „Hello Land!” to ciekawy i fajny zbiór dobrych piosenek na ciepłe letnie dni. Intro w postaci „Spring Bells” nie zapowiada jeszcze niczego ciekawego, ale już drugi epicki „Up On The Ride” zachęca do słuchania. Ten rozbudowany, prawie siedmiu-minutowy szlagier składa się z dwóch części. Z czego ta pierwsza jest typowym utworem „manana”. Leżymy sobie, dłubiemy w nosie, patrzymy w sufit/niebo itd. Lekka gitarka i anielski chórek tylko zmagają uczucie pełnego relaksu. Po krótkim przejściu zaczyna się imprezka. Bije w nas duża słodkość damsko-męskiego wokalu rzucającego „Oh, stay near my baby / I know I’m not an easy ride”. To na prawdę jest dobre, przypomina stare, dobre lata 60 prostej piosenki o miłości.

Następny w kolejności „Fleet” trzyma poziom, używając tych samych sztuczek co poprzedniczka by zatrzymać słuchacza. Na plus rewelacyjny bas. Kolejny „Southern Winds” troszkę nas usypia, jednak senny klimat kończy się wraz z „Outside”, które brzmi jak jeden z tych energicznych, debiutanckich kawałków Arcade Fire. Następna piosenka powinna być hymnem wszystkich ludzi pracy dzięki wałkowanemu zdaniu „Nothing’s going to bring me down”. Dwie ostatnie piosenki „Byebyeland” oraz „I Lie Down” stanowią długie, rozbudowane outro albumu. Osobiście zamieniłbym je kolejnością, ale tak też jest ok.

Troszkę nie równy ten album, jednak dzięki takim kompozycjom jak „Up on The Ride”, „Fleet” czy też „I Lie Down” stanowi ciekawą propozycję na najbliższe czerwcowe dni. Wszystkim tym, którzy lubią relaksować się przy dobrej, rozbudowanej i melodyjnej muzyce szczerze polecam. Ocena: 8/10.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Guillemots – Hello Land!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s