Arctic Monkeys – Humbug

humbugOk. Koncert Radiohead za nami. Czas wrócić do szarej rzeczywistości pełnej muzycznych mielizn i nowej płyty Arctic Monkeys.

Im szybciej tym lepiej. Chcę mieć to za sobą. Na wstępie powiem, że nie jestem rozczarowany słabą płytą arktycznych pawianów. Od dawna było wiadomo, że to tylko napompowana bańka przez brytyjskie media. Druga płyta wiele zdradziła o tym zespole. Niektórzy wspominali o syndromie drugiej płyty. To raczej syndrom słabego zespołu. Rok 2009. Singiel „Crying Lightning” pokazuje, że moje domysły nie są omylne. Posłuchajcie sobie takiego A Certain Romance czy I Bet You Look Good On The Dancefloor. Potem najnowszego singla. Słyszycie? Równia pochyła. Różnica klas tak wielka, że trudno to opisać. Błyskotliwy debiut będzie raczej mile wspominany przeze mnie, ale kolejne wydawnictwa nie nadają się do słuchania.

A czemuż to? No słucham, słucham płyty. Nudy, nudy, nudy <ziew>, nudy, nudy. Nic ciekawego. Zmanierowany wokal Alexa Turnera, słabe melodie, zero oryginalności i ogólny zaduch i smród klimatami Ery Vulgaris. Sam Josh Homme nie był w stanie uratować niczego z tej beznadziejnej płyty. Nie wiem jaki był koncept tego albumu. Muzyka dla teksańskich rolników do picia tequili? No sorry, ja tego nie ogarniam. I sumie nie chce mi się już za bardzo pisać o tej słabiźnie. Arctic Monkeys nie ma. Nie polecam. Ocena: 2/10.

Rolniku z Teksasu. Enjoy!

Advertisements

19 uwag do wpisu “Arctic Monkeys – Humbug

  1. Racja nie jest dobrze, ale z drugiej strony tragicznie też nie. Osobiście dałbym trochę wyższą ocene. Pierwszy kawałek na płycie i „secret door” nawet fajnie wyszły.

  2. Niestety nie mogę się zgodzić z recenzentem w żadnym słowie. Album jest najlepszym w dorobku zespołu, chłopaki pokazali na nim mroczniejszą stronę swojej natury, pokazali, że chcą eksperymentować, a nie bazować na patentach juz znanych z ich pierwszych albumów. Jak dla mnie recenzja jest krzywdząca. Ta płyta jak na razie zajmuje 4 miejsce w moim rocznym podsumowaniu. A ocena 2/10 jest nieuprawniona i bolesna. Recenzent zreszta już wcześniej dawał wyraz temu, że jest nieobiektywny w swych ocenach.

  3. Już o tym kiedyś pisałem, ale powtórzę: nie istnieje coś takiego jak „obiektywna recenzja”. Obiektywnie to można sobie policzyć piosenki. Zresztą, gregor, pokaż swoje roczne podsumowanie.

  4. Moje roczne podsumowanie jak na razie wygląda tak:

    1. Dinosaur Jr – Farm
    2. Sunset Rubdown – Dragonslayer
    3. Animal Collective – Merriveather Post Pavillon
    4. Arctic Monkeys – Humbug
    5. Grizzly Bear – Veckatimest
    6. The Bird And The Bee – Ray Guns Are Not Just The Future
    7. Phoenix – Wolfgang Amadeus Phoenix
    8.Woods – Songs of the Shame
    9. Super Furry Animals – Dark Days Light Years
    10. The Antlers – Hospice

    I co wy na to?

  5. Spoko płytki (pewne jakieś 30% zgodności z moją listą, ale ja niezbyt dobrze znam ten rok), choć dla mnie nowy Arctic wyraźnie odstaje w tym towarzystwie. Podobnie Sunset Rubdown, który wydaje się tylko nadmiernie pretensjonalną i słabszą wersją Wolf Parade – nie wiem jakim sposobem to może być lepsze od Ray Guns, Veckatimest czy Merriweather.

  6. Akurat w kwestii Sunset Rubdown jestem pewien. Zastanawiałem się nawet, czy nie umieścić tej płyty na pierwszym miejscu. Mogę zrozumieć Waszą watpliwość, bo za pierwszym przesłuchaniem i ja do końca jej nie ogarniałem. Ale teraz jestem już po co najmniej dziesięciokrotnym odsłuchu i za każdym razem zadziwiony jestem poziomem płyty. Dla mnie każdy dźwięk zdaje sie być tutaj trafiony w 100 %. Być może po drugim przesłuchaniu rozjaśni am się troche ten zamglony obraz. Jeżeli natomiast chodzi o inne projekty Kruga, takie jak Swan Lake czy Frog Eyes, to one już mnie tak bardzo nie ujmują. brakuje im czegoś, co jest widoczne w twórczości Sunset Rubdown. Ale ja już nie wiem, może po prostu za bardzo się zajarałem tą płytą i nie dostrzegam żadnych negatywów? Nie zmienia to faku, że tego wydawnictwa mogę słuchać bez końca, czego powiedzieć nie mogę o innych tegorocznych płytach. Może mam jakiegoś hopla na jej punkcie…

  7. Bo była ciekawiej opisywana…bardziej ‚ciętym’ językiem,a teraz boring…

    widać zmądrzałeś,ale nie wszytskim się twoja mądrośc podoba.

  8. Szczerze powiedziawszy znam doskonale. I o ile Shut Up nie jest dla mnie płytą wybitna, miejscami nawet nudną, to Random Spirit jest już wielkim dziełem, a Dragonslayer rozwija pomysły z tego właśnie albumu. Na Random Spirit wg mnie było kilka utworów zbędnych, nic nie wnoszących (ze 3), ale płyta i tak była na bardzo wysokim poziomie. Dragonslayer natomiast od początku do końca porywa i nie jest nudna w żadnym miejscu. Jak dla mnie to jedna z lepszych płyt tego roku, nie wiem jak sądzą inni, ale to moje zdanie. A tak apropo – przesłuchajcie płytę Two Dancers zespołu Wild Beasts – również znakomita, oczywiście z tego roku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s