Foals – Total Live Forever

Z pewnością płyta ta nie zapisze tego zespołu  na kartach historii. Bo ani nie zbawili świata, ani nie wykrzyczeli haseł, które by trafiły w serca mas, nie wymyślili też nic nowego.

Jednak przyznam, że panowie zaskoczyli mnie. Pozytywnie zaskoczyli. Nie wróżyłem im jakiejś kariery. Słuchając kawałków z debiutu „Antidotes„, który pojawił się w 2008 roku i mieszał głównie na listach przebojów nędznej MTV 2 nie wpłynął zbyt na mnie. Ani Cassius, Ani Balloons, ani inny utwór nie zachwycił mnie. Co więcej to w sumie nawet trochę mnie wkurzali. To wąsikiem u wokalisty, to notorycznym wałkowania jednego i tego samego w telewizji, poza tym znajomy katował mnie  utworami  Angoli puszczając je na swojej Nokii. Myśląc Folas, myślałem – kolejna nędza promowana przez Gonzo i innych pajaców z MTV.

Okazało się inaczej. Chłopaki wykazali się na tyle ambitnie, że druga płyta zdecydowanie wyprzedza pierwszą. Na początek usłyszałem pierwszy singiel „Spanish Sahara”. Zamurowało mnie. Kawałek naprawdę dający radę, na przestrzeni muzycznej, lirycznej „Now the waves they drag you down/ Carry you to broken ground/ Though I find you in the sand/ Wipe you clean with dirty hands” i samego klimatu. Utwór trwa prawie 7 minut i żadna sekunda nie jest zbędna. Lekki, spokojny początek jednak to tylko pozory. Utwór nabiera tempa by na wysokości 4:15 nabrać pełnej energii, która ulatnia się przez perkusje i gitary oraz pojawiający się syntezator.

Total Live Forever to nie tylko Spanish Sahara, która wyróżnia się z pewnością. Całość stoi na równym poziomie, dobrym poziomie co najważniejsze. Jest gitarowo, melodyjnie a co najistotniejsze całość nie traci na swojej alternatywności. Wątpię by puszczali tym razem Foals na listach przebojów gdzie mogli by walczyć z nic nie znaczącymi zespołami o miano BEST NEW ROCK INDIE NOISE AWESOME MUSIC. No, ale po co im to skoro muzykę nagrywają dobrą? Na pewno recenzenci muzyczni czy też sami słuchacze polubią ten materiał i dobrze się o nim wypowiedzą. Ja zmieniłem o nich zdanie. Gdyby tak każdy zespół nagrywał co płytę to lepszą. Przeważnie po udanym debiucie młode zespoły umierają na wysokości drugiej, trzeciej płyty.

Wróćmy jeszcze na chwilę do samej muzyki. Chciałbym pochwalić w tym miejscu perkusistę. Chłop wie co robi i wie jak to robić. Skumajcie taki After Glow. Wokalista mnie nie drażni już jak to było przy odsłuchach debiutu, a specyficzna gitarka dodaje klimatu. No i pojawia się także syntezator, który nie przeszkadza a urozmaica. Krążek dobry do odsłuchania w domu czy też w drodze do pracy. Na imprezę raczej go nie bierzcie. Zwykłe chwile można przy tej płycie spędzić. A takie zwykłe chwile często bywają najbardziej wyjątkowe. Coś o tym wiem.

Chyba pospieszyłem się z tymi pochlebnymi słowami. Czas na pewno pokaże, czy płyta ta odmieniła oblicze zespołu i skłoniła go do nagrywania coraz to lepszych i nowszych nutek. No i mam nadzieję, że nie będą już odbijać w teledyskach kawałami mięcha. Tym czasem daję ocenę: 7/10

Sprawdźcie Spanish Sahara

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s