Modest Mouse – Lonesome Crowded West

Modest Mouse zalegało u mnie już od czasów licealnych, i muszę się przyznać, że odkryłem ich na nowo. Więc moi mili jeżeli jesteście sympatykami amerykańskiego niezalu bądź wszelkich innych alternatywnych szarpnięć o struny gitary to idziecie w dobrym kierunku czytając tą reckę.

Przełom lat ’90 i ’00 należał w pewnym sensie do nich. W zanadrzu kilka wyśmienitych płyt, w tym omawiana teraz Lonesome Crowded West z 1997 roku, sprawiło, że Ci kolesie z Ameryki są uznawani obecnie za żywe legendy indie. Mimo, że w 2007  pojawili się w mediach na szerszą skalę to nie utracili swojej wiarygodności. Ostatnio nawet szło ich usłyszeć na TVN-ie także co drugi polak musiał ich nieświadomie słyszeć. Jednak pamiętajcie to płyty sprzed 10 lat są legendarne.

O co kaman z tym Modest Mouse? Jeżeli jesteś fanem żywiołowego gitarowego grania, pędzącego hi-hatu, świetnych kompozycji to musisz ich sprawdzić. Poza tym ten nie typowy wokal. Isaac Brock co prawda może na początku odrzucać, ale z czasem każdy się przekona, że to co on z siebie wydobywa dodaje tylko specyficznego klimatu. Zapodajcie sobie MM i ruszcie wyobraźnią. Widzicie kaktusy? Ziemia nie widziała wody już od kilku tygodni, może nawet miesięcy. Nie jest zielono. Jedyny przejaw zieleni to gdzieniegdzie pojawiające się kaktusy. Dominuje pomarańcz, żółć i inne ciepłe… gorące kolory. Z tego gorąca koleś ubrany w potargane jeansy upieprzone w kurzu poci się nieustannie (nie jest taki „wyszybciony”) i co chwile wyciera pot w rękaw swojej koszuli w kratę (canadian indie style). Wsiadając do równie zakurzonego cadillaca swobodnie puszcza sprzęgło i rusza do przodu słuchając przy tym spokojnych pierwszych brzmień gitary Doin’ the Cockroach. Bydło na drodze nie pozwala na dalszą podróż. Zanim chłopak z farmy obok zagonił krowy na druga stronę jezdni słychać było już  „And it’s been a long time/Which agrees with this watch of mine/And I guess that I miss you, and I’m sorry/if I dissed you”. Ruszył, dalej już tylko był riff gitary Trailer Trash. Nieznane jest imię tego bohatera, możemy utożsamić go z pewnym kowbojem. Tak chodzi o Cowboy Dan.

Reszta jest już w waszej kwestii. Jeżeli nudzi Ciebie podążanie za nowoczesnymi trendami, mówiącymi „klawisz zamiast gitary”  lub słuchanie obrzydłych nowych, kolejnych, nowych-kolejnych, kolejnych-najnowszych indie kapel itd. Ekstremalnie wiele Kapel w większości po prostu beznadziejnych. To sięgając po tą płytę, która jest przepełniona energią dobrze robisz. Jest w pytę. Muszę szczerze przyznać, że jest też na swój sposób pokręcona, w taki pozytywny oczywiście. I pomijając teksty stojące na wysoki poziomie to jest to muza, którą można nawet nucić w drodze do pracy. Nie ma co zbytnio się rozpisywać dalej. Warto samemu sprawdzić. Ocena:9/10

Posłuchajcie sobie Trailer Trash, ale to jak będziecie w domu. Wykorzystajcie ładną „gniotkową” pogodę wpierw. Peace.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s